Tadeusz Rolke. Moja namiętność. Mistrz fotografii w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską Tadeusz Rolke. Moja namiętność. Mistrz fotografii w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską
Przemyślenia

Tadeusz Rolke. Moja namiętność. Mistrz fotografii w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską

Joanna Kinowska
Reading
time 2 minutes

Po lekturze pozostaje ogromny niedosyt, mimo liczby stron, wątków, dygresji. Rozmowa rzeka o wojennych losach, więzieniu, emigracji, pracy w redakcjach polskich i zagranicznych. Kilka epok, wielu artystów i galerie. Jest też mnóstwo o rodzinie (chociaż trudno się połapać w genealogii), przygodach, przyjaźniach, no i o kobietach. Tych tematów jest tu chyba najwięcej. Wszystko razem to znakomity materiał na scenariusz filmowy. Film akcji, mocny bohater, stale poszukujący, zawsze niespełniony.

„Moja namiętność, pasja i powołanie” odnosi się oczywiście do fotografii. Ale to jedyne tak okrągłe zdanie w całej książce. Rolke mówi o realiach, co i jak trzeba było wywoływać, kiedy i dla kogo fotografował, z dala od definicji. „Zdjęcia mody powstawały na zamówienie, co nie wykluczało uciechy przy pracy” albo „Kantora fotografuje się jak szewca. Tak samo fotografujesz ślusarza czy tramwajarza”. Co chwila powraca mu myśl, że mógł więcej, że powinien więcej. Że nie takie czasy, żeby z tym gdzieś chodzić, pokazywać, że o to nie dbał.

Ktokolwiek się interesuje fotografią w naszym kraju zna oczywiście nazwisko Rolke. I ile zdjęć właściwie? Kilka sztandarowych – dziewczyna na torowisku, może jeszcze chłopak na lambretcie i dziewczyna na Chmielnej? W książce jest ich sporo, ale szybko okazuje się, że one sobie, a tekst sobie. Niestety, często nie ma tych, o których toczy się rozmowa. Niby nic, bo biografia tak wciąga. Zdjęcia można sobie uzupełnić w albumie, na wystawie, może to nie miejsce na nie? Ale wiele bym dała, żeby zobaczyć chociażby tę martwą naturę z fabryki szynki: „Aparaty fotograficzne połączone z konserwą Krakus, która była w kraju niesłychanie pożądana (…). Koledzy wśród tych puszek z szynką poustawiali swój sprzęt: rolleiflex z uchwytem i pryzmatem, pentacon, exacta i flesz braun. Fajne zdjęcie”. 

Also read:

Jej portret Jej portret
i
Wszystkie piękne portrety wykonała Zofia Nasierowska. Wizerunki uroczych pań i pana (nie) opublikowano w „Przekroju”, głównie na okładkach.
Opowieści

Jej portret

Ida Świerkocka

Podczas słynnej sesji w Pałacu Buckingham Annie Leibovitz poprosiła Elżbietę II, by zdjęła koronę i stanęła przed obiektywem w naturalnej odsłonie. Zofia Nasierowska w szarej rzeczywistości PRL-u robiła coś odwrotnego: każdemu, kto siadał przed jej aparatem, jakby tę koronę zakładała.

Tę historię można zacząć od anegdoty. Na przykład tej: gdy niedługo przed śmiercią Kalina Jędrusik zamówiła u Zofii Nasierowskiej zdjęcie do paszportu, do aktorki odezwało się biuro paszportowe z prośbą o dostarczenie aktualnej fotografii. „Ależ ja właśnie dla państwa zrobiłam kilka dni temu to zdjęcie” – oznajmiła zaskoczona Jęd­rusik. „No nie, przecież nie może pani teraz tak wyglądać! My wiemy, ile pani ma lat” – usłyszała gwiazda w odpowiedzi. Albo od innej: pewnego razu Nasierowska została poproszona o sfotografowanie nastoletniej córki przyjaciół. Zdjęcie miało trafić nie do prasy, lecz do chirurga, który chciał na jego podstawie zaplanować usunięcie bliz­ny nad brwią dziewczyny. Ale artystka zrobiła to za niego – przyzwyczajona do tuszowania wad (albo, jak kto woli, podkreślenia zalet) urody, za pomocą światłocienia ukryła ślad tak skutecznie, że skalpel okazał się, przynajmniej na ten moment, zbędny.Wiele osób przyznaje, że swoją zawodową drogę zawdzięcza przypadkowi. Ale w życiu Zofii Nasierowskiej trudno mówić o zbiegach okoliczności – jak gdyby los prowadził ją krok po kroku według dawno napisanego scenariusza. Miała zaledwie kilka lat, gdy dostała pierwszy aparat. Nic dziwnego, skoro jej ojciec – Eugeniusz Nasierowski – był znanym fotografikiem, specjalizującym się w pejzażu.Podobno jej debiutanckie prace przed­s­tawiały rodziców bez głów. Wkrótce zaczęła ćwiczyć, zatrzymując w kadrze bliskich i domowe zwierzęta. Szybko nabrała wprawy – już jako nastolatka czasami zastępowała ojca w zakładzie, na przykład podczas jego choroby. Pewna klientka nie była do tego pomysłu przekonana, zamówiła więc tylko trzy odbitki. Gdy jednak przyszła po odbiór i zobaczyła siebie na zdjęciach, natychmiast poprosiła o więcej.

Continue reading