Jestem huraganem Jestem huraganem
i
zdjęcie: Chairman of the Joint Chiefs of Staff from Washington D.C., United States (CC BY 2.0)
Doznania

Jestem huraganem

Bartosz Wójcik
Czyta się 8 minut

Świat usłyszał o niej za sprawą wiersza, który zaprezentowała podczas inauguracji Joego Bidena na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ale błędem byłoby nazywanie Amandy Gorman autorką jednego przeboju.

Wiersz-manifest 22-letniej Amandy Gorman towarzyszący inauguracji Joego Bidena na początku 2021 r. był jednym z częściej cytowanych i komentowanych tekstów kultury w pierwszym kwartale tego roku. Pisarka Bernardine Evaristo, laureatka Bookera, określiła jej hipnotyzujący występ mianem wydarzenia wspólnotowego – „triumfem czarnych kobiet na całym świecie”.

Już w trakcie uroczystości zaprzysiężenia, podczas premierowego wykonania The Hill We Climb rozpoznawalność Amandy Gorman wzniosła się na niespotykany w poetyckim środowisku pułap. W anglojęzycznym Internecie prym wiódł wreszcie inny wirus niż ten, do którego przyzwyczaił nas zeszły rok. Błyskawicznie rozprzestrzeniające się po sieci nagranie z ceremonii w Waszyngtonie było też pewnego rodzaju antidotum na wydarzenia sprzed dwóch tygodni, kiedy zwolennicy Donalda Trumpa, nieuznający wygranej Bidena, wtargnęli na Kapitol.

Wiersz jako show

Poetka wystąpiła w zjawiskowym, żółtym płaszczu. Całość była starannie przygotowanym spektaklem – artystycznym, wizualnym i politycznym. Wydarzenie stało się symbolem nowego otwarcia Stanów Zjednoczonych – na siebie nawzajem i na świat. Wystąpił Garth Brooks, gwiazdor muzyki country – gatunku kojarzonego z konserwatywnym Południem. Zaproszono również Jennifer Lopez, piosenkarkę o portorykańskich korzeniach, zaangażowaną w kampanię na rzecz przekształcenia wysp, na których leży Portoryko, z terytorium nieinkorporowanego Stanów Zjednoczonych w 51. stan. Przekaz jedności, próba scalenia kraju od wschodniego do zachodniego wybrzeża i od Florydy po Alaskę (bez pominięcia Hawajów) to motyw przewodni wszystkich wystąpień tegorocznej inauguracji.

Informacja

Z ostatniej chwili! To trzecia z Twoich pięciu treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu. Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej!

Subskrybuj

Gorman nie przez przypadek znalazła się na podium z widokiem na Waszyngton. Zaproszono ją z inicjatywy dr Jill Biden, pierwszej damy i wieloletniej pedagożki. Zresztą poetka – absolwentka socjologii na Harvard University – solidnie sobie na to zapracowała. W wywiadach wspomina, że literatura towarzyszy jej, odkąd pamięta. Poezję poznała dzięki prozie Raya Bradbury’ego, pisarza kojarzonego z fantastyką naukową oraz z dystopijną powieścią 451 stopni Fahrenheita. We fragmencie książki Słoneczne wino, czytanym w szkole przez nauczycielkę na głos, usłyszała – i odnalazła dla siebie – metaforyczne możliwości języka. To wystarczyło. Pisze, co podkreśla Evaristo, w sposób przystępny: słowa kieruje „do każdej osoby, trafia także do tych, którzy są ledwie obeznani z przekazem literackim”.

Od dzieciństwa Amanda Gorman zmagała się z zaburzeniem słuchu i wadą wymowy. W przezwyciężeniu trudności pomogły jej terapia, wsparcie matki, nauczycielki języka angielskiego oraz determinacja. Gorman wykorzystywała piosenki, sięgała po poezję performatywną. Ćwiczyła m.in. rapowane partie wokalne z broadwayowskiego musicalu Hamilton autorstwa Lina-Manuela Mirandy – echa jego libretta słychać we fragmencie The Hill We Climb. Tradycje wiersza mówionego i formuły edutainment (nurtu łączącego rozrywkę z edukacją) nieustannie pojawiają się w twórczości oraz działalności publicznej Gorman. W 2016 r. założyła organizację One Pen One Page, której celem jest promowanie czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży, a także rozwijanie umiejętności kreatywnego pisania. Młodzi uczą się, jak wykorzystywać język i dostępne media, aby przyczynić się do zmian społecznych.

