Niepoprawna anarchistka – rozmowa z Kristen Stewart Niepoprawna anarchistka – rozmowa z Kristen Stewart
i
Kristen Stewart w filmie "Seberg"; źródło: 76. MFF w Wenecji
Przemyślenia

Niepoprawna anarchistka – rozmowa z Kristen Stewart

Mateusz Demski
Czyta się 9 minut

30 sierpnia minęło 40 lat od śmierci Jean Seberg, amerykańskiej aktorki, ikony francuskiej Nowej Fali, która zapisała się w świadomości widzów jako Patricia Franchini z Do utraty tchu Jeana-Luca Godarda. Tego dnia podczas 76. Międzynarodowego Festiwalu w Wenecji odbyła się premiera filmu Seberg Benedicta Andrewsa. W rozmowie z Mateuszem Demskim Kristen Stewart, odtwórczyni tytułowej roli, opowiada o historii Jean Seberg, o jej zaangażowaniu w walkę z nierównościami w Stanach Zjednoczonych, głodzie wolności i tragicznej śmierci, a także o swojej karierze oraz zerwaniu z etykietą „dziewczyny z Sagi Zmierzch”.

Mateusz Demski: Francuska Nowa Fala, krótkie blond włosy i jakoś niewiele innych skojarzeń przychodzi mi do głowy. Odnoszę wrażenie, że Jean Seberg nie doczekała się należycie zaszczytnego miejsca w historii kina.

Kristen Stewart: Tak właśnie się stało. Zanim przeczytałam scenariusz do filmu Benedicta, miałam co najwyżej szczątkową wiedzę na jej temat. Wiedziałam mniej więcej tyle, co wszyscy – że była dziewczyną w T-shircie, która w Do utraty tchu sprzedawała na Champs Élysées „The New York Herald Tribune”, że zmarła tragicznie. Wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale zastanów się: czy kiedykolwiek miałeś okazję przeczytać coś innego na jej temat? Miałeś w ręku jej biografię, wiedziałeś, że w latach 60. opowiedziała się po stronie Partii Czarnych Panter i walczyła z nierównościami rasowymi w Stanach Zjednoczonych? Informacje o Jean Seberg zwykle zamykają się w jednym zdaniu. Nie mamy pojęcia o skali tego zawiłego życiorysu.

W tym kontekście film Seberg wydaje się obrazem unikatowym. Zaczynacie od tego, że tak naprawdę wciąż niewiele o niej wiadomo. W jednej z pierwszych scen staje ona w obronie Hakima Jamala – aktywisty Czarnych Panter, z którym później miała romans. Zajmuje jasne polityczne stanowisko.

Myślę, że Jean była niepoprawną anarchistką. Mówi się, że od dziecka męczył ją głód wolności. Ludzie, którzy dorastali z nią w Nebrasce, wspominają, że konsekwentnie stawała w obronie słabszych. Że nie pozwalała dmuchać sobie w kaszę; że była pyskatą, żywiołową, niepokorną dziewczyną. Nic dziwnego, że pielęgnowała ten stan i postawiła na aktywizm. We wspomnianej scenie na lotnisku widać, że kiedy tylko nadarzyła się okazja, to zajmowała ona jasno określone, uzasadnione stanowisko. Zawsze powtarzała: „Ludzie, przecież urodziliśmy się w Ameryce, kraju bez barier, gdzie podobno każdy może sięgać po swoje i osiągnąć coś wspaniałego”. Niektórzy widzieli w tym naiwność, ale dla mnie jest to oznaka wielkiej odwagi cywilnej oraz odpowiedzialności za innych.

Mija 40 lat od śmierci Jean Seberg, ale mam wrażenie, że jej postać nigdy nie wydawała się bardziej aktualna. Zastanawia mnie, czy ty czujesz na sobie podobną odpowiedzialność jako artystka?

Ja nigdy nie kryję, po której stronie się opowiadam. Mam wrażenie, że każdy mój oddech nacechowany jest ideologicznie. Żyję w podobnych realiach, co Jean i też rzygać mi się chce, kiedy banda hipokrytów z konstytucją w dłoniach próbuje dzielić nas na obywateli lepszego i gorszego sortu. Szczerze – w dupie mam taką władzę i zamierzam o tym głośno mówić.

Mocno powiedziane.

Myślę, że to, co konstytuuje nas jako artystów, ale przede wszystkim jako ludzi, to wolność wypowiedzi i prawo do wymiany myśli z innymi ludźmi. To jasne, że znam wiele osób w branży, które zagłuszają swoje lęki eskapizmem w obawie przed utratą kariery. Ale są też tacy, którzy czują się – tak po ludzku – odpowiedzialni za problemy świata i wiedzą, że czasem muszą zejść z ekranu do ludzi. Taka była Jean. Nie potrzebowała ani mównicy, ani megafonu. Nie musiała rzucać wzniosłych haseł, nie miała parcia, by zostać maskotką ruchu oporu. Wystarczyło, że była po prostu sobą – szczerą dziewczyną, która po wyjściu ze studia mówiła to, co uważała za słuszne. Chyba dlatego odnalazłam w niej bratnią duszę. Bo zaangażowanie to nie tyle kwestia ciążącej na artystach odpowiedzialności, ile instynktowny, samodzielny wybór każdego z nas.

