Prorok od pieńków
i
zdjęcie: Klaudyna Schubert
Doznania, Sztuka + Opowieści

Prorok od pieńków

Berenika Steinberg
Czyta się 20 minut

We wsi uchodził za odmieńca. Grywał na skrzypcach dziwaczne melodie, spał po stajniach i chlewach, miał w zwyczaju błogosławić nowo narodzone dzieci. No i tworzył gnotki, drewniane rzeźby aniołów i świętych. Nazywał się Karol Wójciak, lecz bardziej jest znany jako Heródek.

Był początek XX w. Mały Karol miał już 8 lat. Z tej okazji dostał od ojca pierwsze w życiu długie spodnie i marynarkę. Był pastuszkiem, całe dnie spędzał na łące. Blisko natury. Ubrania, zniszczone i w ciemnym kolorze, wydawały mu się zbyt ponure. Wyciął więc w nich dziurki, do których wetknął polne kwiaty. Teraz mógł je nosić. Ojciec wyrzucił go za to z domu. Heródek został pachołkiem i pastuchem krów w gospodarstwie bogatszych krewnych. Od tej pory zmieniał pracodawców jeszcze dwa razy, u każdych mieszkając po kilkanaście lat, ale nigdy z nimi w domu. Miał swój kąt w stajni, chlewie, w jakiejś przybudówce na narzędzia. Dopiero dwa lata przed śmiercią ostatni gospodarze wzięli go do swojej izby, gdzie spał na podwyrcu, czyli wysuwanej spod wysokiego łóżka szufladzie. Czy decyzja gazdów była podyktowana sędziwym wiekiem Heródka? A może jego nagłą popularnością, która wybuchła w 1967 r. po artykule w „Przekroju”? Może nie wypadało, aby Piotr Skrzynecki czy Marian Eile, którzy specjalnie z Krakowa przyjeżdżali po jego rzeźby, widzieli, w jakich żyje warunkach?

Najlepiej rozumiały go dzieci

Mówił niewyraźnie. Prawdopodobnie przez wrodzoną wadę wymowy. Ale może trudno było go zrozumieć też dlatego, że jego gwara była gwarą z naleciałościami jeszcze sprzed pierwszej wojny światowej – z dodatkiem madziaryzmów i słowacyzmów. Urodził się w 1892 r. na Orawie, we wsi Lipnica Wielka. W tym czasie Orawa należała do Austro-Węgier i w regionie wciąż silne były wpływy węgierskie i słowackie. Do Polski część ziem Orawy i Spiszu weszła w lipcu 1920 r. na mocy decyzji Konferencji Ambasadorów. Jednak cała Lipnica znalazła się w granicach państwa polskiego dopiero w 1924 r., po wymianie ziem z Czechosłowacją.

zdjęcie: Roman Reinfuss, ze zbiorów Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie

zdjęcie: Roman Reinfuss, ze zbiorów Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie

„Kontakt z badanym utrudniała jego bełkotliwa, starcza mowa. Najlepiej rozumiały go dzieci, toteż w trakcie badania używałam ich jako tłumaczy” – relacjonuje Bożena Kłobuszowska w swoim artykule o Heródku z 1972 r. Z wykształcenia psycholożka, z zamiłowania etnografka Kłobuszowska pod koniec lat 60. przyjeżdżała do Lipnicy parokrotnie, za każdym razem spędzając z Heródkiem wiele godzin. Uznała, że aby zrozumieć jego twórczość, należy najpierw poznać biografię. Robiła mu nawet testy psychologiczne, które wykazały lekką ociężałość umysłową. Ale Heródek był już wtedy w podeszłym wieku, miał za sobą poważną

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Służba obłokom
i
John Constable, "Latarnia morska w Harwich", ok. 1820 r., Fundação Calouste Gulbenkian w Lizbonie
Sztuka + Opowieści, Przemyślenia

Służba obłokom

Anna Arno

Przychodziły z pomocą artystom, którzy próbowali w widzialnej formie przedstawić zjawiska nadprzyrodzone. Pozwalały wprowadzić emocje i fantazję w racjonalną przestrzeń. Pobudzały wyobraźnię. Okazuje się, że leżenie na plecach i gapienie się na chmury może pomóc w zrozumieniu malarstwa.

Historyczka sztuki Chiara Frugoni od kilkudziesięciu lat studiowała franciszkański cykl Giotta w bazylice w Asyżu. Ale dopiero w 2011 r., podczas renowacji fresków, wspięła się na rusztowanie. W scenie śmierci ­św. Franciszka nagle zauważyła chmurę w kształcie diabła. Profil z haczykowatym nosem i złowróżbnym uśmieszkiem jest wyraźny. A jednak wcześniej nie dostrzegli go nawet specjaliści; po prostu zwykle widzimy rzeczy, które spodziewamy się zobaczyć… Demon walczy z aniołami i przeszkadza duszy w drodze do nieba. Być może szatańska twarz w chmurach to złośliwy żart średniowiecznego artysty. Do tej pory uważano, że figury w chmurach pierwszy chował Andrea Mantegna w drugiej połowie XV w. W zachowanym w Wiedniu Świętym Sebastianie w lewym górnym rogu umieścił obłocznego jeźdźca. Z sierpem do cięcia chmur w dłoni – bywał identyfikowany z rzymskim bogiem Saturnem, symbolem niszczycielskiej mocy czasu.

Czytaj dalej