A teraz zniknę!
i
zdjęcie: Vincenzo Cottinelli
Wiedza i niewiedza

A teraz zniknę!

Paulina Wilk
Czyta się 17 minut

Szczęśliwi mogą na koniec powiedzieć: żyłem w pełni i tak, jak chciałem. Ale Tiziano Terzani podniósł poprzeczkę ­– pokazał, jak pięknie i treściwie umrzeć.

Ustalenia są takie: kiedy nadejdzie moment, skontaktujecie się z Zielonym Krzyżem, przyjadą dyskretnie do domu, żeby zrobić, co trzeba. Jak wiecie już od jakiegoś czasu, chcę być skremowany i proszę, by trumna była najprostsza, jak to tylko możliwe, najlepiej z desek. Zostanę zaniesiony w niej do kapliczki, skąd jak najszybciej, bez litanii, śpiewu, przemówień, ale w ukochanej przeze mnie ciszy zaniesiony zostanę do pieca kremacyjnego, z którego wyjdę prochem w prostej urnie, która zostanie przekazana być może rodzinie. Tak wrócę na ziemię Orsigni. Chcę, aby tak się stało. Zróbcie wszystko, żeby tak było. Dziękuję i pośmiejcie się dobrze. Ściskam Was”.

Ten list napisał do bliskich – żony Angeli, syna Folco i córki Saskii – kilka dni przed tym, gdy miał się im przydać. Pisał ulubionym fioletowym atramentem, litery były już chwiejne. Później, w rozmowie z córką, uzupełnił instrukcje: „Wybierzcie ładne miejsce […]. Potem któregoś dnia położycie tam piękny kamień z zagłębieniem, gdzie ptaki mogłyby przylatywać, żeby się napić”.

Początek jest moim końcem

Cieszył się, że um­rze w toskańskiej dolinie, w której jako pięcioletni chłopiec poznał magię życia i natury. Wioska Orsigna była jego wyzwoleniem – odjeżdżał tu od nad­opiekuńczej i kontrolującej matki, która tak bardzo pragnęła córki, że ubierała go w sukienki. Dolina była pierwszą okazją do bycia samemu i odczuwania swobody – tęsknotę tę miał zaspokajać przez całe późniejsze życie. W ostatnich swych rozmyślaniach przyznawał, że jego istnienie, choć nadał mu w literaturze wymiar głębokich poszukiwań, było w gruncie rzeczy ucieczką.

Orsignę dla rodziny Terzanich odkrył w latach 20. XX stulecia jego ojciec – Gerardo, wówczas młody robotnik, który odbywał wycieczki krajoznawcze jako zajęcia na uniwersytecie ludowym. Wracał do doliny, by jeździć na nartach, których – jako biedak – nie miał. Razem z przyjaciółmi wyrywali z płotów sztachety, przywiązywali je sznurami do nóg, brali w ręce kije i… fru!

Mały Tiziano został tam przywieziony w roku 1943 jako chorowity pięciolatek, któremu pediatra zalecił dużo czystego powietrza.

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Mowa ciszy
i
rysunek z archiwum nr 991/1964 r.
Doznania

Mowa ciszy

Eckhart Tolle

Umieramy codziennie po trochu. Za każdym razem, kiedy coś się kończy, na przykład tekst w „Przekroju”.

Kiedy spacerujesz przez las, którego nie dotknęło jeszcze piętno ludzkiej działalności, zobaczysz nie tylko rozkwitające wszędzie życie, ale również przewrócone drzewa, próchniejące konary, gnijące liście i różne formy materii w fazie rozkładu. Gdziekolwiek popatrzysz, życie splata się ze śmiercią.

Czytaj dalej