Gołąb czyli WRON-a Gołąb czyli WRON-a
i
Okładka nr 1914/1981 r.
Wiedza i niewiedza

Gołąb czyli WRON-a

Historia z okładki
Ewa Pawlik
Czyta się 5 minut

Prezentowaną tym razem archiwalną okładkę pamiętać mogą tylko nieliczni. Ci, którzy widzą ją nie po raz pierwszy, w 1981 r. pracowali albo w „Przekroju”, albo w Głównym Urzędzie Kontroli Publikacji i Widowisk. 

okładka nr 1914/1981 r.
Okładka nr 1914/1981 r.

Jest to pod wieloma względami najdziwniejszy numer w historii pisma. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to brak koloru. Jest szaro, ponuro. Czerń i biel. Żadnych pasteli, żadnych zdobień. Bez ramek, bez charakterystycznych rączek, bez szlaczków, ludzików, piesków, kotków, bez perskiego oka. O kolory wiecznie trzeba było walczyć, kolory zawsze wprowadzano jakby bokiem, podstępem. Sprzedający się w 700 tys. egzemplarzy „Przekrój” zarabiał

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Przestępca zawsze zostawia ślad Przestępca zawsze zostawia ślad
Opowieści

Przestępca zawsze zostawia ślad

Ryszard Ćwirlej

Tuż przed pierwszomajowym świętem Zakładami Naprawczymi Taborów Kolejowych w Pile wstrząsnęła przerażająca zbrodnia. Na szczęście na miejscu – jak zwykle – był kapral Teofil Olkiewicz.

Piła
Piątek, 29 kwietnia 1966 r.,
godzina 22.30

Cztery lampy uliczne, udekorowane biało-czerwonymi i czerwonymi flagami, niby świeciły, ale tak marnie, że lepiej było uważać na nogi. Zresztą o tej porze w centrum Piły i tak prawie nie uświadczyło się już przechodniów. Bo i nie było po co łazić po mieście. Knajpy zamykano o dziesiątej, więc na żadne kulturalne rozrywki nie można było liczyć. Przez ten niedoświetlony plac Powstańców Wielkopolskich przechadzał się tylko wolnym krokiem dwuosobowy patrol milicyjny. Funkcjonariusze podeszli do trybuny honorowej, którą właśnie wznieśli robotnicy z ZNTK. Ci szczególnie się postarali, bo w zeszłym roku budowała ją brygada z „Polamu” i kolejarze chcieli się wykazać dobrą robotą, wygrywając we współzawodnictwie socjalistycznej pracy. Trybuna wyglądała solidnie, więc władze partyjne, które miały witać z niej przechodzący pierwszomajowy pochód, powinny być zadowolone. Milicjanci obeszli konstrukcję, a jeden z nich zajrzał nawet pod spód, tak na wszelki wypadek, bo przecież nie w poszukiwaniu jakichś niebezpiecznych materiałów. Walka klasowa z reakcją już dawno się zakończyła, więc nikt nie spodziewał się, że ktoś mógłby władzy ludowej chcieć zaszkodzić albo – nie daj Boże – jeszcze ją uszkodzić. Funkcjonariusz wolał jednak dmuchać na zimne i dlatego zajrzał tam, przyświecając sobie latarką. Jednak prócz resztek desek, które zostały po wznoszeniu budowli, niczego nie znalazł. Dokonawszy inspekcji, milicjanci ruszyli przed siebie w kierunku ulicy Świerczewskiego. Tam, w restauracji „Stylowa” niedawno zakończył się dancing, więc należało się spodziewać, że kelnerki będą potrzebowały pomocy, by pozbyć się jakiegoś podchmielonego gościa. Funkcjonariusze w zależności od nastroju albo grzecznie wypraszali pijaka, albo też dzwonili po radiowóz, by odwieźć delikwenta wprost w gościnne progi izby wytrzeźwień.

Czytaj dalej