Chociaż Wolne Miasto Gdańsk jest przeważnie niemieckie i chociaż polski korytarz został wycięty z niemieckiego terytorium za życia większej części obecnego pokolenia Amerykanów – pięciu z każdych sześciu ankietowanych jest zdania, że roszczenia Hitlera są nieuzasadnione.
W ten zdumiewający sposób z niezwykłą dozą politycznego i historycznego woluntaryzmu wyraził zaskoczenie wynikami własnej ankiety dr George Gallup, dyrektor Instytutu Badania Opinii Publicznej. Jego wnioski, powołujące się na negatywny stosunek 86 proc. Amerykanów do hitlerowskich Niemiec, zostały ogłoszone 1 września 1939 roku.
Dopiero od jesieni roku poprzedniego, po Monachium i aneksji Czechosłowacji, zaszła wyraźna reorientacja nastrojów i poglądów amerykańskich. W miarę zagęszczania chmur wojennych nad Europą i rosnących apetytów Berlina, w amerykańskim społeczeństwie bardziej krystalizowała się sympatia na rzecz Anglii i Francji, a w konsekwencji również Polski, sprzymierzonej z tradycyjnymi partnerami USA.
Od teatru przyszłych działań wojennych Amerykę oddzielał Atlantyk, który wówczas stanowił przegrodę nie do przebycia, ale USA nie mogły być obojętne wobec wydarzeń europejskich. Wysokość amerykańskich inwestycji w Europie szacowano na 1,25 miliarda dolarów – kwotę podówczas zawrotną. Ponad 1/3 amerykańskiego eksportu szła do Europy, zaś stamtąd Stany Zjednoczone pobierały blisko 1/3 swego importu. Głównym kontrahentem handlowym USA w Europie była Wielka Brytania.
Niechęć do Hitlera wynikała z priorytetów związków politycznych i ekonomicznych USA z Anglią i Francją, jak również z obawy przed rezultatem ewentualnej klęski tych mocarstw – i hegemonii Niemiec w Europie — dla interesów Stanów Zjednoczonych. Hitlerowski terror budził trwogę w burżuazyjnej demokracji amerykańskiej.
Do ostatniego dnia sierpnia prasa za Oceanem pocieszała się nadzieją, że Niemcy, być może, wycofają roszczenia wobec Polski. Mimo naelektryzowanej atmosfery świąteczne tłumy oblegały nowojorską wystawę światową. W Waszyngtonie jednak nerwowo zastanawiano się, jak wydostać z Europy 100 tysięcy zamieszkałych tam lub podróżujących Amerykanów i niepokojono się, że wojna zaskoczy na pełnym morzu największe transatlantyki, bowiem sezon wakacyjny był w pełni.
Tymczasem prezydent Franklin Delano Roosevelt odbierał nadzwyczajne raporty telefoniczne od swoich ambasadorów w stolicach Europy. Władze amerykańskie na dwa dni dłużej zatrzymały w porcie nowojorskim niemiecki statek pasażerski „Bremen”, sprawdzając, czy nie przechowuje uzbrojenia w lukach i pod pokładem. Hitlerowski kapitan wściekał się: chociaż nie mógł tego nikomu powiedzieć, otrzymał rozkaz pośpiesznego powrotu.
W ciągu lata do polskich konsulatów w USA napływały ofiary Polonii dla dozbrojenia Rzeczypospolitej i zgłaszali się ochotnicy do walki w Wojsku Polskim. Lipcowe składki wyraziły się imponującą cyfrą 1 miliona dolarów.
31 sierpnia Ignacy Paderewski, który osiedlił się w Szwajcarii, udał się do Londynu i przed mikrofonami amerykańskiej sieci Columbia Broadcasting System wygłosił apel o poparcie dla Polski. 1 września z podobnym apelem do Amerykanów wystąpił ambasador RP w Waszyngtonie, hr. Jerzy Potocki.
Hitlerowski agresor spotkał się z potępieniem. „New York Times” pisał, że „jeśli kiedykolwiek jakieś państwo rozmyślnie rozpętało wojnę bez przyczyny i bez uzasadnienia, to jest nią właśnie wojna Niemiec przeciw Polsce”. Korespondencje z Warszawy informowały, że Polacy z opanowaniem przyjęli wiadomość o wybuchu wojny, że nie ulękli się Hitlerowi i są pewni pomocy od zachodnich sprzymierzeńców. Następnie depesze zameldowały – doniosła agencja Associated Press – że Polacy odpowiedzieli na atak na Westerplatte mimo trzech niemieckich ataków z ognia pokładowego z okrętu „Schleswig-Holstein”.
Storpedowanie brytyjskiego statku pasażerskiego „Athenia” przez niemiecką łódź podwodną wywołało tym większe oburzenie w Stanach Zjednoczonych, że na pokładzie znajdowało się kilkuset Amerykanów. Podczas pokazu kroniki filmowej na Broadwayu w Nowym Jorku widownia oklaskiwała króla Jerzego VI, gwizdała na widok hitlerowskiego ministra spraw zagranicznych Ribbentropa i w smutnym milczeniu oglądała relacje o polskich dzieciach kryjących się w schronie przeciwlotniczym.
