Rolling Stones w Warszawie Rolling Stones w Warszawie

Rolling Stones w Warszawie

Z Archiwum „Przekroju”
Lucjan Kydryński
Czyta się 2 minuty

Czterech ponuraków z kamiennymi twarzami i świetnie z nimi skontrastowany solista, który szalał po estradzie, groźnie wywijał statywem od mikrofonu, stroił na pół obrażone miny, tańczył i skakał, śpiewając lub wykrzykując piosenki, z ogromnym zresztą wyczuciem praw estrady i upodobań młodej publiczności.

Ubrany był w strój nieco papuzi. Białe buty, kanarkowe, absolutnie obcisłe spodnie, czerwona, srebrem przetykana koszula, mieniąca się złotymi nićmi brunatna marynarka podbita jaskrawożółtym aksamitem i wielka jedwabna apaszka związana wokół szyi. Stroje innych – podobne, jednak każdy odmienny. Damskie pantofelki ze złotymi klamerkami, barwne marynarki lub żakiety, kolorowe albo białe spodnie, jakieś brosz­ki czy ordery poprzypinane do klap…

Ci czterej to perkusista o demonicznej twarzy i przylizanej fryzurze – Charlie Watts; gitarzysta, grywający okazyjnie także na harmonijkach ustnych, na fujarce, a nawet na czymś w rodzaju elektrycznych gęśli, lnianą, obfitą czupryną przypominający Piasta Kołodzieja – Brian Jones; najskromniejszy w zespole i najpoważniejszy, gitarzysta basowy – Bill Wyman oraz gitarzysta wiodący, o czarnych zmierzwionych włosach, niezbyt inteligentnym wyrazie twarzy i małych czarnych oczkach – Keith Richards. Solistą jest 22-letni Mick Jagger, były student ekonomii, o kociej sylwetce, wielkich mięsistych wargach i agresywnej minie.

Gdy rozsuwa się kurtyna, jest od razu i barwnie, i wesoło, i bardzo, bardzo głoś­no. Nie dopuszczając nikogo do braw, ani w ogóle do swobodnego oddechu, The Rolling Stones walą w bębny i gitary, a Mick Jagger śpiewa jeden ze swoich pierwszych wielkich przebojów: The Last Time. Swoich, ponieważ on właśnie – i Keith Richards – są autorami niemal całego repertuaru zespołu.

Dziewczęta piszczą jak oszalałe, chłopaki wywijają marynarkami, rozkładają transparenty z napisem „We Love Stones”, a Anula z telewizyjnej Wojny domowej siedzi w drugim rzędzie i robi oko do Jaggera, że hej! Niestety, Jagger nie widzi, bo zajęty jest właśnie Młynarskim. Biedny nasz autor tekstów zasiadł tuż przed nim, w samym środku i zatyka uszy, dbając, aby nie popękały bębenki. Lecz Jagger jest nieustępliwy; nie przerywając piosenki, przedrzeźnia Młynarskiego, palec przykłada do ucha jego ges­tem i cienko daje do zrozumienia, że jeśli panu M. jest za głośno, to pan M. może wyjść. A robi to z miną dość groźną – on zresztą nie uśmiecha się nigdy. The Rolling Stones to nie operetka, The Rolling Stones to młodzi gniewni. „Twarze dzisiejsze, ale muzyka jutra!” – jak zapewniają reklamy.

The Rolling Stones nie śpiewają rzeczy śmiesznych i nie są zespołem nadmiernie eksponującym poczucie humoru. Przeciwnie. Ich atuty to muzyka wcale awangardowa (jak na rozrywkę), chropowata, szorstka, to dwuznaczność i ostrość tekstów, to wreszcie namiętna pasja i ekspresja w realizowaniu tego na estradzie.

[…]

Dobrze się stało, że mieliśmy możność ich obejrzeć i posłyszeć na żywo: w swoim gatunku są dziś przecież najlepszymi w świecie. Nawet ktoś, kto ma do nich najprzeróżniejsze zastrzeżenia, nie może zaprzeczyć, że Mick Jagger to znakomity wokalista, o wirtuozowskim obyciu estradowym (absolutnie swobodnym, na pół dzikim, niemniej wdzięcznym) i ciekawym, niskim, silnym głosie. Że instrumentaliści są wszyscy wielkiej klasy, a ich utwory (trudno to nazwać piosenkami) muzycznie należą do najlepszych osiągnięć w muzyce młodzieżowej. Może to istotnie „muzyka jutra”?

Może. Natomiast patrząc na długowłose, nieciekawe oblicza, nie byłem pewien, czy twarze są „dzisiejsze”.

Fragment tekstu z nr. 1151/1967, s. 10. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.

 

Czytaj również:

Rozmyślania przy oknie wagonu Rozmyślania przy oknie wagonu

Rozmyślania przy oknie wagonu

Z Archiwum „Przekroju”
Paweł Jasienica

Skoro tylko pociąg Kraków–Warszawa minie tunel, przy oknach jego robi się zaraz pustawo. Podróżni zabierają się do lektury lub do pokrzepiającej drzemki. Linia wzgórz przebita tunelem stanowi bowiem wyraźną granicę kraj­obrazową. Na północ od niej, aż niemal po Kielce, rozpościera się kraj płaski raczej i mało ciekawy […].

Myślę jednak, że warto tu zwrócić uwagę na pewien pozornie bardzo powszedni obiekt. Bliskość jego obwieści nam dudnienie pociągu po moście nad Nidą.

Czytaj dalej