W praktyce scenicznej Gorman możemy dostrzec (i usłyszeć) nawiązania do zachodnioafrykańskich griotów (artystów sztuki muzyczno-słownej), jak również do oratorstwa afroamerykańskich kaznodziejów. Artystka sięga też po konwencję slamu. Ważna jest dla niej Maya Angelou, aktywistka na rzecz praw obywatelskich i autorka wiersza zaprezentowanego podczas inauguracji prezydentury Billa Clintona.

Chociaż karierę Gorman da się podzielić na „przed” i „po”, nieuczciwością byłoby nazywanie jej autorką jednego utworu. Dla poetki priorytetem nie zawsze jest sam wiersz, tylko moment jego upublicznienia. W 2019 r., na zamówienie telewizji CBS, Amanda Gorman napisała tekst na Dzień Niepodległości. W wierszu The Believer’s Hymn for the Republic podejmuje dialog z The Battle Hymn of the Republic – prounijną pieśnią z czasów wojny secesyjnej. Autorka słów tego utworu, Julia Ward Howe, była abolicjonistką i działaczką na rzecz równouprawnienia kobiet. ­Prawykonanie wiersza Gorman, z udziałem Boston Pops Orchestra pod batutą Keitha Lockharta, miało miejsce w 243. rocznicę powstania USA. W tym samym roku, we współpracy z pianistą i aranżerem Jonem Batiste’em stworzyła kompozycję The Republic Rising. To opowieść upamiętniająca 90-lecie nowojorskiego Empire State Building: od wielkiego kryzysu przez erę bebopu aż po nadzieję na przyszłość. I przykład wiary w wyjątkowość Stanów, ciągle jeszcze zjednoczonych.

Czarny renesans

Postulat zmiany społecznej to główny temat Gorman. Artystka programowo zabiera głos w sprawach bieżących. W In This Place (An American Lyric) (2017) odno­si się do neonazistowskiego przemarszu w Charlottesville zorganizowanego przez skrajną prawicę spod znaku alt-right. Earth­rise (2018) to tekst o potrzebie sprawiedliwości klimatycznej, a utwór We Rise, znany również jako Vital Voices (2019), powstał w odpowiedzi na patriarchat. W Chorus of the Captains (2021) przywołała pedagoga Trimaine’a Davisa, pielęgniarkę Suzie Dorner, byłego żołnierza marines Jamesa Martina – trójkę lokalnych liderów wspierających swoje społeczności w czasie pandemii.

Gorman napisała też wiersz na zlecenie Nike. BHM (2020) – jak pisze na Twitterze autorka – to tekst, który w zamierzeniu nie tylko mówi o lutym jako Miesiącu Czarnej Historii (Black History Month), ale także inicjuje całoroczny Ruch Czarnej Historii (Black History Movement). To manifest solidarności z czarnymi sportowcami na olimpiadzie w nazistowskim Berlinie w 1936 r., z Colinem Kaepernickiem – zawodnikiem ligi NFL i społecznikiem, który w 2016 r. spopularyzował klęczący protest w czasie odśpiewania hymnu przed meczem, oraz – jak nietrudno się domyślić – z ogólnoświatowym ruchem Black Lives Matter.

Niektórzy powiedzą, że to chwyty marketingowe pozwalające zbić kapitał na tematyce społecznej. Daleko jednak Gorman do Kendall Jenner ze sławnej (i szybko wycofanej) reklamy Pepsi, w której celebrytka jako przypadkowa uczestniczka ulicznego protestu częstuje policjanta napojem gazowanym i dzięki temu zyskuje jego przychylność. Z kolei zarzut budowania wspólnoty na komunałach byłby uprawniony, gdyby artystka jasno nie deklarowała chęci dotarcia ze swoją poezją do masowego odbiorcy. Gorman nie odmawia udziału w demokracji kapitalistycznej. Wiersze traktuje w kategoriach wyboru drogi życiowej i kariery. Jest jedną z tych autorek, która popularyzuje poezję i wprowadza ją do szerokiego obiegu.

