Pochwała niekonsekwencji
i
Zdjęcie z próby spektaklu "Król" w Teatrze Polskim – fot. Magda Hueckel
Przemyślenia

Pochwała niekonsekwencji

Agata Trzebuchowska
Czyta się 13 minut

Agata Trzebuchowska: Dlaczego Król Szczepana Twardocha?

Paweł Demirski: Przypadek. Byliśmy z Moniką na urlopie. Akurat czytaliśmy Króla, kiedy zadzwonił Mike Urbaniak z pytaniem, czy może nie chcielibyśmy zrobić adaptacji. Dlaczego nie? To jest świetnie napisana książka. Na co dzień nie czytam beletrystyki, raczej literaturę faktu, ale Króla dosłownie połknąłem. Ujęła mnie atmosfera tej powieści, wyraziści bohaterowie, polsko-żydowska Warszawa pełna politycznych podziałów, pewien rodzaj humoru, ale także rozpaczy. Wydaje mi się, że opowieść o Warszawie 1937 roku dla dzisiejszych czytelników może być czymś istotnym i rozpalającym emocje.

Król bez wątpienia rozpalił emocje i podzielił krytyków.

I został doceniony przez czytelników, co jest olbrzymim sukcesem Twardocha. Sprzedać ponad 100 tys. egzemplarzy w Polsce to naprawdę duża rzecz. W Królu literatura popularna spotyka się z czymś naprawdę mocnym.

Jest tam jedno zdanie, które mnie rozwaliło: „Kiedy wrócisz, tata?”. Mam wrażenie, że przejmująca rozpacz tej powieści została całkowicie pominięta przez krytyków, podobnie jak wątek żydowskiego mistycyzmu, który został bardzo mądrze przeprowadzony. To, na co z kolei wszyscy zwrócili uwagę, to przemoc. Jaka okropna, męska książka. Fu!

Lewicowo-liberalne elity po dobrych studiach gardzą wszelką formą agresji. Są kulturalni i kolorowi. Co prawda jak Antifa pojawi się na demonstracji, to oczy aż im błyszczą z podniecenia, ale sami oficjalnie są hate stop. W odróżnieniu od prawicy, która jest brutalna i w słowie, i na ulicy. U Twardocha lewa strona nie pozostaje jej dłużna i to mi się podobało.

Takie czasy. Lewica była robotnicza, a nie kawiorowa, uliczna, a nie salonowa.

To prawda i Szczepan dobrze to udokumentował. Dziś nie ma lewicowych bojówek, które mogłyby stawić czoła prawicowym. Nie chodzi mi o to, żebyśmy teraz się wszyscy zaczęli naparzać na ulicy, ale brakuje mi symbolicznej przemocy w języku. Ten, którego obecnie używa lewica, niestety się nie sprawdza. Najlepszym dowodem jest afera wokół okładki „Wysokich Obcasów”: Aborcja jest OK. O pewnych sprawach trzeba mówić zdecydowanym głosem, a 

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Kino to moralny obowiązek
i
Fotos z filmu "Ptaki śpiewają w Kigali"/ fot. Ewy Łowżył
Przemyślenia

Kino to moralny obowiązek

Agata Trzebuchowska

Jak to się stało, że dwoje polskich reżyserów postanowiło zrobić film o ludobójstwie w Rwandzie?

Ludobójstwo to eskalacja przemocy. A przemoc nie jest zjawiskiem lokalnym,  zdeterminowanym kulturowo, tylko czymś głęboko wpisanym w naszą naturę. Pochodzimy z kraju dotkniętego traumą Holokaustu. Po drugiej wojnie światowej wszystkim wydawało się, że podobna zbrodnia nie może się powtórzyć. A jednak – powtórzyła się na Bałkanach, w Kambodży, w Rwandzie. Dziś sąsiad morduje sąsiada w Syrii i w Sudanie Południowym. Nie potrafimy wyciągać wniosków z historii.

Czytaj dalej