Księga wiecznych powrotów Księga wiecznych powrotów
i
„Ziemia, Droga Mleczna i księżyc”, 1918 r., W. T. Bendy. Wikimedia Commons (domena publiczna)
Kosmos

Księga wiecznych powrotów

Z Archiwum „Przekroju”
Aleksander Gorbowski
Czyta się 13 minut

„Księga hipotez” znanego radzieckiego pisarza Aleksandra Gorbowskiego wywołała duże zainteresowanie nie tylko w ZSRR, ale także w Polsce („P.” drukował poszczególne jej rozdziały). Na liczne prośby czytelników prasa radziecka publikuje dalsze fragmenty tej pasjonującej książki, która niebawem ukaże się w Związku Radzieckim. Proponujemy lekturę jednego z fragmentów, traktującego o rzeczach, które mogą wydawać się wręcz niewiarygodne.

Narodziny wszechświata

Ile lat liczy sobie nasz wszechświat? „Około 20 miliardów” — odpowiada dzisiejsza nauka. Dopóki człowiek nie znał tej liczby, nie powstawało, rzecz jasna, pytanie: „No dobrze, a co było przedtem?”.

Współczesna kosmologia twierdzi, że „przedtem” cała masa wszechświata skomasowana była w punkcie stanowiącym jak gdyby zarodek, pierwotną kroplę kosmosu. Nie wiemy do dziś, z jakich powodów ten stan uległ nagłym przemianom; przyjmujemy jedynie jako fakt, że w którymś momencie nastąpiło to, co nosi teraz nazwę „wielkiego wybuchu”. Rekonstrukcja owych wydarzeń, przeprowadzona przez radzieckich badaczy A. Lindego i A. Starobińskiego, sprowadza się do wniosku, że cały obserwowalny przez nas wszechświat, liczący 10 mld lat świetlnych, powstał w wyniku gwałtownego rozszerzania się materii, a proces ten trwał zaledwie 10⁻³⁰ sek.!

Jeżeli hipoteza „wielkiego wybuchu” jest słuszna, to taka eksplozja powinna była zostawić w kosmosie jakieś ślady czy bodaj oddalone echa. Rzeczywiście, udało się na taki ślad natrafić: stwierdzono, że cała przestrzeń wszechświata przeszyta jest falami o milimetrowym zakresie i że fale te rozprzestrzeniają się równomiernie we wszystkich kierunkach. Liczba kwantów tej emanacji jest miliardy razy większa od liczby cząstek materii tworzącej galaktyki, planety i wszystkie ciała kosmiczne. Owo „reliktowe promieniowanie wszechświata” — to właśnie docierające z przeszłości echo, ślad pierwotnego stanu, kiedy wszechświat miał postać plazmy, z której nie zdążyły jeszcze utworzyć się ani gwiazdy, ani mgławice.

Nie tak dawno, dzięki badaniom satelitarnym przy pomocy promieni Roentgena, uzyskano dane, które pozwoliły obliczyć średnią gęstość masy wszechświata. Okazało się, że jest to wartość bliska tzw. masy krytycznej; stwierdzono przy tym, iż rozszerzanie się wszechświata nie może trwać w nieskończoność.

Odkrycia współczesnej fizyki pozwalają twierdzić z dużą pewnością, iż rozszerzanie się wszechświata może trwać tylko do pewnego momentu, po którym powinien rozpocząć się proces odwrotny: galaktyki zaczną ciążyć ku sobie, scalać się, dążyć do skupienia w jednym wspólnym punkcie…

Nastąpi więc to, co dzisiejsi astronomowie nazywają „kurczeniem się wszechświata”. Nawiasem mówiąc, niektórzy badacze są zdania, że taki moment już nastąpił, że galaktyki zaczęły już „spadać” jedna na drugą i że wszechświat stoi u progu bliskiego końca.

Cykl za cyklem

A więc, jakie zajdą zmiany, jeśli nasz wszechświat powróci znowu do punktu wyjściowego? Cóż, większość dzisiejszych hipotez kosmologicznych jest zgodna co do tego, że oznaczać to będzie rozpoczęcie nowego cyklu, czyli nowy „wielki wybuch”. Pramateria pomknie we wszystkich kierunkach rozszerzając przestrzeń, znowu powstaną galaktyki i skupiska gwiazd, znowu zakwitnie życie. Tak wygląda model nieustannej pulsacji wszechświata: cykl za cyklem, narodziny i śmierć, śmierć i narodziny.

