Już otrzymało takie miano. Zobaczy je prawdopodobnie więcej ludzi niż jakiekolwiek podobne zjawisko w przeszłości. Będzie ostatnim całkowitym zaćmieniem Słońca obserwowanym w XX wieku.
Astrolodzy na 11 sierpnia zaplanowali koniec świata (któryż to już tego lata?!), ale mało kto im wierzy. Przeprowadzony przez francuski magazyn „L’Événement” sondaż opinii wykazał, że tylko 10 proc. ludzi niepokoi taka ewentualność.
Cień znad Atlantyku
Nie ulega jednak wątpliwości, że 11 sierpnia w południe ciemności spłyną na Europę. Nadejdą z północnego Atlantyku, przesuną się po południowo-zachodnich krańcach Wielkiej Brytanii, musną Paryż, pogrążą w mroku Stuttgart i Monachium, prześlizgną się w pobliżu Wiednia i Budapesztu, zahaczą o północny skrawek Jugosławii, sprowadzą do Bukaresztu prawie dwuipółminutową noc, po czym przez Morze Czarne i Turcję opuszczą nasz kontynent. Później przez Irak cień dotrze na subkontynent indyjski, aby oderwać się od Ziemi w Zatoce Bengalskiej.
Zaćmienia Słońca zdarzają się często, ale bardzo rzadko powtarzają w tych samych miejscach na Ziemi. W Krakowie po raz ostatni zaćmienie całkowite oglądano 7 czerwca 1415 r. (przeląkł się wtedy sam król Władysław Jagiełło, o czym zaświadcza Długosz), a poprzednie widziano tu 751 lat wcześniej – w roku 664. Dlatego na tereny, przez które przechodzi tzw. pas całkowitości, zmierzają zawsze prawdziwe pielgrzymki zawodowych badaczy nieba, miłośników astronomii i tych, którzy chcą po prostu zobaczyć coś atrakcyjnego.
Ponieważ cień Księżyca powędruje tym razem po terenach gęsto zaludnionych, przypuszcza się, że będzie to spektakl o największej liczbie widzów w całej dotychczasowej historii zaćmień.
Przydał się kalendarz
28 maja 585 r. p.n.e. nad rzeką Halys (dzisiejsza Turcja) starli się Medowie i Lidyjczycy. Napisał potem Herodot, że „dzień zamienił się w noc”. Przerażeni wojownicy zapomnieli o walce i czmychnęli z pola bitwy w popłochu. Zaćmienie poruszyło też do żywego wodzów obu ludów. Uznali je za zły omen i natychmiast zawarli pokój, kładąc kres toczącej się szósty rok wojnie. Aż strach pomyśleć, co by to było, gdyby tak doszło do zaćmienia 15 lipca 1410 r. nad polami grunwaldzkimi!
Wiedzę o zbliżającym się zaćmieniu można było jednak sprytnie wykorzystać. W 1503 r. podczas kolejnej wyprawy do Ameryki Krzysztof Kolumb wylądował na wybrzeżu Jamajki. Miejscowi Indianie nie chcieli jednak zaopatrywać Hiszpanów w żywność w zamian za świecidełka. Marynarzom zajrzał w oczy głód.
Miał Kolumb to szczęście, że zabrał w podróż kalendarz Johanna Müllera, w którym znajdowała się zapowiedź zaćmienia Słońca 29 lutego 1504 roku. Tego dnia żeglarz zwołał Indian i ogłosił, że Bóg okaże im swoje niezadowolenie. Gdy zapadła ciemność, Kolumb łaskawie spełnił błagania o przywrócenie Słońca i od tej pory nie było kłopotów z aprowizacją.
Być może historię tę znał Bolesław Prus i wykorzystał ją podczas pisania pamiętnej sceny z Faraona. Nie mogło się to jednak wydarzyć w starożytnym Egipcie, gdyż nie potrafiono jeszcze wtedy obliczać momentów zaćmień.
Alert dla policji i okulistów
Zaćmienia potrafią i dziś narobić sporo zamieszania. W związku z 11 sierpnia jednostki policji Kornwalii i sąsiedniego hrabstwa Devon dostały dodatkowo ponad pół miliona funtów szterlingów. Szacuje się, że z różnych stron Wielkiej Brytanii napłynąć może do Kornwalii, przez którą przechodzi pas całkowitości, cztery miliony ciekawskich, może nawet więcej. Władze przewidują, że nie da się uniknąć chaosu na drogach i kłopotów z obsługą masy turystów.
Szczególne obawy brytyjskiej policji budzi zapowiadany w internecie zlot wyznawców New Age, którzy mają się spotkać na rave parties, czyli swoistym święcie ekliptycznego szaleństwa.
W stan pogotowia postawiono też oddziały okulistyczne szpitali w Kornwalii – z myślą o tych, którzy zlekceważą przestrogi lekarzy i astronomów.
Specjalne ostrzeżenie wystosowano do posiadaczy łodzi, którzy zamierzają w tym czasie wypłynąć w morze, bowiem około półtorej godziny przed zaćmieniem pojawią się silne porywy wichru. Szkoda byłoby przyjemność obserwacji popsuć nieplanowaną kąpielą.
Komu przeszkodzą chmury
Zamiar podziwiania zaćmionego Słońca w Kornwalii może jednak okazać się mało trafiony. Ze statystyk meteorologicznych wynika, że szansa na czyste niebo nad tą częścią Anglii wynosi 45 proc. Tylko w Indiach i Pakistanie, gdzie spodziewane są monsunowe chmury, zanosi się na gorsze warunki.
Większe szanse mają Polacy wybierający się na Węgry i do Austrii, gdzie prawdopodobieństwo dobrej pogody 11 sierpnia przekracza 50 proc. (dla Wiednia np. 54 proc.). Główna wyprawa Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii kieruje się do Siofok nad Balatonem. Dr Henryk Brancewicz z PTMA ocenia, że w sumie w ramach wyjazdów organizowanych przez poszczególne ogniwa Towarzystwa na obserwacje wyjedzie około 300 osób.
Dobrym celem wycieczki jest Rumunia, gdzie zjawisko będzie miało swoją kulminację. Szanse bezchmurnej pogody dla Bukaresztu oceniane są na 62 proc. Pewność daje tylko Irak, dokąd wybiera się emerytowany wrocławski astronom Tadeusz Jarzębowski, który od lat poluje po świecie na wszelkie tego typu okazje. Dla Isfahanu prawdopodobieństwo bezchmurnego nieba sięga 95 procent.
Z pewnością warto podróżować, bo do Polski najbliższe całkowite zaćmienie Słońca przybędzie dopiero w XXII wieku – 7 października 2135 roku. Kto by miał tyle cierpliwości…
Tekst pochodzi z numeru 2824/1999 r., a mogą Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.