Jesień polskich Tatarów Jesień polskich Tatarów
i
Stary nagrobek na cmentarzu tatarskim w Kruszynianach, zdjęcie: Leszek Leszczyński, Flickr (CC BY 2.0)
Wiedza i niewiedza

Jesień polskich Tatarów

Z Archiwum „Przekroju”
Stefan Maciejewski
Czyta się 12 minut

Taką pieśń… dziwnej do smutku podniety
Śpiewają czarny modrzew z czarnym cisem,
Tuląc skrzydłami wygnańce-meczety
I groby z dawnym Koranu napisem;
Kamienie z ziemi tak podniosły grzbiety,
Jakby stawały na sąd przed Elbisem:
Wszystkie na słońce obrócone wschodnie,
O wschodzie błyszczą z trawy – jak pochodnie…

(J. Słowacki, „Beniowski”, z Pieśni X)

W cieniu wiekowych drzew, otoczony kamiennym murem, od trzystu już lat trwa na straży islamu – w przybranej ojczyźnie jego wyznawców – kruszyniański meczet. Sekunduje mu tuż na wzniesieniu rzucony, też murem otoczony, zadrzewiony, krzewem obrosły – mizar, mahometański cmentarz. Tu, pod obłymi kamieniami-obeliskami z wykutym półksiężycem, spoczywają ci, którzy niegdyś nosili imiona Fatmy, Lejli, Aminy, Mustafy, Aladyna, Emira, Dżemila…

Można odczytać i nazwiska o barwie wschodu – Szahidewicz, Selimowicz, Assanowicz, Mamaj, Ulan, Safarewicz, Milkamanowicz, Charbijewicz, bądź też całkiem z polska brzmiące – Jakubowski, Korycki, Szumski, Popławski, Chalecki, Półtorzyński, Korsak, Jabłoński, czy Wilczyński..

Trwają wrosłe w polską ziemię meczety w Kruszynianach i Bohonikach – ale z ich minaretów od lat nie biegnie już po łagodnych wzniesieniach okolicznych pól wśród zagajników i łąk, orientalny zaśpiew muezzina, wzywającego wiernych synów Allacha do dopełnienia ezanu.

Na bramie mizaru, na szczycie wieżyczki, minaretu, rzuca w słońcu cień półksiężyc – symbol islamskiego przemijania czasu; także tego obecnego, który powoli lecz nieubłaganie przesuwa resztki Orientu rzuconego przez historię na obrzeża Rzeczypospolitej, w bezpowrotną przeszłość. Nadchodzi jesień polskich Tatarów…

Trochę historii

Bywało, że książęta litewscy na czas wypraw sprzymierzali się z Tatarami. Część z nich osiadała później na Litwie, rozpływając się w tubylczej masie.

Większą ich liczbę ściągnął książę Witold. Byli to także jeńcy wojenni. Książę osadzał ich w okolicach Wilna i nad brzegami Niemna. Zwłaszcza miało to miejsce po zwycięskiej bitwie grunwaldzkiej, w której kilka tysięcy ordyńców pod wodzą Dżellal ed-Dina, walczyło po stronie polsko-litewskiej.

Osiadłych na Litwie Tatarów żenił książę Witold, a później Świdrygiełło, z Litwinkami. Wnet i Polki za Tatarów wychodziły. I trwał ten zwyczaj, aż do unii Polski z Litwą, na której to kilkudziesięciotysięczna rzesza Tatarów otrzymała liczne przywileje, m. in. prawo stawiania meczetów, szkół, uprawiania obrzędów i praktyk religijnych. Wówczas to zrównano w prawach i przywilejach szlachtę tatarską z polską i litewską.

Później królowie polscy i w. książęta Litwy, doceniając wierność i waleczność Tatarów, obdarzali ich dużymi majątkami z tzw. królewszczyzn oraz nadawali ich rodom indygenaty, czyli szlachectwo. Stąd ich nazwiska często polskie, bądź z polskimi zakończeniami na -ski i -icz.

W ciągu dziejów byli Tatarzy wielekroć poddawani próbie lojalności wobec przybranej ojczyzny – wychodząc zawsze z niej zwycięsko. Dali temu świadectwo także wtedy, kiedy to hordy tatarskie napadły na Litwę, niszcząc ją ogniem i żelazem i starając się przyciągnąć na swoją stronę osiadłych tu współwyznawców. Wówczas Ci wystąpili zbrojnie przeciw najeźdźcom, dokumentując swoje stanowisko pismem: Ani Bóg, ani Prorok nie każe wam rabować, a nam być niewdzięcznymi; pokonując was zabijamy łupieżców, a nie braci naszych!

