Maszynopis znaleziony w teczce Maszynopis znaleziony w teczce
i
rys. Marek Raczkowski
Opowieści

Maszynopis znaleziony w teczce

Stanisław Bereś
Czyta się 4 minuty

Uwaga! Komentarz do tekstu Lema zawiera spoilery.
Sugerujemy czytać po lekturze: Stanisław Lem – Polowanie lub odsłuchaniu opowiadania: Stanisław Lem – Polowanie (wersja audio).

Każdy nieznany, a nadający się do druku utwór Stanisława Lema, wydobyty z jego przepastnego archiwum, które od 16 lat przeczesują jego syn Tomasz oraz osobisty sekretarz pisarza Wojciech Zemek, to prawdziwy rarytas literacki, ponieważ autor Cyberiady wszystkie swoje teksty, z których był niezadowolony, bezpardonowo palił w ognisku przy swoim domu na podkrakowskich Klinach. Palił ich dużo, bo pisał z ogromną łatwością. Jakim więc cudem Polowanie nie podzieliło

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Polowanie Polowanie
i
ilustracja: Marek Raczkowski
Doznania

Polowanie

Mamy nieznane opowiadanie Lema!
Stanisław Lem

Archiwum zmarłego pisarza, teczka, która miała zawierać zupełnie inny tekst. A w środku ta opowieść o desperackiej ucieczce i bezwzględnym pościgu.

Przebiegł już chyba milę, a nawet się nie rozgrzał. Sosny rosły rzadziej. Wysokopienne, szły pionowo w górę, pod ostrym kątem do stoku nachylonego w półmrok, skąd dobiegał to cichszy, to głośniejszy szum strumienia. A może rzeki. Nie znał tej okolicy. Nie wiedział, dokąd bieg­nie. Biegł. Już od jakiegoś czasu nie dostrzegał na polankach ani czarniawych śladów ognisk, ani wdeptanych w trawę strzępów kolorowych opakowań, wiele razy zmoczonych przez deszcz i wysuszonych potem na słońcu. Nikt tu widocznie nie docierał, bo i drogi żadnej nie było, i widoki otwierały się z otwartych miejsc nieciekawe. Wszędzie stał las, poplamiony zielenią buków, dalej ku szczytom coraz ciemniejszy i jedyne, co na nim bielało, to były wnętrza złamanych drzew. Przewracał je wiatr albo same padały od starości. Gdy zagradzały mu drogę, mierzył bystro oczami, czy opłaci się wysiłek skoku, czy może lepiej przedrzeć się dołem, między zasychającymi miotlasto gałęziami.

Czytaj dalej