Wyrzuty sumienia
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Wyrzuty sumienia

Jan Błaszczak
Czyta się 7 minut

W drugiej części płytowego podsumowania piszę o płytach przeoczonych. Zarówno takich, które całkowicie wymknęły się uwadze dziennikarzy, jak i tych, których próżno szukać w grudniowych rankingach pomimo pozytywnych recenzji, które towarzyszyły ich premierom. Tym razem w kolejności alfabetycznej.

Actress – AZD

Okładka płyty AZD zespołu Actress

Zdaję sobie sprawę, że zaczynam kontrowersyjnie. Wydane nakładem Ninja Tune AZD znalazło się w kilku (głównie brytyjskich) podsumowaniach roku, ale z reguły zajmowało tam dalsze lokaty. To zaskakująco słaby wynik, biorąc pod uwagę, że piąty album Cunninghama to jego najbardziej udane dzieło do czasu premiery Splazsh (2010). Co więcej, po płytach, które sprawiały wrażenie załączników do mętnych, parafilozoficznych koncepcji Brytyjczyka, AZD łączy w sobie nieszablonowe pomysły kompozycyjne (np. zaskakujące relacje głośności poszczególnych dźwięków dekonstruujące house’ową tradycję) z przebojowością. I może właśnie ta „przebojowość” okazała się podejrzana dla „poważnych” krytyków.

Ellen Arkbro – For Organ And Brass

Okładka

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Jan Błaszczak

„Gdzie oni są? Ci wszyscy moi przyjaciele” – w pierwszej części muzycznego podsumowania 2017 roku lista zespołów, o których mieliśmy dyskutować przy okazji rankingów najlepszych płyt, ale nie ma o czym mówić. Albumom zespołów, które jeszcze kilka lat temu znajdowały się w centrum uwagi, a dziś – kto wie? – może grają w waszej okolicy, ale szkoda czasu, by to sprawdzić. Zdaję sobie sprawę, że to wybór na wskroś autorski. Starając się jakoś obiektywizować tę listę, jako punkt wyjścia traktowałem podsumowania, recenzje prasowe, a czasem także dane sprzedażowe. Przede wszystkim jednak wybierałem ze zbioru: „pupilkowie mediów”. Uznałem, że nie ma sensu pisać o ostatniej płycie Fergie (fatalny wynik sprzedażowy) czy o dwudziestej siódmej płycie Alice’a Coopera, bo jej premiery nie odnotowali nowojorscy hipsterzy. Ale dość tłumaczeń, oto lista, która dla poniższych zespołów może być jedyną w tym roku szansą na znalezienie się w pierwszej dziesiątce.

Czytaj dalej