Z upływem czasu Tatarzy, zwani też muślimami lub muzułmanami – otrzymując od królów nowe majątki, rozprzestrzeniali się na zachód i południe Polski. Ich osady sięgały ziem położonych za Bugiem. Tak znaleźli się w obrębie dzisiejszego województwa białostockiego, pod Sokółką i Krynkami, osiedlając się za czasów Sobieskiego w kilkunastu wsiach.

Dwie z nich, posiadając meczety, stanowią do dziś polską Mekkę i Medynę dla naszych Tatarów, a mianowicie wspomniane Kruszyniany i Bohoniki. Są to ostatnie stare leża tatarskie w obrębie obecnej Polski, mimo że większe znacznie skupiska tatarskie – powstałe w ostatnim 30-leciu – znajdują się w Białymstoku, Gdańsku, Gorzowie Wielkopolskim, Wrocławiu, Szczecinie.

W miastach tych osiedlili się przede wszystkim muzułmanie-repatrianci z dawnych ziem wschodnich Polski. Oblicza się, że liczba Tatarów w Polsce wynosi ok. 2,5 tys. osób.

Bohaterstwo i waleczność w czas wojny, pracowitość i rozwagą w czas pokoju, rozsławiły tę orientalną grupę etniczną. Wielu Tatarów wpisało się po wsze czasy na karty polskiej historii, że wspomnieć chociażby adiutanta Kościuszki – mjr. Sulejmana Biegańskiego, czy bohaterów powstań narodowych: pułkownika Jakuba Azulewicza, Mustafę Achmatowicza, czy kapitana Joachima Murzy Koryckiego, którzy wiedli do boju szwadrony uformowane z polskich Tatarów. Szwadrony, które jeszcze w kampanii wrześniowej 1939 odegrały swą bohaterską rolę.

Żyje do dziś w Gdańsku Aleksander Jeljaszewicz, dowódca tatarskiego szwadronu 13 Pułku Ułanów Wileńskich, walczącego nad Pilicą i Wisłą.

A czy można zapomnieć nazwisko płk. Leona Hozmana-Mirza-Sulkiewicza, dowódcy artylerii 20 dywizji piechoty w 1939, która w pierwszych dniach września stawiała zacięty opór 1 korpusowi Wehrmachtu pod Mławą, a po 14 września broniła, aż do kapitulacji, północnych krańców naszej stolicy? Jemu podobnych Tatarów zna historia wielu…

Pod kruszyniańskim minaretem

Stareńki jest imam kruszyniańskiej gminy (jednej z sześciu w Polsce) – Aleksander Bajraszewski; liczy 86 lat. Jeszcze nie tak dawno ten szacowny mułła pokazywał mi święte kitaby i chamaiły, ciekawie opowiadał o tatarskich obrzędach i obyczajach. Dziś mu już nie z ludźmi, a najwyżej z Allachem rozmawiać. Więc nawet nie odwiedzam sędziwego imama, który nigdy już nie stanie – jak to czynił przez wiele, wiele lat – na stopniach minbaru, aby utwierdzać wśród wyznawców, że La illa Allah we Muhammed Resul Allach – nie ma Boga nad Allacha, a Mahomet prorokiem jego!

Nie ma Bajraszewski następcy! Bo który z młodych Tatarów zechce zgłębiać tajemnice islamu, aby później służyć garstce staruszków, zamieszkujących tę ongi tatarską wieś?

Z panią Ewą Popławską, Tatarką z Kruszynian, doliczyliśmy się, że obecnie w tej wsi mieszka 19 osób pochodzenia tatarskiego, z czego tylko pięć osób nie przekroczyło pięćdziesiątki, sześcioro natomiast liczy sobie od 70 do 80 lat, co zresztą świadczy o długowieczności tej grupy etnicznej.

Tatarskie dzieci z rodzin kruszyniańskich – a podobnie ma się rzecz w Bohonikach, gdzie żyje ok. 40 wyznawców Mahometa – prawem migracji młodych, pokończywszy szkoły, pozostały w miastach. I nie zawsze, nawet na święta – bajramy, przyjeżdżają do swych rodziców. Zamierają tatarskie tradycje, rozluźniają się więzi religijne.

Inaczej dawnymi laty bywało! Toć jeszcze w pierwszych powojennych latach na bajramy: ramazan, kurban i azure, przybywało przed kruszyniański meczet i po dwieście osób. Dziś pięćdziesięciu się nie doliczy. I religijność była większa.

