W greckiej mitologii, nowoczesnej neuronauce, historii, antropologii oraz psychologii szukamy odpowiedzi na pytanie: czemu nie możemy żyć bez luster? Co nam one dają? I co mogą odebrać?
„Północ” – taki przydomek nosił Jean-Baptiste Colbert w listach markizy de Sévigné. Porównanie do zimnej i nieprzyjaznej strony świata miało oddać charakter słynnego ministra finansów, który był nieskory do zabaw i uciech, fanatycznie oszczędny, skrupulatny i śmiertelnie poważny. Diametralne przeciwieństwo francuskiej arystokracji połowy XVII w. oraz rządzącego wówczas Francją Króla Słońce Ludwika XIV.
Francuskie wyższe sfery były w owym czasie pogrążone w lustrzanym szaleństwie. Księżna de Longueville powiesiła w swoim salonie 50 zwierciadeł, a Ludwik XIV podobnymi kazał wyłożyć całą komnatę swojej kochanki, Luizy de La Vallière. Użyto w tym celu 140 sztuk. I wszystkie sprowadzono z Wenecji, bo wyłącznie Wenecjanie znali tajniki produkcji tego luksusowego towaru. Jak kosztowny był to kaprys, pokazuje zapisek hrabiny de Fiesque: „Miałam paskudny kawałek ziemi, który przynosił tylko pszenicę; sprzedałam go i w zamian dostałam to piękne lustro. Czyż nie zdziałałam cudu – trochę pszenicy za to piękne lustro?”. Ale według ministra Colberta tego rodzaju transakcje nie miały w sobie nic cudownego. Jego naczelną ideą był dodatni bilans import–eksport, dlatego złoto wysyłane do Wenecji w zamian za lustra traktował jak porażkę swojej polityki. Musiał poczynić odpowiednie kroki. Oczywiście nie mógł zabronić arystokracji, a zwłaszcza królowi, sprowadzania luster.
Mógł jednak postarać się, aby były one wytwarzane we Francji.
Nie była to sprawa łatwa, ponieważ Republika Wenecka gorliwie strzegła lukratywnej technologii. W 1605 r. wprowadziła Złotą Księgę, do której wpisywano nazwiska co znamienitszych rzemieślników z Murano, czyli weneckiej wyspy, gdzie koncentrował się przemysł szklanego wytwórstwa. Rody figurujące w spisie mogły wysyłać przedstawicieli do rady republiki, mogły też bić własną monetę. Nie tylko przywilejami, lecz także strachem Serenissima (jak nazywano Wenecję) broniła swojego sekretu. Żaden znawca lustrzanego fachu nie mógł wyjechać, pracować w innym kraju, a ten, kto by złamał ten przepis, musiał się liczyć z zemstą weneckich agentów.
Powyższe środki przez długie