Bębny w Malawi przywołują duchy
i
Vimbuza, Amaliya Group fot. Happy Mphande
Doznania

Bębny w Malawi przywołują duchy

Jan Błaszczak
Czyta się 10 minut

Jest w Malawi muzyczny rytuał wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO, który poprzez taniec oraz muzykę bębnów leczy choroby i przepędza demony. I jest w Polsce mała wytwórnia, która wydaje poświęcone mu płyty – zarówno dokumentalne, jak i eksperymentalne. O ceremonii vimbuzy i pracy nad tym szczególnym albumem opowiada warszawski etnograf i szef oficyny 1000Hz Piotr Cichocki.

Jan Błaszczak: Płyta Umoyo Wa Muthempire (Live In the Temple) to zapis wyprawy malawijskiego zespołu Tonga Boys do świątyni, gdzie odprawiana jest vimbuza – taniec, podczas którego tancerze zostają owładnięci przez duchy przodków. To rytuał i praktyka medyczna, według UNESCO niematerialne dziedzictwo kulturowe ludzkości. Z drugiej strony – praktyka, której niechętne są krajowe władze i Kościół. Zacznijmy więc od podstaw: jaki konkretnie jest status vimbuzy w Malawi?

Piotr Cichocki: Skomplikowany. Z jednej strony to władze Malawi przedłożyły stosowne dokumenty komisji UNESCO do rejestracji jako element niematerialnego dziedzictwa kulturowego, a w Mzuzu – czyli w stolicy tego regionu – muzeum miejskie przygotowało z tej okazji wystawę dotyczącą vimbuzy. Próbowano więc ją opakować jako element kultury lokalnej, również po to, by ją później sprzedać w ramach przemysłu turystycznego. Z drugiej, vimbuza dla większości Malawijczyków powiązana jest jednak z duchami przodków i walką z czarownictwem, które dla wielu Afrykańczyków stanowi społeczny fakt.

Co to znaczy, że vimbuza walczy z czarownictwem?

Vimbuza ukształtowała się na początku XX w., trochę w opozycji do upowszechnianych wtedy Kościołów chrześcijańskich jako kult opętań. O ludziach, którzy ją tańczą, mówi się,

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Kręgi w pogo
i
zdjęcie: Marcin Doś
Opowieści

Kręgi w pogo

Jan Błaszczak

O adrenalinie towarzyszącej rosyjskiej trasie grupy 19 Wiosen, o wpływie kultury gopników na osiedlowy rap i o coraz większej modzie na tatarskość opowiada Konstanty Usenko, autor książki Wykresy fal środkowej Wołgi i znawca wschodnioeuropejskiej pop- i kontrkultury. W rozmowie z Janem Błaszczakiem mówi też o niebezpiecznej aurze italo disco – i tureckiej piosence covidowej.

Jan Błaszczak: Właśnie ukazały się Wykresy fal środkowej Wołgi – Twoja trzecia książka poświęcona Rosji i rosyjskiej kulturze. Pamiętam, że w Oczami radzieckiej zabawki wspominałeś swoje rodzinne wyjazdy do Petersburga. Tym razem odwiedzasz Republikę Mari El, gdzie urodziła się Twoja mama. Czy mógłbyś na wstępie przybliżyć, jak losy Twoich przodków splatają się z Rosją?

Czytaj dalej