W domach, parkach, biurach widać coraz więcej psów, ale nie zawsze jest im z tego powodu lepiej. Jak spojrzeć na świat oczami czworonoga?
Towarzyszą nam od tysięcy lat. Dzielą z nami trudy i radości, pracują z nami i wspierają nas. Ostatnio zyskały nowy, wyższy status – miasta projektowane są z uwzględnieniem ich potrzeb, a one same stają się pełnoprawnymi członkami rodziny. Pies – jak wiadomo – jest najlepszym przyjacielem człowieka, ale czy wiemy już o nim wszystko i znamy jego potrzeby? Czy to, co dla niego robimy, działa na jego korzyść? Psią perspektywę przybliża behawiorystka i doktorka nauk weterynaryjnych Paula Kiełbik.
Julia Pańków: Poświęcamy psom coraz więcej uwagi, rozpieszczamy je, nazywamy swoimi dziećmi. Czy są dzięki temu szczęśliwsze?
Paula Kiełbik: Rzeczywiście często nazywamy je dziećmi, czego przykładem jest słynne określenie „psiecko”, czyli psie dziecko. Dopóki to jest żart albo służy podkreśleniu stosunku emocjonalnego, nie ma w tym nic złego. Na pewno mówimy inaczej o naszych zwierzętach niż poprzednie pokolenia oraz bardziej doceniamy ich emocjonalność. Ale zdarzają się, i to nie tak rzadko, zachowania przesadne, które rzutują na dobrostan psa. Mam na myśli takie pomysły, jak przebieranie zwierząt, farbowanie im sierści, malowanie pazurów, zbyt częste wizyty u groomera [psiego fryzjera – przyp. red.]. Zabiegi kosmetyczne są konieczne u niektórych ras, ale większość psów nie potrzebuje tego do szczęścia. Podobnie z ubrankami. Naprawdę niewiele czworonogów musi je nosić, tymczasem psie kolekcje znajdujemy nawet w sieciówkach, obok ubrań dla ludzi. Niedobrym trendem jest też wożenie zwierząt wózkami. Jeśli pies nie jest niedołężny i nie ma innego racjonalnego powodu do takiej formy spaceru, może, a nawet powinien, używać swoich łapek – to dla niego naturalne. Wolałby sobie powęszyć, a nie jechać w wózku.
Coraz więcej przestrzeni publicznych otwiera