Wróżbici z przypadku
i
ilustracja: Kazimierz Wiśniak
Wiedza i niewiedza

Wróżbici z przypadku

Marcin Kozłowski
Czyta się 5 minut

Mogłoby się wydawać, że między literaturą a rzeczywistością istnieje wyraźna granica. Historia pokazuje jednak, że pisarze potrafią całkiem niechcący przewidzieć przyszłe wydarzenia. Niektóre z tych zbiegów okoliczności przyprawiają wręcz o dreszcze.

Choć może się to wydawać nieprawdopodobne, wiele fikcyjnych opowieści znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości, a ich autorzy mogliby z powodzeniem dorabiać w branży wróżbiarskiej. Takim pisarzem był Morgan Robertson. Amerykański autor żyjący na przełomie wieków XIX i XX popełnił książkę Futility, w której opisał fikcyjny statek „Titan”. Ów „Titan” zatonął na Atlantyku po zderzeniu z górą lodową. Brzmi znajomo? Robertson wydał tę książkę 14 lat przed katastrofą „Titanica”. Zgadzało się wiele szczegółów: chociażby to, że „Titana” nazywano niezatapialnym, było w nim zbyt mało szalup, zatonął w kwietniu, a liczba ofiar znacznie przewyższyła liczbę uratowanych.

To nie jedyna tak tragiczna

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Kiedy słuchacz przestaje słuchać
i
zdjęcie: Nguyễn Phương/Unsplash
Marzenia o lepszym świecie

Kiedy słuchacz przestaje słuchać

Marcin Kozłowski

Moi rozmówcy, radiowcy z krwi i kości, na własnej skórze przekonali się, że więź ze słuchaczem jest pozytywnym zjawiskiem, ale bywa, że takie relacje miewają też ciemną, a czasem i groźną, stronę. Słuchacz może dziś do radia nie tylko zadzwonić, ale również wysłać maila, wiadomość na portalu społecznościowym, może też rozgłośnię odwiedzić. I z tej ostatniej możliwości niektórzy niezwykle chętnie korzystają.

Poranne audycje Doriana Mreły w Radiu Nakło upodobały sobie szczególnie cztery słuchaczki. A w zasadzie upodobały one sobie… prowadzącego. „Wypytują na Facebooku o moją sytuację rodzinną i materialną, chcą wiedzieć, ile można zarobić w radiu” – wylicza Dorian. Nie ograniczają się one tylko do pytań, same zwierzają się ze swoich problemów zdrowotnych, finansowych, małżeńskich. „Przed chwilą dostałem wiadomość od słuchaczki: »Jeszcze jestem w pracy, potem idę do supermarketu, kupię zapas cytryn, miodu i chusteczek. Do lekarza jutro na 15.40, bo mam grypę«”. Kiedyś odpowiadał na takie wiadomości obszerniej, dziś wysyła zazwyczaj uniesiony kciuk. Ale to wcale nie zniechęca fanek. „Na początku starałem się być uprzejmy i odpisywałem z zaangażowaniem. Teraz wiem, że to był błąd” – uważa.

Czytaj dalej