Prawa natury Prawa natury
i
Samuel John Peploe, „River”, 1932, źródło: Wikimedia Commons
Ziemia

Prawa natury

Aleksandra Kozłowska
Czyta się 14 minut

Może i rzeki głosu nie mają, ale niektóre z nich traktowane są jak człowiek, a inne jak bóstwo czy bezcenny skarb. To tylko od nas zależy, kogo lub co będziemy darzyć takim samym szacunkiem, jakiego oczekujemy dla siebie.

Pewnego razu Māui, znany w całej Polinezji heros i trickster, wyłowił z morza ogromną rybę. Złapawszy ją, modlił się do Ranginui, ojca nieba, a ten zesłał dwie łzy, by skropiły morskie stworzenie. Ryba stała się Wyspą Północną, a boskie łzy zmieniły się w rzeki Whanganui i Waikato. Tak głosi jedna z maoryskich opowieści. Długa na 290 km nowozelandzka Whanganui wypływa niemal z serca Wyspy Północnej. Jej źródło bije z wulkanu Tongariro leżącego w parku narodowym o tej samej nazwie. Rzeka, wijąc się jak wielki zielonkawy wąż, meandruje między gęsto porośniętymi wzgórzami Parku Narodowego Whanganui, mija pola, miasta i miasteczka, by w końcu wpaść do Morza Tasmana. Należy do najdłuższych żeglownych rzek Nowej Zelandii ze wspaniałą trasą dla kajaków. Ale nie to czyni ją tak ważną. Dla rdzennych mieszkańców Nowej Zelandii Whanganui od wieków była żywą istotą, taonga – skarbem i przodkiem. Gdy choruje rzeka, Maorysi chorują razem z nią. Dlatego mówią: Ko Au Te Awa, Ko Te Awa Ko Au, czyli: „Jestem rzeką, rzeka jest mną”. Hasło to posłużyło za tytuł dokumentalnego filmu z 2024 r. I Am the River, the River Is Me w reżyserii Petra Loma. Jeden z bohaterów – Ned Tapa, strażnik Whanganui – zabiera na spływ kajakowy ekipę filmową, ekologów i przedstawicieli Pierwszych Narodów z Australii. „Jesteśmy niepodzielni, powiązani ze sobą” – mówi Ned o relacji swojej społeczności z rzeką.

Ogniwa jednego łańcucha

To poczucie więzi i wyjątkowego znaczenia rzek widać w wielu kulturach. Płynąca woda jest źródłem i symbolem życia, a przy tym przemijania. Dla starożytnych Greków przeprawa przez rzekę Styks oznaczała przejście w zaświaty. Dawni Egipcjanie czcili Nil, a syberyjscy Ketowie i Nganasanie – Jenisej, odpowiednik osi kosmicznej łączącej niebo ze światem podziemnym. Żydzi i chrześcijanie zaś z nabożeństwem traktują Jordan. Rzeki uosabiają liczne bóstwa: w Indiach Ganges jest wcieleniem Gangi, boskiej matki, Saraswati – płynną postacią bogini nauki i mądrości o tym samym imieniu.Maorysi traktują Whanganui jak członka rodziny. Nie postrzegają siebie jako władców ziemi, lecz jako ogniwo wielkiego łańcucha natury, które jest równe innym ogniwom: lasom, górom, wodom. Ale to, co dla nich odwieczne i naturalne – szacunek dla świętej rzeki, poczucie jedności z nią – niekoniecznie było rozumiane przez kolonizatorów. Od 1873 r. Maorysi starali się więc o nadanie Whanganui specjalnego statusu. Sto lat później toczyli zażarte spory przed Trybunałem Waitangi, działającą od 1975 r. komisją śledczą badającą naruszenia przez Wielką Brytanię zasad Traktatu Waitangi z 1840 r. Porozumienie osiągnięto dopiero 30 sierpnia 2012 r. Rzeka – pierwsza na świecie – otrzymała osobowość prawną. 15 marca 2017 r. parlament Nowej Zelandii uchwalił prawo, które uznaje Whanganui za niepodzielną i żywą istotę zwaną Te Awa Tupua. Tą istotą jest rzeka od gór do morza, ze wszystkimi jej elementami fizycznymi i metafizycznymi.

Chris Finlayson, nowozelandzki minister sprawiedliwości, powiedział, że uchwała uznaje „głęboką, duchową więź między narodem Whanganui a jego rzeką”, że Whanganui zyskała tożsamość „ze wszystkimi odpowiadającymi jej prawami, obowiązkami i zobowiązaniami osoby prawnej”. W wywiadzie dla BBC dodał, że dla niektórych może to brzmieć dziwnie, nie dziwniej jednak niż osobowość prawna rodzinnych trustów, korporacji czy spółek. Zebrani w sali obrad Maorysi zareagowali nie zdziwieniem, ale łzami radości oraz tradycyjną pieśnią zwycięstwa.

