W skali dziejów naszego gatunku pojawienie się pisma to niemal świeżynka, a to, co dzieje się w ludzkim mózgu w trakcie kreślenia liter, wciąż w dużej mierze pozostaje nieodkryte.
Czy jeszcze zdarza nam się pisać ręcznie? Wielu z nas, przygotowując dłuższy tekst, a nawet krótką listę zakupów, wybierze formę elektroniczną, zastępując długopis stukaniem w rzeczywistą lub wirtualną klawiaturę na ekranie. Jednak neuronaukowca pisanie ręczne wciąż fascynuje, ponieważ dostrzega w nim odbicie wielu zjawisk – zarówno społecznych, jak i biologicznych.
Mechanizm pisania jest niezmiernie skomplikowany i angażuje rozległe obszary ośrodkowego układu nerwowego. Wcześniej zakładano, że za pisanie odpowiedzialne są specjalne, konkretne ośrodki – dokładniej miejsca w korze mózgu – selektywnie odpowiadające za daną czynność. Dziś, dzięki takim metodom, jak funkcjonalne obrazowanie (technika pokazująca, która część mózgu jest obecnie aktywna) czy śródoperacyjna stymulacja elektryczna (drażnienie prądem powierzchni mózgu pacjentów podczas operacji neurochirurgicznych), wiemy, że do wykonania nawet najprostszych zadań potrzebna jest współpraca licznych sieci neuronów znajdujących się czasem w odległych rejonach mózgu.
Nabyte, nie wrodzone
Badając umiejętność pisania, często nie jesteśmy w stanie oddzielić tego procesu od innych, pokrewnych aktywności, takich jak czytanie, mówienie czy sprawność motoryczna. Dzieje się tak, ponieważ przenikają się funkcjonalnie – na przykład uszkodzenia mózgu prowadzące do selektywnych problemów z gramatyką jednocześnie wywierają wpływ na czytanie, mowę i pisanie. Istotną rolę odgrywa tu także aspekt neuroanatomiczny: w jednym obszarze mózgu mogą współdziałać różne sieci neuronów. To trochę jak w przypadku piłkarzy na boisku – choć znajdują się w tej samej przestrzeni (stadionie), tworzą dwie odrębne drużyny realizujące różne cele.
Umiejętność pisania ściśle łączy się z umiejętnością czytania. Od czasu pojawienia się pisma w skali ewolucji upłynęło jednak stanowczo za mało czasu, by nasz mózg zdążył zareagować na to zmianami anatomicznymi. Choć większość ludzi potrafi pisać, a na pewno są oni zdolni do pozyskania tej umiejętności, nie jest ona wrodzona ani zdeterminowana genetycznie – w przeciwieństwie do chociażby zdolności rozpoznawania twarzy czy nauki języka mówionego.
W przypadku nauki czytania jednym z kluczowych obszarów mózgu jest część zakrętu wrzecionowatego w lewym płacie skroniowym zwana obszarem formy wzrokowej słowa (ang. visual word form area – VWFA). Rejon ten jest niezbędny do nauki rozpoznawania całych słów i – w konsekwencji – szybkiego czytania. Początkowo, ucząc się dekodować tekst, literujemy, potem łączymy litery w sylaby, a na końcu w słowa i zdania. Dobrze wytrenowany obszar VWFA na podstawie pierwszej i ostatniej litery oraz długości słowa potrafi za pomocą kontekstu z dużym prawdopodobieństwem odczytać je poprawnie (proszę zresztą spróbować, np. czytając ten artykuł).
Zaufaj automatowi
Doskonała koordynacja wzrokowo-ruchowa jest kluczowa na początku nauki pisania. To, że zadanie nie należy do łatwych, wiadomo choćby z obserwacji zmagań dzieci w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Muszą one nauczyć się panować nad własną ręką, rysując szlaczki i próbując zmieścić się w linijkach. Jednak zanim będą w stanie zupełnie automatycznie i nie patrząc na kartkę napisać parę zdań, minie trochę czasu. Warto pamiętać, że to nie tylko trening mięśni, lecz także przede wszystkim ćwiczenie automatyzmów ruchowych. Wszyscy doświadczamy tego przejścia na „autopilota”, ucząc się nowych zadań, takich jak jazda na nartach czy prowadzenie samochodu.
Każda, nawet najprostsza czynność wymaga na początku zaangażowania przede wszystkim kory mózgu. Z czasem trenujemy również nieświadome elementy mózgu, takie jak ruchowe jądra podstawne czy móżdżek, tak by to one wykonywały dane zadania automatycznie. Dzięki temu możemy sprawnie działać, nie marnując zasobów poznawczych. U młodych uczniów ważny jest również trening wzrokowy, czyli uwzględnianie na przykład kierunku pisania. Początkowo zdarza się im stawiać litery w lustrzanym odbiciu lub pisać wyrazy od prawej do lewej strony. Dzieci nie rozumieją, dlaczego dorośli to poprawiają. Dopiero gdy wypracujemy automatyzmy ruchowe związane z pisaniem, możemy naprawdę szybko i poprawnie kreślić słowa.