Ale jednocześnie w neutralnej Ameryce działała propaganda prohitlerowska. Do niemieckich przedstawicielstw dyplomatycznych w USA napływali kandydaci do Wehrmachtu spośród Amerykanów pochodzenia niemieckiego. Fritz Kuhn, szef związku Niemców amerykańskich „Bund” i entuzjasta Hitlera, w dniu 1 września o 9 rano zamalował na mapie wiszącej w jego biurze na niemiecki kolor wszystkie polskie ziemie, które przed I wojną światową znajdowały się pod pruskim zaborem. W kilka dni później Kuhn wystąpił z apoteozą wojny na wiecu w Filadelfii.
Giełda odpowiedziała na wojnę wielkim boomem. „Ceny akcji skoczyły do góry, gdy inwestorzy orzekli, że wojna w Europie pomoże amerykańskiemu businessowi — pisała jedna z gazet. — Przy transakcjach, które objęły 5.932.150 akcji, największych od blisko dwóch lat, ceny na nowojorskiej giełdzie wzrosły od 5 do ponad 20 punktów, zaś prym wiodły akcje stali i amunicji”.
W przeddzień wojny prezydent Roosevelt zadeklarował, że nie oszczędzi żadnego wysiłku, aby zapobiec udziałowi USA w konflikcie europejskim. Kierował się on nie tylko obowiązującą ustawą o neutralności, lecz również izolacjonistycznymi tendencjami w Kongresie i ogromnej części społeczeństwa.
Powszechne sympatie były po stronie aliantów, ale nie oznaczało to bynajmniej chęci aktywnego lub tym bardziej bezpośredniego uczestniczenia w wojnie. Spośród tych Amerykanów, którzy sprzeciwiali się skrajnemu izolacjonizmowi, tylko 30 proc. uważało, że USA powinny udzielić aliantom pomocy zbrojnej — reszta wolała poprzestać na dostawach zaopatrzenia i sprzętu. Ale wszyscy oni stanowili łącznie zaledwie połowę Amerykanów. Druga połowa w ogóle odmownie odpowiadała na pytanie kwestionariusza „czy USA powinny zrewidować Ustawę o Neutralności, aby umożliwić sprzedaż materiałów wojskowych Anglii i Francji”.
Senator Cabot Lodge rozwinął akcję na rzecz całkowitej neutralności i nieuczestniczenia w wojnie europejskiej. Izolacjonizm propagowali senatorowie Walsh i Borah. Kombatanci stowarzyszeni w Legionie Amerykańskim domagali się również izolacji Stanów Zjednoczonych od wojny po drugiej stronie Atlantyku. W tym samym kierunku działali Amerykanie niemieckiego pochodzenia, chociaż z innych względów.
Stosując zasadę „bezstronności”, zarządcy hotelu „Towers” w Brooklynie zabronili swoim pracownikom wszczynania dyskusji na temat wojny nie tylko z gośćmi, lecz nawet między sobą.
W tej sytuacji prezydent Roosevelt, który osobiście uważał, że interes USA wymaga przyjścia z pomocą aliantom, musiał obrać ostrożną taktykę. Kongres podejrzewał go, że celowo przesadza w ocenie kryzysu światowego, aby wyjednać odeń zgodę udzielenia pomocy Londynowi i Paryżowi. Przeciwnicy prezydenta nadali rozgłos opinii wyższych oficerów USA, którzy stwierdzili po sierpniowych manewrach w Pensylwanii, że ani regularna armia, ani Gwardia Narodowa nie są przygotowane do prowadzenia działań wojennych. Zresztą, to była prawda.
3 września, gdy Anglia i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę, Roosevelt w przemówieniu radiowym potwierdził neutralność Stanów Zjednoczonych. Ale wraz z tym przystąpił do tworzenia takich nastrojów, które skłoniłyby Kongres do przychylniejszej dla aliantów interpretacji izolacjonizmu. Inspirowany przez Biały Dom znany publicysta Arthur Krock zamieścił artykuł o „prawdziwej i fałszywej neutralności”.
Impet hitlerowskiej machiny wzbudził w Ameryce zdziwienie i przerażenie. Za francuską komentatorką Genevieve Tabouis amerykańska prasa powtórzyła 1 września wyssaną z palca wieść, że polska armia zużyła tylko piętnaście dywizji i dysponuje jeszcze 45 nienaruszonymi dywizjami, gotowymi do kontrofensywy. Doniesienia z frontu informowały, że duch polskich jednostek jest wyborny, brak im tylko wsparcia lotniczego. Były to ostatnie akcenty zdezorientowanego optymizmu.
Po paru dniach w USA pojawiły się oceny, że „Polska była nieprzygotowana do odparcia tak twardego uderzenia”. Odkryto też, że w ślad za Wehrmachtem posuwają się gestapo przygotowując masowe areszty i egzekucje. Meldunki agencyjne z 13 września stwierdziły, że nie ma nadziei na powstrzymanie Hitlera. 15 września korespondencje prasowe były już datowane z Zaleszczyk.
Jedno z amerykańskich pism zacytowało opinię o Polakach: — „Mogą zostać pokonani, pójść w rozsypkę, lub nawet przez jakiś czas być skuci, a jednak wkrótce strząsają z siebie jarzmo”. Potem pismo dodało: — „Polacy są waleczni aż do szaleństwa. Ale z okrutnych doświadczeń widać, że w wojnach maszyn sama odwaga nie wystarczy”.
Obie opinie były uzasadnione.
Tekst pochodzi z numeru 1377/1971 r., a mogą Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.