To nie jest film na barykady
i
fot. Robert Pałka/ Film It
Sztuka + Opowieści, Opowieści

To nie jest film na barykady

Agata Trzebuchowska
Czyta się 28 minut

Filmowy debiut Olgi Chajdas opowiada o małżeństwie tytułowej Niny (Julia Kijowska) i Wojtka (Andrzej Konopka), które wkracza w fazę kryzysu. Para od lat bezskutecznie stara się o dziecko. Kiedy kolejna próba zawodzi, Nina i Wojtek postanawiają zaangażować surogatkę. Ich wybór pada na młodą i beztroską lesbijkę Magdę (Eliza Rycembel). Relacja między trojgiem bohaterów komplikuje się, kiedy między kobietami zaczyna rodzić się uczucie.

Olga na rozmowę przychodzi ze swoją partnerką – Kasią Adamik. Wracają prosto z festiwalu Dwa brzegi w Kazimierzu. Kasia siada przy stoliku obok i raz na jakiś czas wtrąca coś do rozmowy.

Agata Trzebuhcowska: Nina – Twój debiut fabularny – niebawem ujrzy światło dzienne. Z tego co wiem, pierwszy draft scenariusza powstał wiele lat temu.

Olga Chajdas: Prawie dziesięć. Poza tytułem i trzonem opowieści niewiele jednak z niego zostało. Projekt od pomysłu do realizacji faktycznie przebył długą drogę. Konfrontowałam go z różnymi instytucjami i twórcami, aż w końcu trafiłam na Martę Konarzewską, która dołączyła do projektu jako współscenarzystka i została aż do ostatecznej wersji tekstu. Od początku współpracował ze mną producent Darek Pietrykowski, który jako jedyny w tamtym czasie miał odwagę w Ninę się zaangażować.

Po zakończeniu montażu poczułaś ulgę, satysfakcję?

Czy satysfakcję, to powiem po premierze. Ale ulga to na pewno nie jest właściwe słowo. Sugeruje, że z czymś się zmagałam, a tak nie jest. Kocham ten projekt i ważne są dla mnie wszystkie lata, które z nim przebyłam. Wspaniale się czułam na planie. Nadal trudno mi uwierzyć, że ta historia powoli dobiega końca. Ale oswajam się z tą myślą. Cieszę się, że Nina wkrótce zacznie żyć własnym życiem. Już nie trzymam się jej tak kurczowo.

Nina to bardzo osobisty film. Czy Twoje przywiązanie do niego nie blokowało Cię przed wystartowaniem z innym projektem, gdy pojawiły się trudności?

Może na początku? Ale kiedy tylko napotkałam na komplikacje, zaczęłam kombinować. Miałam parę innych pomysłów na debiuty, ale ostatecznie żaden nie wypalił. I w końcu wyszła Nina. Może podświadomie na nią czekałam, a może sama potrzebowałam czasu? Ale też nie jest tak, że siedziałam, dumałam i nic nie robiłam.

Reżyserowałaś spektakle, seriale oraz filmy krótkometrażowe.

Długo broniłam się przed krótkimi filmami. Wydawało mi się, że już ich nie potrzebuję. Miałam

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Kino to moralny obowiązek
i
Fotos z filmu "Ptaki śpiewają w Kigali"/ fot. Ewy Łowżył
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Kino to moralny obowiązek

Agata Trzebuchowska

Jak to się stało, że dwoje polskich reżyserów postanowiło zrobić film o ludobójstwie w Rwandzie?

Ludobójstwo to eskalacja przemocy. A przemoc nie jest zjawiskiem lokalnym,  zdeterminowanym kulturowo, tylko czymś głęboko wpisanym w naszą naturę. Pochodzimy z kraju dotkniętego traumą Holokaustu. Po drugiej wojnie światowej wszystkim wydawało się, że podobna zbrodnia nie może się powtórzyć. A jednak – powtórzyła się na Bałkanach, w Kambodży, w Rwandzie. Dziś sąsiad morduje sąsiada w Syrii i w Sudanie Południowym. Nie potrafimy wyciągać wniosków z historii.

Czytaj dalej