Ułuda i prawda zwierciadła Ułuda i prawda zwierciadła
i
Mężczyzna przeglądający się w lustrze z psem u stóp. Gwasz autorstwa indyjskiego artysty (?) / Wellcome Collection (domena publiczna)
Wiedza i niewiedza

Ułuda i prawda zwierciadła

Łukasz Kaniewski
Czyta się 20 minut

W greckiej mitologii, nowoczesnej neuronauce, historii, antropologii oraz psychologii szukamy odpowiedzi na pytanie: czemu nie możemy żyć bez luster? Co nam one dają? I co mogą odebrać?

„Północ” – taki przydomek nosił Jean-Baptiste Colbert w listach markizy de Sévigné. Porównanie do zimnej i nieprzyjaznej strony świata miało oddać charakter słynnego ministra finansów, który był nieskory do zabaw i uciech, fanatycznie oszczędny, skrupulatny i śmiertelnie poważny. Diametralne przeciwieństwo francuskiej arystokracji połowy XVII w. oraz rządzącego wówczas Francją Króla Słońce Ludwika XIV.

Francuskie wyższe sfery były w owym czasie pogrążone w lustrzanym szaleństwie. Księżna de Longue­ville powiesiła w swoim salonie 50 zwierciadeł, a Ludwik XIV podobnymi kazał wyłożyć całą komnatę swojej kochanki, Luizy de La Vallière. Użyto w tym celu 140 sztuk. I wszystkie sprowadzono z Wenecji, bo wyłącznie Wenecjanie znali tajniki produkcji tego luksusowego towaru. Jak kosztowny był to kaprys, pokazuje zapisek hrabiny de Fiesque: „Miałam paskudny kawałek ziemi, który przynosił tylko pszenicę; sprzedałam go i w zamian dostałam to piękne lustro. Czyż nie zdziałałam cudu – trochę pszenicy za to piękne lustro?”. Ale według ministra Colberta tego rodzaju transakcje nie miały w sobie nic cudownego. Jego naczelną ideą był dodatni bilans import–eksport, dlatego złoto wysyłane do Wenecji w zamian za lustra traktował jak porażkę swojej polityki. Musiał poczynić odpowiednie kroki. Oczywiście nie mógł zabronić arystokracji, a zwłaszcza królowi, sprowadzania luster.

Mógł jednak postarać się, aby były one wytwarzane we Francji.

Nie była to sprawa łatwa, ponieważ Republika Wenecka gorliwie strzegła lukratywnej technologii. W 1605 r. wprowadziła Złotą Księgę, do której wpisywano nazwiska co znamienitszych rzemieślników z Murano, czyli weneckiej wyspy, gdzie koncentrował się przemysł szklanego wytwórstwa. Rody figurujące w spisie mogły wysyłać przedstawicieli do rady republiki, mogły też bić własną monetę. Nie tylko przywilejami, lecz także strachem Serenissima (jak nazywano Wenecję) broniła swojego sekretu. Żaden znawca lustrzanego fachu nie mógł wyjechać, pracować w innym kraju, a ten, kto by złamał ten przepis, musiał się liczyć z zemstą weneckich agentów.

Powyższe środki przez długie

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Człowiek człowiekowi lustrem Człowiek człowiekowi lustrem
i
„Autoportret wielokrotny“, Stanisław Ignacy Witkiewicz, ok. 1915-1917 r., Petersburg, Muzeum Sztuki w Łodzi / Google Art Project (domena publiczna)
Promienne zdrowie

Człowiek człowiekowi lustrem

Klaudia Khan

Przeglądając się w cudzych oczach, możemy odkryć prawdę o sobie. Ale zanim zaufamy takiemu odbiciu, wybierzmy uważnie tego, kto ma stać się dla nas zwierciadłem.

Jest taka zagadka o dwóch górnikach, którzy wyszli z kopalni; w innej wersji byli to nie górnicy, ale złodzieje, i nie kopalnia, ale komin. Pytanie brzmi: jeśli jeden z nich miał czystą twarz, a drugi brudną, to który z nich się umyje? Odpowiedź? Ten pierwszy. Widząc towarzysza, uzna, że sam też się ubrudził. Mottem tej łamigłówki mógłby być hadis, czyli cytat z proroka Mahometa: „Człowiek jest lustrem dla swojego bliźniego”, w różnych wersjach dokończony wyjaśnieniem: „bo chroni go za jego plecami” lub „bo jeśli widzi w nim wadę, winien mu ją wskazać”. Jak być najlepszym lustrem dla drugiego człowieka? I czy warto korzystać z takiego zwierciadła?

Czytaj dalej