– Nigdy prócz siebie nie rozumiałeś nikogo. W swoich dramatach, w swoich powieściach nie uwzględniasz inności ludzkiej. Od pierwszego do czternastego, wszyscy, kobiety i mężczyźni, to tylko i zawsze ty, zawsze i jedynie Stanisław Ignacy Witkiewicz. Czyś ty dostrzegał kiedyś cośkolwiek innego prócz siebie?
– A ciebie? Ciebie, Bella!
– Och, tobie się zdaje, żeś mnie napisał, że jestem bohaterką jednej z twoich książek, i nie możesz się nadziwić, że żyję poza tobą, i to swoim, niedającym się nagiąć do twoich koncepcji, życiem. Cała nasza walka polega na tym, że nie możesz mnie wsadzić całą po czubek nosa, po wierzchołek głowy do twojej pisaniny…
– Phi… twoja samodzielność, twoje życie! Do czego to cię dowiedzie? Do czego przycumujesz, łupino pustego orzecha na zwielokrotniałym oceanie wszechpotopu? Nie czujesz piekielnej katastrofy, ku której jesteśmy niesieni?
– Czuję tylko, że zaczyna mżyć deszcz.
Jechaliśmy Alejami. Park Ujazdowski, Ogród Botaniczny, Łazienki…
Tak, tamten wieczór był tak dawno… tysiąc dziewięćset dwudziesty rok?… Przeszło czterdzieści lat temu… a słyszę szum liści, a czuję kropelki deszczu na twarzy, ciemny mrok, łomot wiatru. Zupełnie jak na morzu, zupełnie jak na morzu – szeptałam, ściskając gołe, bez rękawiczek ręce w kieszeniach.
– Przez skórę czuję katastrofę…
– Ech, ty zawsze tak czujesz! Chce ci się wódki, niedopity jesteś – rozzłościłam się nagle.
– Wcale nie to. Ty masz twardą skórę, bo jesteś jeszcze za młoda. Jesteś ślepa jak szczenię po urodzeniu. Ale przyjdzie czas… przejrzysz, zobaczysz… Ale czy przetrzymasz, bardzo wątpię… Zresztą – rozejrzał się przytomniej dookoła, pochylił głowę, chwilę nasłuchiwał, zdjął kapelusz, a wiatr rozwiewał jego ciemne włosy… – a zresztą, jeżeli ktoś posiada taką żywotność jak ty, żywotność kundla, temu nawet to, co nadejdzie, może się uda przeżyć… Ale czy przeżyć to jest aż tak ważne osiągnięcie?
– Przeżyć to jest największe osiągnięcie – nie ma nic ponad życie.
– Nie jestem tego mniemania – powiedział cicho i znów zaczął szukać mojej ręki.
Fragment tekstu z nr. 829/1961, s. 14. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.