Mój anioł stróż Wallander
i
Zdjęcie: Michael Skok/Unsplash
Przemyślenia

Mój anioł stróż Wallander

Anna Rembowska
Czyta się 6 minut

Kiedy czuję się bardzo zmęczona albo zdołowana, przytłoczona zmartwieniami, potrzebuję opieki i właściwego towarzystwa. Trochę fikcji, którą zaproszę do mojego mieszkania i która stanie się dla mnie, na krótki czas, światem prawdziwszym i bliższym niż moje własne życie. Zanim zrezygnowałam z telewizji, oglądałam w takich chwilach kanały kulinarne. Widok dużych ilości masła, siekanie i mieszanie czasem pomagały rozproszyć natrętne myśli i zasnąć.

Prawdziwego poczucia bycia zaopiekowaną zaznałam jednak dopiero wtedy, kiedy świadomie zaczęłam wybierać sobie towarzyszy niedoli. Długi czas była to Clarice Starling, bohaterka Milczenia owiecHannibala Thomasa Harrisa. Jednak zarówno Jodie Foster, jak i Julianne Moore wcielające się w Starling w ekranizacjach Demme’a i Scotta wciąż nie były optymalnym wyborem i oczywiście nie dlatego, że fizycznie nie łączy mnie z tymi aktorkami właściwie nic. Obie były totalnie pochłonięte pracą – ta cecha czyniła je idealnymi bohaterkami tych historii, ale też odczłowieczała i upraszczała je nieco. Były zbyt niezłomne w swojej pasji, żebym mogła się w nich przejrzeć – całe ich życie podporządkowane było imperatywowi i ambicji ścigania zła. Między

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Aktualizacja sensu, czyli przeciw niewoli powtarzalności
i
"Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?", 1897 r., Paul Gauguin; źródło: Museum of Fine Arts Boston (domena publiczna)
Pogoda ducha

Aktualizacja sensu, czyli przeciw niewoli powtarzalności

Anna Rembowska

Przywykłam, jak wielu ludzi, których znam, do bycia w stanie ciągłego alertu, jeśli chodzi o sens mojego pobytu na Ziemi. Oczywiście w życiu każdego zdarzają się kamienie milowe.

Takimi są choćby przezwyciężane kryzysy rozwojowe, opisane przez psychologa Erika Eriksona, które są warunkiem dojrzewania psychospołecznego. Bywają nimi także po prostu wydarzenia, które są efektem naszej świadomej pracy oraz dążeń, ale też zrządzeń losu – to za ich sprawą wyraźnie i bez wątpliwości czujemy znaczenie tego, że jesteśmy. Jednak takich wydarzeń w życiu przeciętnego człowieka jest kilka, może kilkanaście, a jeśli ktoś ma na tym polu ogromne szczęście – może będzie ich kilkadziesiąt. Co z resztą czasu? W przypadku siedemdziesięciu lat życia to ponad dwadzieścia pięć tysięcy wieczorów i poranków. Co ma nam wyznaczać celowość dni, kiedy nie spotyka nas nic, co nas formuje na nowo?

Czytaj dalej