Nie jest to bynajmniej twór luźnej wyobraźni naukowców. Amerykańscy badacze znaleźli już matematyczne uzasadnienie dla hipotezy zakładającej, że w określonych warunkach wszechświat musi powrócić do punktu wyjściowego, by móc rozpocząć nowy cykl istnienia. Tymże obliczeniom podporządkowany jest model pulsującego wszechświata, zaproponowany przez angielskiego astronoma Davisa. Najciekawsze jest to, że wszechświat Davisa zawiera w sobie zamknięte linie czasu — innymi słowy: czas w tym wszechświecie nieprzerwanie zatacza kręgi. Oznacza to, że liczba „narodzin” i „zgonów” wszechświata jest praktycznie nieskończona.

Najbardziej zdumiewa tu fakt, że zanim współczesna nauka doszła do takiej wizji istnienia wszechświata, identyczne wyobrażenia o mechanizmach kosmogonii mieli nasi przodkowie tysiące lat temu. Babiloński kapłan i filozof, Berosos (III w. p.n.e.), pisał, że wszechświat bez przerwy ginie i rodzi się znowu, a proces ów przebiega cyklicznie. Z Babilonii ta sama myśl powędrowała do antycznej Grecji, Rzymu i Bizancjum. Demokryt i Pitagoras również pisali o „wielkim roku” wszechświata, kończącym się burzą płomieni, które pochłaniają całą materię, by mogła ona powstać znowu i rozpocząć nowy cykl istnienia.

Spójrzmy teraz, jak słynny amerykański fizyk, Weinberg, laureat Nagrody Nobla, opisuje narodziny i śmierć wszechświata posługując się językiem dzisiejszej nauki. Zgodnie z jego koncepcją, od momentu rozpoczęcia kurczenia się wszechświata mogą upłynąć tysiące i miliony lat, w ciągu których nie zajdzie nic takiego, co mogłoby zaniepokoić naszych przyszłych potomków. Ale gdy wszechświat skurczy się o 1/100 swych dzisiejszych rozmiarów, nocne niebo zacznie świecić na Ziemi tysiąc cieplej, ile obecnie — dzienne. Minie jeszcze 70 milionów lat i wszechświat skurczy się znowu, tym razem o 1/10; wówczas nasi potomkowie (o ile będą jeszcze żyli na Ziemi) nie wytrzymają bijących się z nieba bezlitosnych promieni. Następnie zaś, gdy temperatura w kosmosie wzrośnie do 10 mln stopni, gwiazdy i planety zamienią się w „zupę kosmiczną” składającą się z promieni i cząstek elementarnych.

„Zupa kosmiczna” — tak nazywa ten stan materii dzisiejsza nauka.

Po skurczeniu się wszechświata w jednym punkcie, czyli po jego zgonie, który może wcale nie oznaczać agonu, rozpocznie się nowy cykl. Wspominaliśmy już o reliktowej emanacji jako echu narodzin naszego wszechświata. Okazuje się, że emanacja ta dociera nie tylko z przeszłości, ale i z przyszłości! Stanowi ona jakby odblask „pożaru wszechświata”, dobiegający z głębi nowego cyklu, w którym rodzi się wszechświat następny. Temperatura reliktowej emanacji, rejestrowana obecnie, jest o 3° wyższa od absolutnego zera. Jest to właśnie temperatura „żaru elektromagnetycznego”, znamionującej narodziny nowego wszechświata.

Ale czy wszechświat jest przeszyty tylko reliktową emanacją docierającą niejako z dwóch kierunków? Materia, z której składa się wszystko, co istnieje we wszechświecie, może sama zawierać w sobie pewną informację. Naukowcy coraz częściej zaczynają mówić o „wewnętrznym doświadczeniu”, o swoistej pamięci atomów, molekuł i cząstek elementarnych.

Skoro materia w momencie kurczenia się wszechświata nie ulega zniszczeniu — nie znika również zawarta w niej wewnętrzna informacja. Nasz świat wypełniony jest pamięcią, ponieważ wypełnia go materia zawierająca w sobie pamięć. Ową prapamięć, o której wspominał niegdyś Platon, nazywamy dziś polem informacyjnym.

Być może to wszystko nie po raz ostatni?

Czy świat powstający w nowym cyklu będzie powtórzeniem naszego świata? „Całkiem możliwe” — odpowiadają niektórzy kosmologowie. „Wcale niekoniecznie” — zaprzeczają inni.

Badacze amerykańscy z uniwersytetu w Princeton sądzą na przykład, że nie ma żadnych przesłanek fizycznych, pozwalających twierdzić, że w chwili powstawania nowego wszechświata funkcje fizyczne za każdym razem pozostaną te same, co w poprzednim cyklu. A zatem, jeżeli te funkcje będą różniły się od obecnych bodaj nieznacznie, gwiazdy przestaną produkować ciężkie pierwiastki (w tym również węgiel), bez których życie jest niemożliwe. W myśl tej teorii wszechświat może w przyszłości przechodzić nowe cykle, nie wydając przy tym nawet iskry życia. Ten pogląd otrzymał nazwę koncepcji przerywanego istnienia.