Stawianie liter i diagnoz
Wraz z utrwalaniem się tych automatyzmów kształtuje się coś, co nazywamy indywidualnym charakterem pisma. Jeszcze jakieś sto lat temu brano go pod uwagę przy „diagnozie” charakteru człowieka. Dziś wiadomo jednak, że opis cech osobowości na podstawie sposobu stawiania liter nie ma żadnego naukowego uzasadnienia. Szczegółowe nowoczesne badania nie potwierdziły bowiem korelacji między cechami osobowości a sposobem pisania, ocena ekspertyz grafologicznych zaś wykazywała ich trafność w przypisywaniu badanym określonych przymiotów na poziomie… losowości. Dysponując próbką pisma odręcznego, z wysokim prawdopodobieństwem można jedynie zidentyfikować autora, choć trzeba pamiętać także o tym, że charakter pisma zmienia się z upływem lat, a nawet może zmienić się z godziny na godzinę – na przykład w zależności od tego, jak bardzo jesteśmy zmęczeni.
Nie znaczy to, że pismo nic o nas nie mówi, bo mówi – zwłaszcza gdy dzieje się z nim coś niedobrego. U dzieci mających duże trudności z nauką pisania często diagnozuje się
dysgrafię. Najnowszy DSM-5, czyli diagnostyczny i statystyczny podręcznik zaburzeń psychicznych (ang. Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders), definiuje ją jako „zaburzenie rozwojowe uczenia się charakteryzujące się mniejszymi niż spodziewane zdolnościami do pisania niezwiązanymi z innymi przyczynami”. Definicja jest niezwykle pojemna, a – jak już wiemy – by prawidłowo odwzorowywać litery, konieczna jest współpraca wielu części mózgu i koordynacja licznych procesów. Powoduje to, że dysgrafia nadal jest nie do końca zbadanym zjawiskiem.
Inny ciekawy przypadek tego typu dysfunkcji to agrafia, czyli dysgrafia nabyta. Cierpiąca na nią osoba traci zdolność pisania lub jej pismo ulega znacznemu pogorszeniu. Przyczyn może być wiele – od rozpoczynającej się choroby neurozwyrodnieniowej aż po uszkodzenie mózgu spowodowane przez guz czy udar. Analiza zmiany wyglądu pisma może okazać się dużą pomocą diagnostyczną dla neurologów, na przykład jedną z form agrafii jest mikrografia pojawiająca się czasem w przebiegu choroby Parkinsona. Dotknięci nią tracą z czasem swój indywidualny charakter pisma, a stawiane przez nich litery stają się coraz mniejsze, nieostre i wreszcie zupełnie nieczytelne. Pismo może też zdradzać objawy drżenia mięśni – postępująca choroba stopniowo odbiera zaatakowanym przez nią osobom zdolność ruchu, w tym pisania. Szczególnie widać to, gdy przeanalizuje się zmieniający się w czasie podpis chorego; coś, co jest naszym logo – właściwą tylko nam sygnaturą – stopniowo zupełnie się zmienia, zniekształca, aż w końcu zanika. Choroba Parkinsona obejmuje przede wszystkim ruchowe jądra podstawne: miejsca w mózgu, w których zapisane są nasze automatyzmy ruchowe, kontrolujące układ ruchu, czyli to, co bywa nazywane pamięcią ciała. Panuje przekonanie, że gdy raz posiądzie się umiejętność jazdy na rowerze, to nie da się jej zapomnieć – parkinson jednak jest w stanie odebrać nam każdą zdolność ruchową.
Relikt… przyszłości?
Czy biorąc pod uwagę tempo zmieniania się świata, możemy być pewni, że ludzkość odłoży umiejętność pisania ręcznego na półkę przeszłości? Czy pokolenia, które rosną wokół nas, jeszcze będą potrafiły posługiwać się długopisem? I czy w ogóle będą potrzebowały pisania lub ogólniej – pisma – do życia? Już teraz nauczyciele zgłaszają problemy, potwierdzane przez kolejne badania naukowe, trapiące dzieci na początku edukacji z powodu używania smartfonów. Zmienił się nie tylko ich sposób interakcji ze światem i ludźmi, lecz także ograniczeniu uległy zdolności. Ekran nie wymaga rozbudowanych ruchów. Dzieci, które nie bawiły się klockami, nie wycinały, nie rysowały, nie mogły wyćwiczyć koordynacji ruchów precyzyjnych dłoni, prawdopodobnie więc będą miały problem z utrzymaniem w niej długopisu czy ołówka. Ale zmiany widać też u dorosłych. Pisanie na ekranie krótkich komunikatów nie pozwala im rozwijać umiejętności formowania pełnych zdań i budowania klarownych wypowiedzi. Przeobrażenia cywilizacyjne sięgają zresztą znacznie głębiej. Niektórzy badacze wskazują, że dzięki przekazowi audio i wideo nie musimy już posługiwać się metaforyką charakterystyczną dla mowy i pisma – informacje mamy podane w czystej formie obrazu i dźwięku. Ale to już zupełnie inna historia. I chyba warto kiedyś o niej napisać.
Fragmenty artykułu zostały opublikowane w numerze 4 (3583)/23 pod tytułami: Ćwicz, myśl, pisz oraz Na autopilocie.