A dziś? Kto przestrzega sałatu — pięciokrotnej modlitwy w ciągu dnia? Kto dopełnia postu suum w miesiącu ramadanie? Zanikł zekat — forma podatku na rzecz gminy. Nikt też nie słyszał, aby po wojnie jakiś polski muzułmanin odbył Koranem nakazaną pielgrzymkę, hadżdż, do świętych miejsc islamu — Mekki i Medyny. Ilu, w Kruszynianach nawet piątkowej dżummy nie ma kto odprawić.

Chyba, że pan Aleksander Popławski, który jako tako zna liturgię islamu, zaś dobrze obrzędy chrztu, zaślubin i pogrzebu. Snuje opowieść pan Aleksander o tym, co już powoli przemija — niemniej jest jeszcze wśród polskich Tatarów praktykowane.

Od azanu do umar-namaz

Rytuał nadawania imienia zwie się azanem. Do tej uroczystości dziecko przywdziewa się na biało i kładzie tak, aby głowa jego była skierowana na południe, ku Mekce. Imam siedmiokroć powtarza formułę wiary, trzymając dziecko za wskazujący palec, a następnie prawą ręka chwyta prawe ucho dziecka i wypowiada modlitwę azan. Chwyta po chwili za ucho lewe i wypowiada kammet, po czym trzykrotnie nazywa dziecko po imieniu, powtarzając przy tym formułę: Pamiętaj imię swoje do dnia sądnego!

Chamaiły wspominają, że ongi był zwyczaj porywania narzeczonych. Dziś Tatarzy wybierają sobie partnerki najczęściej w czas świąt, kiedy to licznie zbierają się w miejscach swojego kultu. Starzy czynią wiele wysiłków, aby nie dopuszczać do małżeństw mieszanych. Mimo to bywają…

Ślubu udziela imam, ale może i każdy mahometanin obznajmiony z obrzędem.

Panna młoda ubrana jest na biało, mężczyzna na czarno. Stawia się ich na wojłoku lub skórze. Przy nich stają wokół — świadkowie. Imam wygłasza wersety zaślubin, młodzi trzymają się za ręce, przyrzekając wiano. Następuje przysięga, wpisanie do księgi metrykalnej, zaharemianie (zakrywanie twarzy) oblubienicy i wymiana obrączek.

Po ślubie na ogół pytają pana młodego, ile da żonie odkupu na wypadek rozwodu. Padają wysokie sumy, nikt jednak nie korzysta ze stosunkowo łatwego w islamie rozwodu. Jest on jednak niemożliwy, jeśli ślub miał miejsce w meczecie.

Czas przemija, a my wraz z nim — przypomina półksiężyc. Pogrzeb. Ciało zmarłego obmywa się w dżenazie, w tępczanie, lub specjalnej ławie, gdzie się je obmywa, a następnie okrywa białym płótnem, zwanym sewen. W ręce i pod głowę nieboszczyka wkłada się kartki papieru z tekstami modlitewnymi, nazywanymi zufurhami, dausiami, bądź duaesami. Bywa, że wkłada się różaniec — tespih. Następuje wyniesienie ciała i nakrywa się je czarnym suknem.

Przez całą noc trwają modły, a dnia następnego, po południu, zwłoki zostają wyprowadzone na mizar. Tam się je składa do grobu na gołą ziemię, po czym obkłada deskami, od strony północnej nakrywając skośnym jakby daszkiem.

Teraz imam rzuca trzy garście ziemi, za nim czynią to inni. Gdy mogiła gotowa, ludzie odstępują na 40 kroków, a imam polewa grób wodą z butelki. Następnie mogiłę obkłada się 1 lub 3 rzędami kamieni, składa kwiaty, wieńce, spożywa sadakę, a wreszcie żegna zmarłego dotknięciem grobu prawą ręką.

Żałoba trwa 40 dni. Opłaceni ludzie chodzą na grób odmawiać modlitwę zwaną umar-namaz.

Dawniej na mogiłach ustawiano lekko ociosane kamienie, dziś stawia się nagrobki, jak na katolickich grobach, tyle, że obok polskiego napisu wykuwa się z boku półksiężyc i arabskim alfabetem werset z Koranu.

Azsura i chamaiły

Legenda powiada, że Fatma, córka Mahometa, dowiedziawszy się o śmierci swych synów, w rozpaczy zmieszała wszystkie potrawy przygotowane na ich powrót. I tak powstała azsura — rodzaj kompotu z wielu rodzajów owoców i ryżu, osobno gotowanych, a następnie mieszanych. Azsura, to także nazwa świąt związanych właśnie z ową potrawą.

Inne z trzech dużych świąt (bajramów), zwane Kurbanem, związane jest ze składaniem ofiary z barana lub byka. Po nabożeństwie, przed meczetem, w obecności odprawiającego modły imama, zabija się ofiarne zwierzę, dzieląc następnie w 1/4 dla duchownego, a resztę pomiędzy obecnych muzułmanów.