Informacja

Z ostatniej chwili! To trzecia z Twoich pięciu treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu. Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej!

Subskrybuj

Zgodnie z nowym prawem rzeka traktowana jest jak osoba niepełnoletnia – jeśli dozna krzywdy, w sądzie w jej imieniu będzie występować dwóch dorosłych Maorysów: jeden wyznaczony przez rząd, drugi reprezentujący społeczność. Rdzenni mieszkańcy znad Whanganui stali się oficjalnymi opiekunami rzeki – wśród nich jest wspomniany Ned Tapa. Rząd zobowiązał się przekazać Maorysom 80 mln dolarów nowozelandzkich (około 52 mln euro) w ramach odszkodowania i 30 mln (19,5 mln euro) na prace zabezpieczające Whanganui. Na pierwszej w historii rzece posiadającej osobowość prawną nadal można stawiać elektrownie wodne, lecz zgodę na to muszą wydać jej opiekunowie. Maorysi nie są właścicielami Te Awa Tupua, oni tylko chronią ją dla przyszłych pokoleń.

Światowe media szeroko komentowały przypadek Whanganui. Stanowi on przecież wyłom w dominującym zachodnim podejściu do przyrody jako dziedziny podległej człowiekowi, stanowiącej jego własność, pole eksploatacji i źródło zysku. Wraz z kolonizacją koncepcja ta rozniosła się po całym niemal świecie, zastąpiła dawne wierzenia, naderwała tradycyjne więzi ze środowiskiem. A jednak idea urynkowienia Ziemi – choć od lat zakorzeniona – okazała się wcale nie tak wieczna. Coraz częściej pojawiają się jaskółki innego, bardziej etycznego, partnerskiego stosunku do przyrody.

Pachamama w konstytucji

Pierwszą jaskółkę wypuścił Ekwador. W październiku 2008 r. kraj ten przyjął nową konstytucję, w której art. 71 mówi: „Natura, czyli Pachamama, gdzie życie jest odtwarzane i tworzone, ma prawo do integralnego poszanowania jej istnienia, jej utrzymania i regeneracji jej cyklów życiowych, struktury, funkcji i procesów ewolucyjnych”. Pachamama znaczy Matka Ziemia – to odwołanie do prekolumbijskich mitów, w których Ziemia jest boginią i karmicielką, opiekunką żniw. Zgodnie z przełomowym dokumentem każda osoba, wspólnota, narodowość oraz każdy lud może egzekwować to prawo poprzez procesy konstytucyjne. Wprowadzenie nowych zasad to jednak nie wszystko. Niedługo potem władze prowincji Loja wrzuciły do rzeki Vilcabamba ogromne ilości gruzu pochodzące z budowy autostrady. Odpady zwęziły koryto rzeki i wywołały powodzie w jej dolnym biegu. Sprawa stała się głośna. Para Amerykanów mieszkająca nad Vilcabambą zgłosiła naruszenie do sądu prowincji, a ten w 2011 r. uznał prawo rzeki do istnienia i poszanowania. Lokalni włodarze musieli zadbać m.in. o odpowiednie składowanie odpadów, a także zabezpieczenie zbiorników oraz maszyn używanych na budowie przed wyciekiem paliwa.

Domino ruszyło. W tym samym 2011 r. Boliwia uznała naturę za równą ludziom pod względem praw. Specjalna ustawa wylicza 11 praw natury, w tym: prawo do życia, do czystej wody i powietrza, do cyklów życia toczących się bez zmian wprowadzanych przez człowieka. Powstało też Ministerstwo Matki Ziemi. Boliwia była również państwem, w którym na międzynarodowej konferencji klimatycznej spisano Powszechną Deklarację Praw Matki Ziemi inspirowaną Powszechną Deklaracją Praw Człowieka. W proklamacji uznano, że Ziemia jest żywym organizmem, samoregulującą się, niepodzielną wspólnotą połączonych bytów, a każdy człowiek odpowiada za jej poszanowanie. Brzmi pięknie, prawda?

Pięć lat później opieką objęto dorzecze Atrato w Kolumbii. Tamtejszy Trybunał Konstytucyjny uznał jego prawo do „ochrony, zachowania, konserwacji i odbudowy”. Wcześniej, w 2015 r. ten sam organ w sprawie dotyczącej degradacji środowiska Parku Narodowego Tayrona zdecydował, że „rzeki, góry, lasy i atmosfera muszą być chronione nie z powodu ich użyteczności dla ludzi, ale z powodu ich własnych praw do istnienia”. Rok 2018 przyniósł zaś uznanie przez Sąd Najwyższy Kolumbii ekosystemu Amazonii za podmiot prawny, a także zobowiązanie kolumbijskiego rządu do kontroli wylesiania Amazonii.