Kristen Stewart w filmie "Seberg"; źródło: 76. MFF w Wenecji
Kristen Stewart w filmie „Seberg”; źródło: 76. MFF w Wenecji

Inna kwestia, że Dorothy Jamal, żona Hakima, grana w filmie przez Zazie Beetz, stwierdza, że rewolucja potrzebuje gwiazd filmowych. Pada potem zdanie, że Seberg była „turystką czarnego aktywizmu”.

To skomplikowane. Jeana była białą zamożną kobietą, która – na dobrą sprawę – nie mogła wejść w ich skórę i wypowiadać się w ich imieniu na każdym poziomie. Nie wiedziała, co to naprawdę znaczy być czarnym, który staje do nierównej walki o emancypację. Jej identyfikacja z Czarnymi Panterami miała charakter instynktowny. Nie znaczy to jednak, że nie mogła wstawić się za osobami, które pragnęła uczynić silniejszymi, z którymi czuła mocną więź, a których los odzwierciedlał tę część rzeczywistości, na którą inni przymykali oczy. Pewne kwestie pozostają uniwersalne dla wszystkich: równość, braterstwo, wolność, szacunek. Tak samo, jak nawoływanie do pokoju i zaprzestania przemocy.

Seberg zapłaciła za ten akt solidarności wysoką cenę. Zakładam, że niewiele osób wie, że w latach 70. była obiektem tajnych operacji FBI. Była podsłuchiwana, śledzona, oczerniana, co doprowadziło ją na skraj załamania nerwowego.

Mówi się, że służby we współpracy z prasą rozpuściły fałszywą plotkę, że ojcem jej nienarodzonego jeszcze dziecka jest Hakim, a nie jej ówczesny mąż – Romain Gary. W efekcie przedwcześnie urodziła, a jej córeczka zmarła dwa dni po porodzie. To wstrząsające. Ona odchodziła od zmysłów, nałogowo piła, a w dodatku zmagała się z tak skrajnie destrukcyjnym stanem. Było to właśnie pokłosiem syfu, który się na nią wylał, a na który nie zasługiwała. Ta kobieta została poniżona na oczach całego świata. Kiedy nie mogła sobie poradzić ze śmiercią córki, ludzie próbowali z niej zrobić wariatkę. Nie zasługiwała na tak okrutny los.

Tragedia Seberg polegała na tym, że została pozbawiona podstawowego prawa do prywatności. Nie wydaje ci się, że w tym sensie niewiele się zmieniło?

No tak, ale pomyśl, że przecież istnieje kolosalna różnica. Informacje na temat prywatnego życia Jean były nielegalnie przechwytywane, następnie fałszowane i wykorzystywane przeciwko niej w podły sposób. To była zwykła przemoc, której się brzydzę – została spalona na stosie jak Joanna d’Arc, którą zagrała w filmie Otto Premingera. A wracając do twojego pytania: dziś to zawłaszczenie jest powszechne, ale odbywa się na innym poziomie. Wielu z nas bez skrępowania wyraża swoje opinie czy humory. Samodzielnie wystawiamy na pokaz to, co intymne i prywatne w mediach społecznościowych.

Właśnie w tym tkwi problem – prywatność przestała istnieć. Dzisiaj cały świat wie, jak żyje dana gwiazda. A ty uparcie powtarzasz, że dla ciebie Internet nie jest całym światem i raczej unikasz nowoczesnych technologii. Nie zauważyłem, żebyś prowadziła fanpage na Facebooku.

Może zabrzmi to totalnie pretensjonalnie z ust dziewczyny, która przez lata była jedną z twarzy młodzieżowego blockbustera, ale nigdy nie miałam parcia na szkło. Nie korzystam z mediów społecznościowych, trzymam się od nich z daleka. Gwarantuję ci, że nie zrobiłam setki selfie w Wenecji, a potem nie pochwaliłam się nimi na Instagramie. Wydaje mi się, że to po prostu zdrowy odruch. Bo mimo tego całego szumu, który przetoczył się przez moje życie, zachowałam resztki normalności i prywatności. Cały czas zdarzają mi się sytuacje, w których jakieś świry z aparatami biegają za mną po ulicy, bo chcą zarobić na moich zdjęciach. Dzień jak co dzień – jako osoba publiczna nie potrafię tak po prostu się ukryć, siedzieć zamknięta w domu. Ale kiedy wchodzę na wywiad z tobą, nie muszę się zastanawiać, w jakim świetle stawiają mnie zdjęcia, posty czy tagi, które wrzucam do sieci. Nie wyrażam swoich emocji w wirtualnych ramach. Robię to tu i teraz, bo wierzę, że pozytywny odbiór łączy się ze spontanicznym działaniem oraz reakcją. Siedzę z tobą twarzą w twarz, rozmawiamy i właśnie w ten sposób definiuję samą siebie.