Inna hipoteza zakłada, że wszechświat z każdym nowym cyklem będzie ewoluował, czyli że każdy „zgon” oznaczać musi pewien skok jakościowy w jego rozwoju. Jest to tak zwany aspekt ewolucyjny.

I wreszcie trzeci pogląd wywodzi się z przypuszczenia, że każdy nowy cykl istnienia wszechświata jest dokładnym powtórzeniem poprzedniego oraz wszystkich, jakie były wcześniej.

Myśl o wiecznym powtarzaniu się, wiecznym powrocie wszystkiego, co istnieje na świecie, zawsze tkwiła w świadomości człowieka. Znajdujemy ją między innymi w tekstach chińskich z II w. p.n.e. Jeszcze wcześniej, w IV w. p.n.e., grecki filozof Eudemos z Rodos, najwybitniejszy uczeń Arystotelesa, tak powiadał do swoich słuchaczy: „Jeżeli mamy uwierzyć pitagorejczykom, to kiedyś w dalekiej przyszłości, z tą samą laską w ręku, będę znowu rozmawiał z wami, a wy tak samo jak dziś będziecie siedzieć przede mną, i tak samo powtórzy się wszystko pozostałe…”.

W siedem stuleci później wtórował tym słowom inny antyczny filozof: „W nowych czasach narodzi się nowy Sokrates i ożeni się z nową Ksantypą”. W wiecznym powtarzaniu się wszystkiego, co już kiedyś było, wydarzenia zatoczą ten sam krąg i „znowu zaczną się wielkie wojny, i znów wyruszy do Troi nieustraszony Achilles” (Wergiliusz).

Wszystko nie po raz ostatni, wszystko już było — a liczba powtórzeń jest niezliczona… Nawiasem mówiąc, wiąże się z tym poglądem nasze osobiste wewnętrzne doświadczenie, a raczej częste uczucie, że kiedyś działo się już z nami bardzo podobnie. Większość ludzi zna ten dziwny stan: na przykład przyjeżdżamy do miasta, w którym nigdy dotąd nie zdarzyło się nam bywać, i nagle zaczynamy poznawać ulice, aleje, poszczególne budowle…

Goethe wspominał, że podróżując ze Strasburga do Drusenheim, popadł w niepojęty somnambuliczny stan i jakby ujrzał sam siebie z boku; zapamiętał przy tym, że miał na sobie ubiór, jakiego nigdy nie nosił. W osiem lat później, jadąc tą samą drogą przypomniał sobie tamten moment i stwierdził ze zdumieniem, że jest ubrany właśnie tak, jak przywidziało mu się w tamtym „śnie”.

Oczywiście, podobne świadectwa (a można ich przytoczyć mnóstwo) nie dowodzą jeszcze tego, że wszystko się powtarza. Właściwie trudno wyobrazić sobie, jak powinny wyglądać niezbite dowody w przypadku domysłów z pogranicza fantastyki. Jest to tylko przyczynek do refleksji.

Wspomnijmy jednak na końcu, że już w latach dwudziestych naszego stulecia, kiedy zbliżaliśmy się zaledwie do zgłębiania tajemnic kosmogonii, Albert Einstein skonstatował: „Przeciwko idei wiecznego powtarzania się wydarzeń nauka nie jest w stanie wysunąć absolutnie nieodpartych argumentów”.

(Oprac. as)

 

Tekst pochodzi z numeru 2227/1988 r., a mogą Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.

Czytaj również:

Przedostatnie, ostatnie Przedostatnie, ostatnie
i
„Śmierć Marii”, Albrecht Dürer, Cleveland Museum of Art, Rawpixel (domena publiczna)
Doznania

Przedostatnie, ostatnie

Z Archiwum „Przekroju”
Ewa Kossak

Tradycja przekazuje licznie przedśmiertne, ostatnie słowa wyrzeczone przez znane postacie tuż przed zgonem, które to zwroty – w wielu przypadkach – przytaczane są w codziennym języku niemal przysłowiowo.

Niemała liczba tych ostatnich słów nie jest potwierdzona źródłami historycznymi; co do innych można mieć wątpliwości, czy rzeczywiście były one ostatnimi słowami, czy zostały właściwie zrozumiane, czy wreszcie – z różnych względów – nie zostały poprawione i upiększone w intencji stworzenia odpowiedniej legendy.

Czytaj dalej