Epitafia Epitafia
i
rysunek z archiwum, nr 1906/1981 r.
Rozmaitości

Epitafia

Marcin Orliński
Czyta się 2 minuty

„»Przekrój« to jest taka mafia/która zbiera epitafia” – ogłaszała wesoło redakcja na stronie „Rozmai­tości” w wydaniu nr 177 (35/1948) „Przekroju”. Krótkie, żartobliwe wierszyki na temat zmarłych często nadsyłali czytelnicy, którzy znaleźli je na cmentarzach w różnych częściach Polski, ale też autorzy sami układający tego typu teksty. Poniżej przegląd najciekawszych epitafiów z archiwalnych numerów „Przekroju”.

Tu leży trębacz,
Panie Boże mu przębacz.
(stary cmentarz w powiecie miechowskim, nadesłał J. Ratajczak)

Tu leży moja żona Emma,
co zmarła mi przed dniami trzemma,
zmartwienia jednak z tego niemma.
(Karol Szpalski)

Tu spoczął człowiek, który
Za życia miał dwie córy:
Sławę i Mądrość. Obie
Legły przed ojcem w grobie.

NAGROBEK JANA KAMYCZKA
Pod tym kamieniem Kamyczek leży
I myśli sobie markotnie:
Kamień nade mną – ja pod kamieniem,
Ach, czemu nie jest odwrotnie!
(Karol Szpalski)

NAGROBEK JERZEGO WALDORFFA
Zmarło się Waldorffowi,
I cóż pan na to powi?
(Karol Szpalski)

NAGROBEK JANUSZA MINKIEWICZA
Tu leżą Janusza dostojne zwłoki,
Jakiemi ból nasz opisać słowy?
Nieutulony w żalu głębokim:
Polski Monopol Spirytusowy.
(Karol Szpalski)

Wielka była polityka
tego pana urzędnika:
nie dał zgorszenia nikomu,
bo kradł zawsze po kryjomu.

Tu leży dama,
po raz pierwszy sama.

Tu leży grabarz Przekora,
który pod kimś kopał dołki,
aż sam w jeden wpadł nieborak
i wzniosły go do nieba aniołki.
(z cmentarza parafialnego w Łabiszynie, nadesłał M. Pawłowski)

Tu Jan Kowalski spoczywa w grobie,
co przeczytawszy, odejdźcie sobie,
bo to, czym jestem, pokrywa trawa,
a to, kim byłem – nie wasza sprawa!
(z cmentarza w Lublinie, nadesłał B. Pająk)

I doktorowi śmierć się przydarza,
Choć wcześniej zapełnił pół cmentarza.

Stracił humor
i umor.

Przez całe życie piął się na piedestał,
Teraz już przestał.

Tu leży mój mąż nieboszczyk,
Płaczę od chwili owej.
Niech się ktoś o mnie zatroszczy,
Mieszkam na Ogrodowej.

Tutaj spoczywa moja wierna żona,
Spokój doczesny mam ja, a wieczny ona.

Była to natura dumna,
nie może się domknąć trumna.

Zgasłeś mi, Drogi Mężu,
jak nic, przed oczyma.
Cóż mi teraz po Tobie,
kiedy cię już nima.
(z nagrobka na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie, nadesłał T. Wanat)

 

Czytaj również:

Ćwiczenia z umierania Ćwiczenia z umierania
Pogoda ducha

Ćwiczenia z umierania

Wilhelm Schmid

Tego dnia nie będzie pracował. Rankiem medytacja i łagodna kawa, potem obiad z synem, czytanie z córką i wizyta w zoo. I jeszcze myśl o tym, że życie było piękne. Tak swój ostatni dzień wyobraża sobie niemiecki filozof Wilhelm Schmid. A ty, jakie masz plany?

Gdy się starzejemy, naszym zyskiem może być stan wewnętrznego spokoju. Jednym z kroków na drodze do jego osiągnięcia jest odpowiednie nastawienie do zbliżającego się kresu życia. W podeszłym wieku częściej konfrontujemy się ze śmiercią innych osób. Przejmujemy się nią, czasami nawet bardzo, i przyłapujemy się na myśli: on (albo ona) ma to już za sobą. Jeśli nasi rodzice odeszli z tego świata, od ich śmierci staje się dla nas jasne: teraz my stoimy na linii frontu bez bufora między tu a tam.

Czytaj dalej