Mój szary pies
i
"Dziecko z psem", Pierre Paul Prud'hon. 1822 r. / Art Institute of Chicago
Przemyślenia

Mój szary pies

Anna Rembowska
Czyta się 7 minut

Nie mogę ostatnio spać. Całą jesień i zimę zmęczenie kleiło mi oczy i odkładało się ciężarem w moim ciele już od zmierzchu; rzadko kiedy zdarzało się, bym o dwudziestej drugiej była jeszcze zdolna do aktywności innej niż mało składne perswadowanie dziecku, że trzeba już iść spać. Ale od połowy stycznia – kiedy dnia już przybywa – coraz gorzej śpię. Czasem zdarza mi się nie móc zasnąć do drugiej lub trzeciej. Początkowo ucieszyłam się, że wreszcie doba daje mi trochę czasu dla mnie samej. Przeczytałam wszystkie kryminały i inne książki z wielu stosików porozkładanych po całym domu na wypadek, gdyby pojawił się jakiś strzęp wolnego czasu. Obejrzałam zaległe filmy na Netflixie. Czytałam gazety online, słuchałam politycznych podcastów i popularnonaukowych audycji radiowych. I zaczęłam się niepokoić, bo wciąż nie mogłam spać.

Lęk przychodzi zawsze w wielu postaciach naraz. Nawet jeśli każda z nich jest niewielka i błaha, gdy wszystkie spotykają się, zwłaszcza w nocy, w oszołomionej bezsennością głowie, efekt pojawia się od razu. Rośnie niepokój o codzienność, o bezpieczną przyszłość, w nieproszone odwiedziny przychodzą natrętne, najczęściej katastroficzne, dręczące realizmem obrazy. Hałasy u sąsiadów potrafią pchnąć do planowania przeprowadzki – byle tylko ustrzec się przed nadchodzącym obłędem… Wtedy już nie tylko mieszkanie zaczyna jawić się jako więzienie, ale całe miasto i kraj. Kolejny etap

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

W poszukiwaniu czasu 2.0
i
zdjęcie: Toa Heftiba/Unsplash
Pogoda ducha

W poszukiwaniu czasu 2.0

Anna Rembowska

W nowym roku porządkuje się przeszłość i przyszłość, zapełniając planami nowe kalendarze, na kartach starych wypatrując tego, co warto byłoby zapamiętać albo zabrać ze sobą w dalszą drogę. W moim domu stare kalendarze i notatniki poupychane są na półkach między książkami. Robiąc noworoczne porządki odkryłam dwa: sprzed pięciu i sprzed dwudziestu lat. Trudno było mi się oderwać od tych znalezisk…

Pierwszy był notatnik z 1999 roku (miałam wtedy 19 lat), kupiony gdzieś na pchlim targu, oprawiony w czerwony plastik z głową Lenina, a w nim: notatki z wystaw, na których byłam, drobiazgowe opisy obrazów i technik malarskich, listy filmów, które obejrzałam i które chciałam obejrzeć, listy książek, które pożyczyłam od kogoś i powinnam zwrócić, codzienne, „pamiętnikowe” notatki, listy prezentów, które chciałam kupić różnym osobom… Nie miałam wtedy zbyt dużo własnych pieniędzy, więc zakupy dzieliłam na miesiące, zwłaszcza jeśli chodziło o farby olejne, których dużo wtedy zużywałam. W kwietniu 1999 planowałam zakup dużych tub czerwieni alizarynowej, czerwieni kadmowej, bieli tytanowej, umbry, a miesiąc później matowego werniksu, błękitu pruskiego, sieny palonej, pędzli i jeszcze kilku malarskich akcesoriów. Uderzyła mnie w tych notatkach radość z planowania i cierpliwość towarzysząca mu, którą dziś trudno sobie wyobrazić. Nie mieć na coś pieniędzy i czekać na kupienie tego miesiąc albo dłużej? Od czego karty kredytowe? Jak można marzyć o farbach? Przecież to nie dom na wsi ani nowy samochód! Tak, teraz mogłabym kupić cały zestaw farb za jednym zamachem. Ale nie mogłabym wtedy o nich marzyć… Dawno już nie odkładałam w czasie niczego, co mogłabym mieć od razu. Co, gdyby do tego wrócić, ograniczając finansową nonszalancję na kredyt, stres rosnących co miesiąc, mimo spłat, odsetek, a przede wszystkim zyskując nowy wymiar czasu, który zniknął tak dawno z mojego życia? Dzieci czekają co roku na prezenty od św. Mikołaja – może pomimo przecen i ciągłych „okazji” też mogę czekać na nowe buty, sweter, książkę, wieczne pióro? Ta myśl sprawia, że czuję ukłucie ekscytacji, takiej, o której myślałam, że dawno już we mnie zgasła.

Czytaj dalej