Amanda Gorman zdaje sobie sprawę, że należy do kultury wizualnej, w której dużą rolę odgrywają głos, mimika, gestykulacja, ubiór i upór. To świat literatury uteatralnionej, poezji performatywnej. W lutym Gorman patrzyła na nas z okładki dwutygodnika „Time”, stając się twarzą „Czarnego renesansu”. Tym samym poetka dołączyła do afroamerykańskiego grona coraz bardziej widzialnych oraz wpływowych postaci kultury i sztuki. W ten sposób – o czym mówi w rozmowie z Michelle Obamą – uświadamia również innym, jak niesprawiedliwie oceniane są czarne kobiety: „Mimo naszych najlepszych starań notorycznie zarzuca nam się niedostateczne panowanie nad wyglądem i wizerunkiem, ale jeśli trzymamy fason, to wówczas jesteśmy ostentacyjne”.

Pod tym względem Gorman przypomina Alexandrię Ocasio-Cortez, która – zaproszona przez magazyn „Vogue” – wykorzystała formułę instrukcji porannego makijażu (i własny status jako prominentnej polityczki) do omówienia systemowych nierówności, a także zwrócenia uwagi odbiorczyń i odbiorców (3,4 mln odsłon na YT – stan z marca 2021 r.) na wykluczenia, stereotypizację, wymagania estetyczne i zakorzeniony seksizm, których w życiu codziennym doświadczają kobiety – na Kapitolu oraz poza nim.

Konfrontacji z profilowaniem rasowym Ameryka nie oszczędziła samej Gorman. „Pracownik ochrony szedł za mną, gdy wracałam wieczorem do domu” – napisała na Twitterze na początku marca. Strażnik zażądał, by udowodniła, że mieszka pod wskazanym adresem, bo „wyglądała podejrzanie”.

„Pokazałam mu klucze i weszłam do budynku. Odszedł, nie przeprosił. Oto rzeczywistość czarnych dziewczyn: jednego dnia nazywają cię ikoną, innego zagrożeniem.

W pewien sposób miał rację. JESTEM ZAGROŻENIEM: zagrażam niesprawiedliwości, nierówności, ignorancji. Każda osoba mówiąca prawdę i krocząca z nadzieją stanowi jaskrawe i śmiertelne zagrożenie dla opresyjnej władzy”.

Zmienianie świata poezją

Inauguracyjny wiersz Gorman resetuje wyobrażenia o wiecznym trwaniu, o niezmienności władzy. Poetka snuje wizję wspólnej pracy, radykalnej empatii i domaga się szacunku. Mówi o USA, nie odwracając jednak wzroku od innych regionów świata. Pamiętajmy, że transparent Bianki Nwolisy, który za pośrednictwem zdjęcia Rafała Milacha obiegł w zeszłym roku cały świat, również nie zawierał prośby. Hasło „Don’t call me Murzyn” miało formę nakazu i wyrażało opór wobec wstecznych nawyków. Nie reprezentowało – jak chcieliby jej prześmiewcy – kultury unieważniania, lecz kulturę uważności. Podobnie Gorman. W swoim sztandarowym wierszu roztacza wizję przyszłości USA. Wspomina o marzeniu, o amerykańskim śnie, który może się ziścić dzięki wspólnej pracy. Mówi też o demokracji i próbie jej wstrzymania, którą podjęto 6 stycznia.

