Dyskretny geniusz
i
Sławomir Mrożek, Diogenes Verlag AG – rysunek z archiwum
Opowieści

Dyskretny geniusz

Paulina Wilk
Czyta się 14 minut

Latem 1973 r. filozof Ervin László poczuł się zmęczony. Uznany za wybitnego myśliciela, skończył kolejny globalny projekt dla ONZ i choć wzywały go prestiżowe uniwersytety, wybrał zrujnowaną kaplicę porośniętą wysoką trawą. Intuicja – ta sama, która ratowała mu życie i prowadziła do odkryć – podpowiedziała, że to dobre miejsce na rok odpoczynku. Ten rok trwa już blisko pół wieku, a toskański dom stał się dla niego idealnym miejscem do pogłębiania subtelnej relacji z wszechświatem.

Początek był jasny i szczęśliwy. Ervin dostał to imię ze względu na jego oryginalność. Takiego nie miał nikt w rodzinie ojca chłopca – węgierskiego producenta butów. Rok był 1933, interes rozwijał się dobrze. Ervin dorastał w przestronnym mieszkaniu w Budapeszcie, z widokiem na park i wspaniałą architekturę miasta. Uwielbiał muzykę. Mama była jego pierwszą nauczycielką gry na pianinie. Słabo czytał nuty – i tak miało pozostać – ale kiedy grał, to jakby żył muzyką, jakby znajdował się w innym świecie. Przesiadywał przy gramofonie. Szczególnie kochał Appassionatę ­Beethovena w wykonaniu Wilhelma Backhausa. Odtwarzał ją w kółko, bo „przenosiła go do krainy nieznanych cudów”. Postrzeganie muzyki jako wehikułu transportującego w inny wymiar w kontekście biografii Ervina Lászla jest zresztą trafione, bo jedna trajektoria istnienia to za mało dla opisania jego życia i filozofii. Z zapałem doskonalił własne wykonanie Appassionaty, aż mama zaprowadziła go do profesora Székelyego, znacznej figury w budapesztańskiej Akademii Muzycznej im. Ferenca Liszta. Po wysłuchaniu utworu stateczny profesor wykrzyknął: „Po prostu geniusz!”, a niezdziwiona mama skinęła głową. Wrócili do domu, ale odtąd już nic nie było tak samo. Zaczęło się życie genialnego pianisty.

Wirtuoz na salonach

Na widok pierwszego plakatu oznajmiającego jego koncert z Budapesztańską Orkiestrą Symfoniczną w 1942 r. dziewięcioletni Ervin popędził przez ulicę do słupa ogłoszeniowego i wywrócił się, a że przyjęte było, iż chłopcy występują w krótkich spodenkach, na scenie zjawił się z zabandażowanym kolanem. Niczego to nie umniejszyło. Ani owacji na stojąco, ani słodyczy nagrody – pudełka cukierków o smaku tropikalnym.

Z Backhausem spotkał się w 1953 r. w Lugano. László miał wówczas 20 lat i był już rozchwytywanym wirtuo­zem. Stary mistrz zrobił przyjemność młodemu i zagrał Appassionatę tylko dla niego. Podobnie jak godzili się robić dla niego rzeczy niezwykłe inni ważni,

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Między kontrolą a halucynacją
i
Anil Seth; zdjęcie: archiwum Anila Setha
Wiedza i niewiedza

Między kontrolą a halucynacją

Rozmowa z profesorem neuronauki kognitywnej Anilem Sethem
Maria Hawranek

O tym, jak twój mózg – mocno zakorzeniony w ciele – generuje świat, w którym żyjesz, i konstruuje twoje „ja”, opowiada Marii Hawranek profesor neuronauki kognitywnej i komputerowej Anil Seth.

Maria Hawranek: W książce 30 sekund o mózgu piszesz, że mózg ma kształt kalafiora, fakturę tofu i jest w nim tyle połączeń, że ich policzenie zajęłoby nam około 3 mln lat. To jest nie do wyobrażenia. Na następnych stronach dowiadujemy się, jak percepcja nas oszukuje – piszesz o ślepocie pozauwagowej, bólach fantomowych czy synestezji. I że kolor właściwie nie istnieje. To co istnieje?

Czytaj dalej