Człowiek nas uwiera. Nietzsche miał rację – znużyliśmy się sobą. Ale właśnie to znużenie otwiera drogę do określenia na nowo, kim jesteśmy. I do przemiany.
Koncepcja uniwersalnego ludzkiego podmiotu obiecywała, że w jej odbiciu każda istota ludzka znajdzie cząstkę siebie. Niestety były to w najlepszym razie marzenia ściętej głowy, co udowodniła krytyka formułowana z pozycji feministycznych, queerowych, postkolonialnych oraz w ramach studiów o niepełnosprawności czy nad zwierzętami. Przez lata obowiazywała konkretna wizja człowieka wykluczająca wszelkie odstępstwa od tzw. normy trzymającej ludzkie ciało i umysł w żelaznym uścisku. Dekady XX-wiecznej krytyki pozwoliły zobaczyć siłę wykluczenia, która – jak cień – podążała za witruwiańskim mężczyzną, zagnieżdżając się i wygodnie moszcząc w naszych wyobrażeniach o tym, kim jest człowiek, jak wygląda, jak się zachowuje, co jest mu właściwe; i sprawiając, że zdecydowana większość ludzi była w świetle tej koncepcji niewidoczna lub wiecznie nie dość dobra, nie dość ludzka, nie dość godna. Teraz katastrofa klimatyczna z impetem wchodzi do tej gry o człowieka i wywraca stolik.
Wizja uniwersalnego ludzkiego bytu, prześlepiająca różnice między ludźmi, powraca – choćby w określeniach takich jak antropocen czy epoka człowieka, używanych na oznaczenie historycznego momentu, w którym dzieje Ziemi i ludzkości krzyżują się: ludzkość zaczyna być postrzegana jako niemal geologiczna siła wpływająca na życie planety. Chociaż Międzynarodowa Unia Nauk Geologicznych ostatecznie odrzuciła termin antropocen jako oficjalną nazwę epoki geologicznej i ogłosiła, że wciąż żyjemy w holocenie, to eksperci i ekspertki podkreślili, że nazwa ta wciąż będzie funkcjonować w dyskusjach związanych z kryzysem klimatycznym i jego rozmaitymi środowiskowo-społeczno-ekonomiczno-politycznymi odsłonami. Będzie ona zatem co i raz przypominać nam o szczególnej roli człowieka w turbulencjach i transformacjach, które są naszym udziałem. Owa szczególna pozycja otwiera cały wachlarz możliwych odpowiedzi na pytanie o człowieka, o to, kim jest, skąd przyszedł i dokąd zmierza.
Między pasożytem a zbawcą
Jeśli pominiemy różnice między ludźmi i zobaczymy w ludzkości uogólnionego antroposa – zunifikowaną geologiczną siłę rzeźbiącą warunki dla życia na Ziemi niczym rwący strumień rzeźbi koryto rzeki – do głosu dojdą dwie, pozornie tylko sprzeczne ze sobą, wizje człowieka. Są one rozpięte między bezsilnością a wszechmocą, palącym wstydem a nieznającą wstydu dumą, depresyjną apatią a maniakalnym, gorączkowym działaniem. Z jednej strony bowiem człowiek wpływający na warunki