Prawo do przepływu

Po Whanganui sprawy przyznające tożsamość prawną kolejnym rzekom ruszyły prawdziwą kaskadą. Szczególnymi przypadkami były Ganges i Jamuna, święte rzeki Indii. Według hinduistów kąpiel w nich oczyszcza z grzechów, obdarza łaską. W duchowym wymiarze może tak być, w fizycznym – zanurzenie się w mętnych wodach grozi poważnymi chorobami. Oblicza się, że w 1,5 ml wody z Gangesu znajdziemy 100 mln bakterii z grupy coli, codziennie wpływa tam ponad 1,5 mld litrów ścieków przemysłowych. W 2017 r. sędzia Rajiv Sharma, biorąc pod uwagę tragiczne zanieczyszczenie świętych rzek i konieczność jak najszybszych działań ratunkowych, przyznał Gangesowi i Jamunie osobowość prawną. Od tej pory opiekować się nimi miał rząd stanu Uttarakhand, w którym Sharma wtedy pracował. Kilka miesięcy później Sąd Najwyższy w New Delhi unieważnił nowy status rzek, stwierdzając, że włodarze jednego Uttarakhand nie mogą odpowiadać za warunki panujące w całym, długim na 2700 km Gangesie. Trudno się z tym nie zgodzić. Przywrócenie indyjskich rzek do życia to niezwykle trudne zadanie, wymagające współpracy lokalnych i krajowych władz oraz wsparcia międzynarodowego. Takie próby są już podejmowane.

Dla Innuitów istotne znaczenie ma Mutehekau Hipu (lub też Moteskikan Hipu), której angielska nazwa brzmi Magpie River. Rwąca kanadyjska rzeka o długości około 300 km słynie ze swoich bystrzy i wodospadów – według „National Geographic” jest jedną z dziesięciu najlepszych rzek na świecie dla miłośników raftingu i kajakarstwa. Ale spływ do samego ujścia jest niemożliwy – Magpie River blokuje tama z elektrownią wodną. Hydro-Québec, państwowa korporacja dostarczająca energię, w planie na lata 2009–2013 zakładała budowę kolejnych sześciu zapór na rzece Magpie. Utrudniała przy tym działania ekologów. W 2017 r. nowy właściciel elektrowni wycofał się z tej strategii, choć nie wiadomo na jak długo. Tymczasem dla Innuitów Mutehekau Hipu jest żywą istotą płynącą przez ich Nitassinan, terytorium przodków. Należy jej się ochrona i specjalny status. W lutym 2021 r. rzeka – pierwsza w Kanadzie – na mocy równoległych uchwał hrabstwa Minganie oraz innuickiej Rady Innu z rezerwatu Ekuanitshit została osobą prawną. Zyskała też dziewięć praw, m.in. prawo do swobody przepływu, utrzymania bioróżnorodności oraz do podejmowania działań prawnych. Reprezentuje ją dziewięciu strażników. Jeśli prawa rzeki będą łamane, oni mają obowiązek stanąć w sądzie w jej obronie.

Osobowość prawną zyskują też jeziora: od lutego 2019 r. północnoamerykańskie jezioro Erie (impulsem do działań był toksyczny zakwit glonów w 2014 r.), później do grona żywych wodnych istot dołączyło sztuczne jezioro Sukhna w pendżabskim mieście Czandigarh. Pierwszym europejskim ekosystemem objętym tym statusem została we wrześniu 2022 r. Mar Menor – słona laguna w hiszpańskiej Murcji. Odtąd ma m.in. prawo do ciągłości istnienia i naturalnej ewolucji, ograniczenia antropopresji oraz ochrony żyjących w niej gatunków. A są ku temu powody. Jak mówi preambuła uchwały, Mar Menor i mieszkańcy tamtejszych nadmorskich gmin przechodzą „poważny kryzys społeczno-środowiskowy, ekologiczny i humanitarny” (spływ nawozów z pobliskich pól i ścieków z kurortów wywołał katastrofę ekologiczną), a dotychczasowy system prawny ochrony laguny okazał się niewydolny. Tymczasem Mar Menor i jej natura to „jeden z głównych elementów identyfikacji kulturowej Murcji”, z którym mieszkańcy są silnie związani emocjonalnie. 30 października 2019 r. w Kartagenie odbyła się wielka manifestacja w celu ratowania laguny. Wzięło w niej udział 55 tys. osób, a wniosek o nadanie Mar Menor tożsamości prawnej podpisało ponad 640 tys. Hiszpanów. Teraz każdy obywatel jest strażnikiem skarbu Murcji – ma prawo złożyć pozew zobowiązujący odpowiednie instytucje do działania.

