Odpowiadają za płodność, mają wielki wpływ na odporność, to od nich zależy nasz sen i nastrój. O wszechwładnych hormonach w naszym ciele terapeutka żywienia Julita Kordonska opowiada Marii Hawranek.
Specjalizacja klasycznej medycyny ma wiele zalet i jeden efekt uboczny. Zaczęliśmy patrzeć na nasz organizm w sposób fragmentaryczny, zapomnieliśmy, że jest niepodzielną całością, przez co czasem zamiast wyeliminować prawdziwą przyczynę naszych dolegliwości, ograniczamy się tylko do łagodzenia objawów. Tymczasem infekcja układu oddechowego nieraz ma ścisły związek z dietą i trawieniem, a kłopoty z zajściem w ciążę mogą wynikać z zawirowań naszej odporności albo zaburzonej równowagi hormonalnej.
Maria Hawranek: Dlaczego zazwyczaj myślimy o ciele jako o zbiorze odrębnych części? Mózg działa osobno, układ trawienny i odpornościowy osobno. Przecież te wszystkie elementy są ze sobą połączone – jesteśmy jednym organizmem.
Julita Kordonska: W medycynie klasycznej poszczególne elementy organizmu traktuje się jako niezależne jednostki. To bardzo porządkuje myślenie; dzięki temu wiemy, że układem pokarmowym zajmuje się gastroenterolog, hormonami – endokrynolog itd. Wyobrażamy sobie, że ci ludzie siedzą przy różnych biurkach i nie ma między nimi przepływu informacji. Coś, co było jedynie mentalnym uproszczeniem, doprowadziło do bardzo redukcjonistycznego modelu medycyny. Kiedy osiem lat temu zaczęłam zajmować się hormonami i płodnością, uświadomiłam sobie, że cykl menstruacyjny znakomicie odzwierciedla stan całego organizmu kobiety. Tymczasem mamy za sobą całe lata dyskredytowania go najpierw przez mężczyzn, a potem przez pierwsze feministki, które chciały się odciąć od kobiecej biologii.
Cykl świadczy o całej kobiecej biologii, a nie tylko o układzie rozrodczym?
Celem cyklu menstruacyjnego jest umożliwienie zajścia w ciążę. Aby to nastąpiło, muszą dobrze funkcjonować dwa układy: hormonalny i odpornościowy. Choć o tym drugim się nie mówi, to właśnie od niego zależy płodność.
W jaki sposób?
O odporności mówimy zwykle w kontekście przeziębienia, grypy i od niedawna koronawirusa, tymczasem w ciągu ostatnich 50