Jestem huraganem
i
zdjęcie: Chairman of the Joint Chiefs of Staff from Washington D.C., United States (CC BY 2.0)
Doznania

Jestem huraganem

Bartosz Wójcik
Czyta się 8 minut

Świat usłyszał o niej za sprawą wiersza, który zaprezentowała podczas inauguracji Joego Bidena na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ale błędem byłoby nazywanie Amandy Gorman autorką jednego przeboju.

Wiersz-manifest 22-letniej Amandy Gorman towarzyszący inauguracji Joego Bidena na początku 2021 r. był jednym z częściej cytowanych i komentowanych tekstów kultury w pierwszym kwartale tego roku. Pisarka Bernardine Evaristo, laureatka Bookera, określiła jej hipnotyzujący występ mianem wydarzenia wspólnotowego – „triumfem czarnych kobiet na całym świecie”.

Już w trakcie uroczystości zaprzysiężenia, podczas premierowego wykonania The Hill We Climb rozpoznawalność Amandy Gorman wzniosła się na niespotykany w poetyckim środowisku pułap. W anglojęzycznym Internecie prym wiódł wreszcie inny wirus niż ten, do którego przyzwyczaił nas zeszły rok. Błyskawicznie rozprzestrzeniające się po sieci nagranie z ceremonii w Waszyngtonie było też pewnego rodzaju antidotum na wydarzenia sprzed dwóch tygodni, kiedy zwolennicy Donalda Trumpa, nieuznający wygranej Bidena, wtargnęli na Kapitol.

Wiersz jako show

Poetka wystąpiła w zjawiskowym, żółtym płaszczu. Całość była starannie przygotowanym spektaklem – artystycznym, wizualnym i politycznym. Wydarzenie stało się symbolem nowego otwarcia Stanów Zjednoczonych – na siebie

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Taniec na ścianie
i
10-letnia Ashima Shiraishi w Hueco Tanks State Natural Area w zachodnim Teksasie, 3 lipca 2012 r.; zdjęcie: © Erich Schlegel/zumapress.com/Alamy Stock Photo
Promienne zdrowie

Taniec na ścianie

Nick Paumgarten

Można odnieść wrażenie, że Ashima Shiraishi ma palce ze stali. Jest jak myśląca, żywa maszyna. Jej mięśnie pracują niestrudzenie, ciało z zapamiętanych ustawień wybiera najlepsze, a głowa analizuje żłobienia i pęknięcia w skale – by wspiąć się na szczyt.

Ojciec i matka Ashimy Shiraishi, 14-letniej mieszkanki Nowego Jorku, nazywanej największym talentem wspinaczki skałkowej na świecie, poznali się na początku lat 70. XX w. w szkole mody w Tokio. Ojciec – Hisatoshi Shiraishi – pochodzi z Sikoku, wyspy położonej na południu archipelagu japońskiego, a matka – Tsuya Otake – z Fukushimy, gdzie jej rodzina miała fabrykę tekstylną. Kiedy skończyli studia, wyjechali razem do Europy. Zafascynowani londyńską sceną punkową osiedlili się na jakiś czas w stolicy Anglii. Po powrocie do Japonii Hisatoshi, noszący pseudonim Poppo, podjął naukę butō – awangardowej formy tańca. Kilka lat później Tsuya otrzymała wizę turystyczną i poleciała do Nowego Jorku, skąd napisała, że miasto jest bardziej ekscytujące niż Tokio czy Londyn. Poppo do niej dołączył. Był rok 1978, a Tsuya miała rację: Nowy Jork okazał się wyjątkowo pociągający.

Czytaj dalej