Ciekawe, że podobną ofiarę czyniono na wypadek długotrwałej suszy. Pan Aleksander Popławski wspomina, że po raz ostatni zabito byka podczas suszy w 1938.

A święto ramazanu? Związane jest z 30-dniowym postem w miesiącu ramadanie, dziś zresztą nie przestrzeganym. Dawniej postną wstrzemięźliwość (od jedzenia, picia i stosunków płciowych) wypełniano czynieniem dobrych uczynków, modlitwami oraz czytaniem ksiąg religijnych — kitābów i chamaiłów.

Nielicznie do dziś zachowane kitaby są rękopisami, w których obok tekstów arabskich, znajduje się polskie, białoruskie, nawet tureckie, a wszystkie pisane, co najciekawsze, alfabetem arabskim. Znajomość tego pisma zachowali nasi Tatarzy do dziś, zagubiwszy natomiast już dawno i całkowicie znajomość arabskiego języka. Najstarszy z rękopisów, odnaleziony w roku 1961 właśnie w Kruszynianach, pochodzi z 1631.

Kitaby zawierały przypowieści z życia Mahometa, opisy obrzędów, legendy i moralitety. Na tych to księgach całe pokolenia polskich muzułmanów uczyły się poszanowania tradycji i zasad moralnych.

Częściej spotykane niż kitaby, są chamaiły, jakby brewiarze. Ale czegoż w nich nie ma! Modlitwy, wierzenia w czary, magiczne zaklęcia, przesądy, przepisy lekarskie, moralizatorskie przypowieści, wyjaśnienia snów i astrologia.

I tu budzi się refleksja. Bo pomyślcie, wszystkie te bezcennej wartości zabytki kultury polskich wyznawców islamu — która jest częścią i naszej kultury — skazujemy od lat na zatracenie, na rozproszenie się wraz z resztkami szybko asymilujących się z żywiołem polskim — Tatarów. Budzi to uzasadnioną zadumę i sprzeciw. Toteż z podziwem śledzę wysiłki Macieja Konopackiego, który z uporem stara się utworzyć Muzeum Polskich Tatarów.

Mając to nade wszystko na względzie zrezygnował nawet z dziennikarskiego chleba, z mieszkania w Gdańsku, przenosząc się do Sokółki i stąd czyniąc wysiłki dla ratowania tego, co jeszcze jest do uratowania.

Wielu ludzi dobrej woli pomaga Konopackiemu, wielu mecenasów go wspiera. Bądźmy więc dobrej myśli. Wierzę, że dzięki Maciejowi Konopackiemu, niezastąpionemu znawcy polskiej tatarszczyzny, zwykły turysta i uczony orientalista, jak chociażby prof. M. Hamidullah z Paryża, badający księgi polskich muzułmanów — będzie niebawem mógł odkrywać uroki dalekiego Orientu, rzuconego na krańce dawnej i obecnej Rzeczypospolitej.

Przystaję pod kruszyniańskimi lipami, pod którymi, jak gminna wieść niesie, odpoczywał Jan III Sobieski. Zmierzając do Grodna zboczył on nieco, aby odwiedzić rotmistrza tatarskiej chorągwi — Samuela Krzeczowskiego, który mu w bitwie pod Parkanami uratował życie, a za co go wdzięczny monarcha obdarzył królewszczyzną — Kruszynianami.

Piękna, chociaż melancholijna tu okolica, jak z pieśni Słowackiego wyjęta. A na niej wygnańce-meczety i mizary-cmentarze, na których nie cyprysy, a polskie sosny ścielą cienie na groby tych, którzy odpoczywają w Allahu.

 

Tekst pochodzi z numeru 1595/1975 r., a mogą Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.

Czytaj również:

Przedostatnie, ostatnie Przedostatnie, ostatnie
i
„Śmierć Marii”, Albrecht Dürer, Cleveland Museum of Art, Rawpixel (domena publiczna)
Doznania

Przedostatnie, ostatnie

Z Archiwum „Przekroju”
Ewa Kossak

Tradycja przekazuje licznie przedśmiertne, ostatnie słowa wyrzeczone przez znane postacie tuż przed zgonem, które to zwroty – w wielu przypadkach – przytaczane są w codziennym języku niemal przysłowiowo.

Niemała liczba tych ostatnich słów nie jest potwierdzona źródłami historycznymi; co do innych można mieć wątpliwości, czy rzeczywiście były one ostatnimi słowami, czy zostały właściwie zrozumiane, czy wreszcie – z różnych względów – nie zostały poprawione i upiększone w intencji stworzenia odpowiedniej legendy.

Czytaj dalej