Papierowa menażeria
i
ilustracja: Daniel de Latour
Doznania

Papierowa menażeria

Ken Liu
Czyta się 20 minut

Miłość jest największym darem, jaki dziecko może dostać od matki. Miłością można tchnąć życie. Udowadnia to ta magiczna opowieść.

Jedno z moich najwcześniejszych wspomnień zaczyna się od tego, że płaczę. Rodzice bezskutecznie próbowali różnych sposobów, żeby mnie uspokoić.

Tata się poddał i wyszedł z pokoju, lecz mama zabrała mnie do kuchni i posadziła przy stole.

Kan, kan – powiedziała, zdejmując z lodówki arkusz papieru prezentowego. Przez lata starannie rozcinała opakowania prezentów bożonarodzeniowych i odkładała je na sporą stertę na lodówce.

Położyła papier niezadrukowaną stroną do góry i zaczęła go składać. Przestałem płakać, obserwując ją z zaciekawieniem.

Odwróciła arkusz i ponownie go złożyła. Plisowała, zaginała, podwijała, rolowała i skręcała, aż papier zniknął w jej złączonych dłoniach. Potem przysunęła papierową paczuszkę do ust i nadmuchała ją jak balonik.

Kan – powiedziała. – Laohu. – Położyła ręce na stole, a po chwili je odsunęła.

Stał przede mną mały tygrys z papieru, miał wielkość dwóch złączonych pięści. Jego sierść pokrywał ten sam wzór co papier do pakowania prezentów: czerwone laski cukrowe i zielone choinki na białym tle.

Wyciągnąłem rękę w stronę dzieła mamy. Ogon drgnął i tygrys swawolnie rzucił się na mój palec.

– Sz-grraur! – zawarczał. Przypominało to coś pomiędzy dźwiękiem wydawanym przez kota a szeleszczeniem gazet.

Roześmiałem się zaskoczony i pogłaskałem go po grzbiecie. Papierowy tygrys zamruczał, drżąc pod moim palcem.

Zhe jiao zhezhi – powiedziała mama. – To się nazywa origami.

Wtedy o tym nie wiedziałem, lecz origami mamy było wyjątkowe. Ożywiała je, dzieląc się z nim swoim oddechem. To były jej czary.

***

Tata wybrał mamę z katalogu.

Gdy chodziłem do liceum, pewnego razu spytałem go o szczegóły tej historii. Próbował mnie nakłonić, żebym znowu zaczął rozmawiać z mamą.

Zgłosił się do agencji matrymonialnej wiosną 1973 roku. Przeglądając katalog strona po stronie, poświęcał każdej z nich najwyżej kilka sekund, dopóki nie zobaczył mamy.

Nigdy nie widziałem tego zdjęcia. Znam je z opisu taty: mama siedziała na krześle, bokiem do aparatu, ubrana w obcisłe qipao z zielonego jedwabiu. Twarz zwróciła w stronę obiektywu, tak że jej długie, czarne włosy ułożyły się kunsztownie na klatce piersiowej i ramieniu. Patrzyła na niego oczami spokojnego dziecka.

– To była ostatnia strona katalogu, jaką widziałem – powiedział.

Pod zdjęciem mamy napisano, że ma osiemnaście lat, uwielbia tańczyć i dobrze mówi po angielsku, ponieważ pochodzi z Hongkongu. Wszystkie te informacje okazały się nieprawdziwe.

Napisał do niej, a ludzie z agencji pośredniczyli w ich korespondencji. W końcu poleciał do Hongkongu, żeby się z nią spotkać.

– Jej listy pisał ktoś z agencji. Potrafiła powiedzieć po angielsku tylko hellogoodbye.

Jaka kobieta

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Ken Liu: chiński łącznik
i
ilustracja: Daniel de Latour
Opowieści

Ken Liu: chiński łącznik

Marcin Zwierzchowski

Urodzony w Chinach amerykański pisarz Ken Liu to dziś jedna z najważniejszych postaci światowej fantastyki. Jako autor kolekcjonuje wszystkie możliwe nagrody, jako tłumacz otworzył chińskiej fantastyce drogę do sukcesów nie tylko w USA, ­ale także w Polsce.

Rokiem przełomowym dla Liu okazał się 2012, gdy za opowiadanie Papierowa menażeria otrzymał najbardziej prestiżowe nagrody: Hugo, Nebulę oraz World Fantasy Award. Jako pierwszy w historii ustrzelił taki „hat trick”.

Czytaj dalej