Zmierzch bogów
i
„Stworzenie Adama”, Michał Anioł, 1511, Kaplica Sykstyńska (domena publiczna)
Świat + Ludzie, Marzenia o lepszym świecie

Zmierzch bogów

Paulina Wilk
Czyta się 20 minut

Chrześcijaństwo czy islam być może wkrótce się skończą, także sama koncepcja Boga ulegnie zmianom. Wielkie religijne przeobrażenia już się nieraz zdarzały, jesteśmy o krok od kolejnego z nich. Tak twierdzi Reza Aslan, irańsko-amerykański badacz religii.

Ma 50 lat, a za sobą pełne eksperymentów życie duchowe. Cieszy się globalną popularnością i niechęcią religijnych konserwatystów. Reza Aslan urodził się w Iranie, z którego jako siedmiolatek uciekł z rodzicami. W Stanach Zjednoczonych zajął się studiowaniem dziejów wiary. Ukończył Wydział Teologii na Harvardzie, wyspecjalizował się w historii religii. Doktorat obronił na University of California, gdzie teraz wykłada creative writing. Opublikował kilka światowych bests­ellerów. Najgłoś­niejszy to Zelota. Życie i czasy Jezusa z Nazaretu (tłum. Patryk Gołębiowski), który został przetłumaczony na 27 języków i czeka na ekranizację. Aslan zestawił w nim mity o Jezusie z historycznymi faktami z jego życia i epoki.

Jest również autorem Nie ma Boga oprócz Allaha (tłum. Patryk Gołębiowski) – o współczes­nym islamie, a także Beyond Fundamentalism – o religijnym radykalizmie. Jego najnowsza książka Bóg. Ludzka historia religii (tłum. Tomasz Sikora) opowiada o tym, jak ludzie od tysiącleci tworzą obraz Boga na własne podobieństwo, a nie odwrotnie. Aslan jest też człowiekiem mediów – wyprodukował popularne programy i w nich wystąpił: to dokumentalny The Believer (testował w nim na sobie różne religie) oraz humorystyczny The Rough Draft (przepytywał pisarzy na temat ich twórczości). Od 2006 r. jest współwłaścicielem firmy; realizuje programy popularyzujące kulturę Bliskiego Wschodu. Jesienią 2022 r. ukazała się An American Martyr in Persia, książka o życiu Howarda Baskerville’a – kaznodziei, który na początku XX w. wyruszył do Persji, by szerzyć wiarę w wolność i demokrację. Aslan mieszka w Los Angeles z żoną oraz czwórką dzieci. Kiedy rozmawiamy wcześnie rano, jest już po śniadaniu i modlitwie, rozluźniony i jednocześnie błyskotliwy, uśmiechnięty tak, jak tylko Kalifornijczycy potrafią.

Paulina Wilk: Co masz na myśli, kiedy używasz słowa „Bóg”?

Reza Aslan: Moja definicja Boga zmieniała się wielokrotnie. Większość życia myś­lałem o Bogu w bardzo ludzkich kategoriach, tak jakby był nadczłowiekiem, na wiele sposobów przypominającym mojego ojca. W szkole średniej przeszedłem konwersję z islamu na chrześcijaństwo protestanckie, zostałem ewangelikiem. I wtedy myślenie o Bogu w ludzkich kategoriach nabrało jeszcze bardziej konkretnego wymiaru. Bóg stał się dla mnie istotą ludzką, którą nazywamy Jezusem Chrystusem. Miał twarz, kolor włosów, osobowość, a nawet żył na Ziemi w okreś­lonym momencie historii. Taki Bóg był kimś, z kim mogłem się komunikować, nawiązać relację – w ten sam sposób, w jaki buduje się więzi z innymi ludźmi. Ale z wiekiem, za sprawą podróży religijnej, którą odbyłem, a także dzięki pracy naukowej polegającej na badaniu religii, dojrzałem. Znalazłem się w miejscu, które nazywam panteizmem.

Szedłeś krętą

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Traktat o góralskiej robocie
i
ilustracja: Marek Raczkowski
Świat + Ludzie, Marzenia o lepszym świecie

Traktat o góralskiej robocie

Wojciech Bonowicz

Robiło się w domu i wokół domu, w polu i przy owcach. I nawet gdy zdrowych nóg zabrakło. Każda para rąk miała zajęcie. A praca była rozmową, relacją, przekraczaniem egoizmu. Nie panowaniem nad kimś, lecz wzajemnością i wymianą.

Tego nie zapomnę nigdy: siedziałem w szpitalu w Zakopanem przy łóżku blisko 80-letniego górala i słuchałem jego wspomnień. Opowiadał, że w Jurgowie, skąd pochodził, ludzi oceniało się wedle ich pracowitości: szacunkiem cieszył się taki, który „robił”, to znaczy zawsze umiał znaleźć sobie pożyteczne zajęcie. Zdarzyło się, że jeden z gospodarzy stracił obie nogi. Kiedy po amputacji wrócił do Jurgowa, zbliżały się akurat sianokosy. Chłop, choć sam kosić nie mógł, zabrał się do strugania ostrewek (drewnianych stojaków do suszenia siana). Wieść szybko się rozeszła. „Nogi stracieł, ale jesce robi” – mówiono we wsi z podziwem.

Czytaj dalej