Zapach strachu Zapach strachu
Wiedza i niewiedza

Zapach strachu

Rozmowa z Jackiem Dębcem
Jowita Kiwnik Pargana
Czyta się 11 minut

Możemy bać się tego samego, czego boją się nasi rodzice. Zwłaszcza jeśli poczujemy – i to dosłownie – ich strach. Bo on pachnie wyjątkowo. I może być dziedziczony. Z prof. Jackiem Dębcem, psychiatrą z University of Michigan, rozmawia Jowita Kiwnik Pargana.

Jako psychiatra prof. Jacek Dębiec specjalizuje się w terapii lęku i traumy, jako naukowiec zbadał m.in., jaki zapach ma strach. Ja chcę się od mojego rozmówcy dowiedzieć, czy faktycznie możemy wyczuć czyjeś przerażenie i czy jego woń może sprawić, że sami też zaczniemy się bać, oraz na czym polega mechanizm przekazywania strachu z pokolenia na pokolenie.


Jowita Kiwnik Pargana: Jaki zapach ma strach?

Prof. Jacek Dębiec: Strach przekazywany jest poprzez bodźce zapachowe, których pewnie nie nazwalibyśmy zapachem. Przez zapach zazwyczaj rozumiemy bowiem coś, co świadomie odczuwamy – pachną potrawy, kwiaty, łąka i las. Woń strachu to kombinacja wielu zapachów, np. kiedy człowiek jest przerażony, wzrasta poziom hormonów stresu i bardziej się pocimy. To sprawia, że nasze ciało pachnie inaczej. W świecie zwierząt strach jest komunikowany także przez feromony. Badania sugerują, że mogą one odgrywać pewną rolę w przekazywaniu strachu również pomiędzy ludźmi, nie odczuwamy ich jednak świadomie – są dla nas bezzapachowe. Feromony pobudzają układ nerwowy, wywołując określone stany wewnętrzne. Dopiero skutki tego pobudzenia, np. odczuwanie lęku, możemy sobie uświadomić.

Czyli zapach strachu innych ludzi może mieć wpływ także na nas?

Miliony lat ewolucji wykształciły sposoby komunikowania strachu. Dla zwierząt żyjących w społecznościach przekazywanie wiadomości o zagrażającym życiu niebezpieczeństwie jest

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Nie bój się tygrysa Nie bój się tygrysa
i
Lwy polujące na żubry – rysunki wykonane węglem drzewnym, około 30 tys. lat temu, jaskinia Pont d’Arc we Francji/zdjęcie: Claude Valette (CC BY-SA 4.0)
Wiedza i niewiedza

Nie bój się tygrysa

Jowita Kiwnik Pargana

Łatwiej nam zapamiętać przykre sytuacje niż miłe, częściej zauważamy rozzłoszczoną twarz niż zadowoloną, szybciej zaczynamy czegoś nie lubić, niż lubić. To dlatego, że nasz mózg działa nadal tak jak przed tysiącami lat.

Według popularnej anegdoty Maria Antonina powiedziała podczas rewolucji francuskiej głodującym paryżanom, żeby – skoro brakuje im chleba – „jedli ciastka” (w zależności od wersji tej historii mogła proponować także brioszki, czyli słodkie bułeczki). Miał to być argument za bezmyślnością francuskiej królowej i jej kompletnym oderwaniem od rzeczywistości, co zresztą niedługo później przypłaciła głową. I chociaż do dziś nie wiadomo, czy do takiego zdarzenia w ogóle doszło, bo wypowiedź przypisywana była na przestrzeni lat również innym rządzącym, to cytat – głównie za sprawą Jeana-Jacques’a Rousseau – został skojarzony z Marią Antonią, na zawsze charakteryzując ją jako niezbyt mądrą i zepsutą arystokratkę. I choć od śmierci słynnej Austriaczki minie w tym roku 228 lat, to jak dotąd żadnemu historykowi nie udało się jej reputacji naprawić.

Czytaj dalej