Szczęście i brudna woda w kranie
i
zdjęcie: https://www.flickr.com/photos/alphonsephotography/ (CC BY-SA 2.0)
Przemyślenia

Szczęście i brudna woda w kranie

Artur Zaborski
Czyta się 11 minut

Czy piosenkę zatytułowaną Trucizna tru­dno sobie wyobrazić? Nie, zwłaszcza te­raz, kiedy klimat w Ameryce jest taki, jaki jest. Artyści muszą zmierzyć się z rzeczywistością. Z Jill Scott rozmawia Artur Zaborski.

Jill Scott na muzycznym rynku stuknęła właśnie osiemnastka. Wciąż pozostaje wierna ideałom, które wkładała w swoje kompozycje, kiedy zaczynała. Nie zachowuje się jak gwiazda, gdy spotykamy się w Los Angeles. Na wywiad przychodzi w imponującej egrecie i pokaźnych kolczykach. Mimo że rzucają się w oczy, ona sama woli trzymać się w cieniu, z którego podgląda innych i śpiewa o nich w swoich piosenkach. Mnie też bacznie się przygląda i usypia czujność swoim aksamitnym głosem. Nawet nie musi śpiewać…

Artur Zaborski: Podobno R’n’B umarło.

Jill Scott: Kto tak twierdzi?

Krytycy, muzykolodzy i różnej maści specjaliści. Mówią, że nie ma już R’n’B. Jest tylko pop przebierający się za R’n’B.

Wiesz, jaka jest różnica między krytykami a artystami? Artyści wytyczają szlaki, przebijają się przez nieodkryte lądy i niezasiedlone ziemie – patrzą przed siebie. Krytycy odwrotnie: patrzą w tył, opisują to, przez co artyści przeszli, mają głowy zwrócone w przeciwnym kierunku. Jeśli więc krytycy mówią, że R’n’B umarło, to ja wychylam głowę ponad horyzont i widzę, że długo jeszcze będzie miało się świetnie.

Ale przyznasz, że dziś to zupełnie co innego niż 18 lat temu, kiedy zaczynałaś.

Przez 18 lat R’n’B i jego wszelkie odmiany

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Wodny kryzys w mieście Flint
i
„Strölin edition, 1905", Édouard Manet, 1870–1874 r. / The Metropolitan Museum of Art
Ziemia

Wodny kryzys w mieście Flint

Artur Zaborski

W kwietniu 2014 r. we Flint w stanie Michigan z kranów zaczęła cieknąć śmierdząca woda w różnych odcieniach żółci. Jak się okazało wiele miesięcy później, zawierała ogromne ilości trujących związków ołowiu, inne rakotwórcze chemikalia i bakterie, ale władze miasta uspokajały, że to przejściowe kłopoty, niegroźne dla zdrowia.

Flint jest jednym z najbiedniejszych miast Ameryki, 40% mieszkańców żyje w biedzie. Skażoną wodę piły dziesiątki tysięcy osób, których nie stać było na kupowanie wody butelkowanej. Zachorowało blisko 10 tys. dzieci. Złej wodzie przypisano także pojawienie się choroby legionistów, na którą zmarło kilku mieszkańców.

Czytaj dalej