Dojrzały do niedojrzałości
i
Zbigniew Lengren z Filutkiem – lata 40. (Filutek dorysowany później). Zdjęcie: archiwum rodzinne
Opowieści

Dojrzały do niedojrzałości

Katarzyna Lengren
Czyta się 16 minut

„Ojciec zawsze się spieszył, był wiecznie rozdrażniony, nieobecny, zajęty romansami i wymyślaniem nowych dowcipów” – Zbigniewa Lengrena, kultowego rysownika „Przekroju”, wspomina córka.

Jego rodzice poznali się jeszcze przed pierwszą wojną światową i chodzili na randki do Zachęty. Babcia mówiła, że chyba dzięki temu jej synek był uzdolniony plastycznie. Sama artystycznych talentów nie miała, a na dodatek słoń nadepnął jej na ucho, bo nuciła, fałszując niemiłosiernie. Za to była piękna – pięknością swoich czasów. To dla niej bardzo charakterystyczne, że potrafiła zdyscyplinować nawet swoje geny, czyli urodzić się z taką urodą, która akurat była w jej czasach modna. Wszystko robiła celowo, zachowując wokół siebie idealny porządek. Ojciec mojego ojca, Juliusz, wpraw­dzie również był niezwykle przystojny, ale daleko mu było do życiowej dyscypliny. Urodzony w Polsce, w szwedzkiej rodzinie Lenngrenów (pisali się przez dwa „n”), mówił wieloma językami, w każdym ze śmiesznym szwedzkim akcentem. Wykształcony i elegancki, otrzymał pracę attaché handlowego w telefonicznej firmie Cedergrena przy ulicy Zielnej, na szczycie pierwszego drapacza chmur. Juliusz był błyskotliwy, inteligentny, śpiewał, grał na gitarze, uwielbiał wiedeńskie kabarety i piękne kobiety. Męczyło go wszystko, co stałe – nawet małżeństwo.

Jedno z rodzinnych zdjęć zrobiono po ucieczce z Rosji ogarniętej rewolucją i wojną domową. Zbyszek ma tu trzy lata. Jest płaczliwym, strachliwym maminsynkiem i boi się fotografa. Pewnie z tego powodu nogi wygięły mu się w iks, bo tak naprawdę były proste. Na uwagę zasługują jego wysokie buciki. Zrobił je osobiście, własnymi rękami Juliusz, czyli jego ojciec – po to, żeby choć trochę zniszczyć swoje „białe rączki”, co mogło go uchronić przed przypadkowym zastrzeleniem na ulicy, gdzie w ten sposób legitymowano „burżujów”.

Lucyna Lengren, zdjęcie: archiwum rodzinne

Juliusz Lengren, zdjęcie: archiwum rodzinne

Zbyszek z siostrą Danusią, zdjęcie: archiwum rodzinne

Zbyszek w wieku trzech lat (w bucikach zrobionych przez ojca), zdjęcie: archiwum rodzinne

W czasie pobytu w Rosji, z powodu ewakuacji całej firmy Cedergren

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Lengren optymista
i
ilustracja: Zbigniew Lengren
Przemyślenia

Lengren optymista

Katarzyna Lengren

Sroga zima, czasy stalinowskie, a tu „nikt nie ma pod górkę”. Wszyscy zjeżdżają albo spadają, ale nie widać nikogo, kto wchodzi, dysząc i sapiąc. Na pewno z drugiej strony górki jest wyciąg – to musi być Kasprowy albo Gubałówka. Więcej wyciągów nie było. Do tego skocznia, po góralsku z dwóch bali drewnianych wyciosana. Siermiężnie, ale wesoło. Na stoku nikt nie zachowuje profesjonalnej narciarskiej powagi tak, jak to się robi teraz. Górka i śnieg dla wszystkich. Dlatego dzieci, psy, sanki były dozwolone. Choinki wyrastały nie tam, gdzie trzeba, i atakowały znienacka.

Zbigniew Lengren jeździł jak wszyscy na drewnianych nartach, które smarowało się smarem na mokry śnieg albo na suchy. Zakładał sznurowane, skórzane buty, które wsuwał w kandahary, czyli wiązania ze sprężyną i paskami. Do tego nosił góralski sweter z gryzącej, ostrej wełny, spodnie, a pod spodniami ciepłe gacie.

Czytaj dalej