Wspominałaś, że w Jean Seberg znalazłaś bratnią duszę. Skoro tak, to czego się od niej nauczyłaś?

Najpiękniejsza i najbardziej unikatowa pozostanie dla mnie jej szczerość. To, że do samego końca pozostała prawdziwa oraz autentyczna. Jean była chodzącą sprzecznością – jak kilka osób uwięzionych w jednym ciele. Z jednej strony – ikona. Myślisz Jean Seberg i widzisz te krótkie blond włosy, które do dziś pozostają symbolem nowoczesnej kobiety. Z drugiej – była przyziemną dziewczyną z małego miasta, która nie wywodziła się z inteligenckiej rodziny, ale nigdy nie wypierała się swojego pochodzenia. Najbardziej cool wydaje mi się jednak fakt, że bez względu na to, która z tych osób się w niej odzywała, to zawsze prowadził ją moralny kompas, który ani na chwilę nie pozwalał jej zboczyć z właściwej drogi – nawet w sytuacji kompletnego zaszczucia. Mam nadzieję, że Seberg nie okaże się dla widzów jedynie kolejnym posępnym dramatem o tragedii bezbronnej kobiety, która została zapędzona w ślepy kąt; którą gnębią kompleksy i poczucie winy z powodu podjętych decyzji. Chodzi tu przede wszystkim o to, że życie Jean powinno uczyć nas, co znaczy być niezależnym i otwartym na innych człowiekiem.

Powiedz szczerze, a czy ty żałujesz czegoś w swojej karierze?

Kiedy byłam trochę młodsza i trafiłam na plan Zmierzchu, to faktycznie czułam się zastraszona popularnością oraz narażona na ciosy padające z każdej strony. Dlatego też bardzo długo i wysoko trzymałam gardę. Teraz jestem w zupełnie innym położeniu. Jak już powiedziałam – nadal nie mam zamiaru ani się mądrzyć, ani prawić morałów na Facebooku czy Twitterze, ale przynajmniej zyskałam pewność siebie i swoich wyborów. To daje mi ogromny komfort pracy, mogę robić swoje bez rumieńca wstydu. Dziś oglądasz mnie w Seberg, jeszcze w tym roku w nowych Aniołkach Charliego, później może znowu wrócę do Francji, gdzie zagram w skromniejszym filmie w stylu Sils Marii. Czuję, że wreszcie mam wolność wyboru, sama decyduję o swojej karierze i wiem, co jest dla mnie w tej chwili najlepsze. Jeśli coś ci się w tym nie podoba, to możemy jeszcze o tym pogadać. Bo teraz już wiem, że ta zdolność do wejścia w interakcję z widzami jest po prostu bezcenna.

Kristen Stewart na konferencji prasowej podczas festiwalu w Wenecji; źródło: 76. MFF w Wenecji
Kristen Stewart na konferencji prasowej podczas festiwalu w Wenecji; źródło: 76. MFF w Wenecji

Kristen Stewart:

Amerykańska aktorka, karierę rozpoczęła jeszcze jako dziecko, występując m.in. w filmach Azyl Davida Finchera (2002) czy Cold Creek Manor Mike’a Figgisa (2003). Wraz z rolą Belli Swan w Sadze Zmierzch stała się zarówno bożyszczem tłumów, jak i ofiarą zajadłej krytyki. W kolejnych latach mogliśmy oglądać ją m.in. w filmach Sils Maria (2014), za który otrzymała nagrodę Cezara dla najlepszej aktorki drugoplanowej, czy Personal Shopper (2016) i Śmietanka towarzyska (2016).

2 października Kristen Stewart odbierze prestiżową nagrodę „Golden Eye” na 15. MFF w Zurychu. W ramach festiwalu zostanie pokazany film Seberg.

 

Czytaj również:

Wróciły surowe czasy Wróciły surowe czasy
i
„Ray & Liz”; zdjęcie: materiały promocyjne 19. MFF Nowe Horyzonty
Przemyślenia

Wróciły surowe czasy

Jan Pelczar

Odkąd miałem osiem lat, miałem w domu magnetofon z funkcją nagrywania. Na kasetach rejestrowałem rodzinę oraz znajomych. Pisząc scenariusz, wiedziałem, że muszę wybrać najbardziej dramatyczne wydarzenia, wyciągnąć ze wspomnień esencję. Chciałbym, aby ludzie obdarzali większą uwagą codzienne życie, zatrzymywali się na dłużej nad codziennością. To pociąga mnie bardziej od kolejnych adaptacji i przywłaszczania tematów. Obserwacja codzienności oraz tworzenie kontekstu – to moja działka – mówi brytyjski fotograf Richard Billingham, który udanie zadebiutował filmem „Ray & Liz”, zdobywając nagrody na festiwalach od Locarno po Montreal, nominację do BAFTY i British Independent Film Award. 

Kiedy fotograf debiutuje w kinie, zwracamy szczególną uwagę na kadry w jego filmie. W Ray & Liz, filmie, w którym wrócił pan do własnego dzieciństwa, nieprzypadkowy jest już sam format.

Czytaj dalej