Nawet jeśli projekt Gorman okaże się ironicznym gestem emancypacji, to już wiadomo, że nie okazał się „tą wieczną ironią, która podważa sens działania, lęka się zaangażowania i ucieka od odpowiedzialności”, o której pisze Aldona Kopkiewicz w eseju O zmienianiu świata poezją. Żarliwość fraz Gorman dobrze oddał zespół przekładający The Hill We Climb na język polski (przekład: Jakub Głuszak; współpraca: Magda Kleszczewska, Paweł Kozioł, Natalia Malek). Tłumacz zachował dystans wobec dosłowności oryginału i skupił się na przesłaniu, a jest nim – gdybym miał dokonać syntezy – zachęta do podjęcia próby: „dźwigajmy ten okaleczony świat, by był olśniewający”. Stąd niedaleko do tytułowej frazy z wiersza zmarłego niedawno Adama Zagajewskiego: „Spróbuj opiewać okaleczony świat”.

Na wyzwania współczesności Gorman odpowiada wyczuciem (sytuacji) i wiarygodnością (społecznościową). Na dłuższą metę już tak łatwo nie będzie. „Ani skrajny indywidualizm – postuluje Kopkiewicz – ani poczciwa wiara we wspólnotę nie mogą być zatem rozwiązaniem. Potrzebujemy form pośrednich, nowych koncepcji i praktyk, a przede wszystkim intelektualnej czujności: lepiej, by nasze nadzieje były cierpkie i krytyczne, bo piękne hasła szybko poprowadzą w pułapki, w które wpadła już kontrkultura”.

Co przyniesie jej pierwsza, po przełomowym wierszu, pełnowymiarowa książka? Przekonamy się już we wrześniu. Dłużej przyjdzie poczekać na potwierdzenie, czy w istocie – tak jak od dawna zapowiada – w 2036 r. zdecyduje się kandydować na najwyższy urząd USA. Przygotowała już hashtag: #CamandaInChief – grę słów nawiązującą do imienia (Amanda) i prezydenckiej funkcji naczelnego dowódcy sił zbrojnych (commander-in-chief). Do tego czasu pozostaje przyjąć za dobrą monetę słowa wypowiedziane w rozmowie z Michelle Obamą: „Jestem huraganem, który przychodzi rok w rok. Spodziewajcie się, że niebawem ponownie mnie zobaczycie”.

Daniel Mróz – rysunek z archiwum, nr 1454/1973 r.
Daniel Mróz – rysunek z archiwum, nr 1454/1973 r.

Czytaj również:

Taniec na ścianie Taniec na ścianie
i
10-letnia Ashima Shiraishi w Hueco Tanks State Natural Area w zachodnim Teksasie, 3 lipca 2012 r.; zdjęcie: © Erich Schlegel/zumapress.com/Alamy Stock Photo
Promienne zdrowie

Taniec na ścianie

Nick Paumgarten

Można odnieść wrażenie, że Ashima Shiraishi ma palce ze stali. Jest jak myśląca, żywa maszyna. Jej mięśnie pracują niestrudzenie, ciało z zapamiętanych ustawień wybiera najlepsze, a głowa analizuje żłobienia i pęknięcia w skale – by wspiąć się na szczyt.

Ojciec i matka Ashimy Shiraishi, 14-letniej mieszkanki Nowego Jorku, nazywanej największym talentem wspinaczki skałkowej na świecie, poznali się na początku lat 70. XX w. w szkole mody w Tokio. Ojciec – Hisatoshi Shiraishi – pochodzi z Sikoku, wyspy położonej na południu archipelagu japońskiego, a matka – Tsuya Otake – z Fukushimy, gdzie jej rodzina miała fabrykę tekstylną. Kiedy skończyli studia, wyjechali razem do Europy. Zafascynowani londyńską sceną punkową osiedlili się na jakiś czas w stolicy Anglii. Po powrocie do Japonii Hisatoshi, noszący pseudonim Poppo, podjął naukę butō – awangardowej formy tańca. Kilka lat później Tsuya otrzymała wizę turystyczną i poleciała do Nowego Jorku, skąd napisała, że miasto jest bardziej ekscytujące niż Tokio czy Londyn. Poppo do niej dołączył. Był rok 1978, a Tsuya miała rację: Nowy Jork okazał się wyjątkowo pociągający.

Czytaj dalej