W świetle siła
i
zdjęcie: Tony Sebastian/Unsplash
Ziemia

W świetle siła

Andrzej Krajewski
Czyta się 11 minut

Wszystko na Ziemi kręci się wokół Słońca. Ogrzewa powietrze i oceany, umożliwia roślinom fotosyntezę, zwierzętom gwarantuje pożywienie. Można też z niego pozyskać prąd elektryczny, ale do niedawna było to piekielnie trudne.

Zawiązanie przez Syrakuzy sojuszu z Kartagińczykami oznaczało śmiertelne niebezpieczeństwo dla Rzymu. Greckie miasto było na Sycylii znakomitym przyczółkiem, z którego można przerzucić armię wprost do serca Italii. Ale rzymski senat nie zamierzał czekać, aż wróg uderzy pierwszy. W pośpiechu sformowano olbrzymią flotę i armię, komendę nad nią powierzając Marcellusowi. Doświadczony wódz w 214 r. p.n.e. wylądował na Sycylii i rozpoczął oblężenie miasta. Syrakuz broniło pospolite ruszenie niemogące się równać z legionistami, ale Grecy mieli po swojej stronie Archimedesa. Atakujące od lądu cztery legiony nadziały się na grad kamieni i metalowych pocisków z machin balistycznych. Jednak większe zaskoczenie czekało na marynarzy. Nagle rzymskie okręty jeden po drugim zaczęły stawać w płomieniach. „W końcu w niezwykły sposób on [Archimedes – przyp. aut.] spalił całą rzymską flotę. Bowiem poprzez skierowanie w stronę słońca pewnego rodzaju lustra skoncentrował na nim promienie słoneczne […] i rozpalił wielki ogień, którego całość skierował na statki” – twierdził bizantyjski historyk Jan Zonaras. Swoje kroniki spisywał on jednak dopiero w XI w., opierając się na wcześniejszych źródłach. Całą opowieść traktowano więc jako owoc wybujałej wyobraźni starożytnych.

Aż zupełnie niedawno, bo w 2005 r., studenci z Massachusetts Institute of Technology (MIT) pod kierownictwem prof. Davida Wallace’a skonstruowali zwierciadło o powierzchni 30 m². Ustawiono je na stelażu w porcie w San Francisco, po czym skierowano na zbudowaną z drewna atrapę rzymskiej galery. Bujający

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Ciemności już nie kryją ziemi
i
ilustracja: Kazimierz Wiśniak
Wiedza i niewiedza

Ciemności już nie kryją ziemi

Agnieszka Fiedorowicz

Nocne niebo jest dziedzictwem ludzkości, które powinno być zachowane w stanie nietkniętym – głosi rezolucja Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Nadmiar światła zaburza funkcjonowanie nie tylko ludzi, lecz także zwierząt i roślin. Aby żyć, tak samo jak światła potrzebujemy ciemności.

„Kiedy myślę o ciemnej nocy, myślę o jeziorze w północnej Minnesocie. W najdłuższy dzień w roku ja i mój ojciec siadaliśmy i patrzyliśmy, jak noc wypełnia niebo. Nad nami pojawiał się trójkąt letni, a nad zatoką jaśniał Skorpion. […] Jako dziecko bałem się nocy nad jeziorem, ciemność tu wydawała mi się gęsta jak tkanina. Dziś, choć wciąż jest tu ciemno, na horyzoncie niebo blaknie – to światła stacji benzynowych i restauracji przyciągają klientów ostrym białym światłem. Nie boję się już ciemności, ale boję się o ciemność” – pisze Paul Bogard, profesor kreatywnego pisania z James Madison University w Harrisonburgu, w zbiorze esejów Let There Be Night: Testimony on Behalf of the Dark, w którym 28 autorów przekonuje, jak ważna jest dla nas ciemność. Nie jest to pierwsza książka Bogarda poświęcona temu zagadnieniu. W wydanej pięć lat temu The End of Night: Searching for Natural Darkness in an Age of Artificial Light pisarz pokazuje, jak nadmiar światła zaburza funkcjonowanie nie tylko ludzi, lecz także zwierząt i roślin. „Tak samo jak światła, potrzebujemy ciemności, aby żyć” – przekonuje.

Czytaj dalej