Plemię Odry

Gdy w Murcji finalizowano sprawę Mar Menor, Odra przeżywała największy dramat w swojej historii. W katastrofie ekologicznej wywołanej spuszczaniem do rzeki ścieków oraz zasolonych wód kopalnianych – co doprowadziło m.in. do  namnożenia się toksycznej złotej algi – zginęło 150 mln ślimaków wodnych (85% populacji), 65 mln małży z rodziny skójkowatych (88% populacji) i 3,3 mln ryb (spadek populacji o 60%). Podobny los spotkał też wiele ptaków, bobrów oraz roślin. Gdy rząd nieudolnie tłumaczył, że do tragedii doszło z przyczyn naturalnych, Robert Rient – dziennikarz, pisarz i szaman – zainicjował ruch uznania Odry za osobę prawną. „Chodzi o zmianę sposobu myślenia, mówienia i postrzegania rzeki, ale również otaczającej nas natury. Zmiana polega na uznawaniu natury raczej jako partnerki, domu, a nie zasobu, śmietnika” – czytamy na stronie osobaodra.pl.

Wokół inicjatywy – podobnie jak to było w przypadku Nowej Zelandii, Ekwadoru czy Kanady – szybko zebrała się wspierająca społeczność. Nazwała się Plemieniem Odry. Powstał projekt ustawy, w którym widnieje m.in. taki zapis: „Odra ma prawo do ochrony przed nieuprawnioną ingerencją, w szczególności prawo do wolności od zanieczyszczeń i prawo do odszkodowania za wyrządzone szkody. Zasoby Odry stanowią jej własność i Odra ma prawo do ochrony swojej własności zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego”. Skierowano do rządu petycję w sprawie uznania rzeki za osobę prawną. 6 maja 2023 r. – w dniu publikacji projektu ustawy przygotowanego przez prof. Jerzego Bieluka – petycję poparło ponad 12 tys. osób. W ramach proodrzańskiej kampanii powstało 50 opowieści o rzece nazwanych Przepływami dla Odry. Wśród ich twórców są m.in.: Olga Tokarczuk, Małgorzata Lebda, Edwin Bendyk, prof. Bogdan Wziątek, Jan Mencwel, Michał Zygmunt, Natalia Przybysz oraz Siostry Rzeki. „Odra jest żywą istotą. Czy nie zmieniała skóry jak wąż? Czy nie liniała jak zwierzę, zostawiając swoje stare niepotrzebne zakręty na pastwę trzcin i wodorostów?” – pytała Tokarczuk.

Dawniej Odra, podobnie jak wiele innych rzek, miała błogosławiony status. Opiekował się nią wodny bożek Viadrus (tak też po łacinie nazywa się Odra). O Viadrusie pisał śląski poeta Martin Opitz. Według legend bożek dbał o to, aby w rzece nie zabrakło wody i ryb, aby bez przeszkód pływały barki. Dziś to rzeczne bóstwo potrzebuje wsparcia, zmiany naszego myślenia: „Tego, jak mówimy i myślimy o świecie przyrody, którego jesteśmy częścią, nie »właścicielem«” – podkreślają członkowie Plemienia.

Z kolei adwokatka Karolina Kuszlewicz porusza ważną kwestię: „Kluczem do ochrony rzek jest zapewnienie im właściwej reprezentacji. Nie ma mowy o sprawiedliwości, gdy ten, kogo sprawa dotyczy, nie może zająć w niej stanowiska, nie może podjąć obrony, gdy jest tylko przedmiotem rozważań i ocen, a nie podmiotem prawa”.

Ruch uznania praw natury – Rights of Nature (w skrócie RoN) – to 409 inicjatyw w 39 krajach świata. Osoba Odra jest jedną z nich.

Progi i mielizny

Podczas spływu kajakiem nieraz trzeba pokonywać różne przeszkody na rzece: zwalone drzewa, progi, mielizny. Droga do przyznania tworom natury osobowości też bywa niełatwa. Przeciwnicy tej inicjatywy uważają, że to wyłącznie bezcelowe mnożenie bytów prawnych. Przywołują przykład Ekwadoru, gdzie wkrótce po wprowadzeniu proziemskiej konstytucji Vilcabamba została częściowo zasypana gruzem. W Polsce wniosek o powołanie Fundacji Osoba Odra został odrzucony: jej cel nie zgadza się z obecnym stanem prawa. Ale przecież – jak pisze Plemię Odry – „prawo ewoluuje, tak jak nasza świadomość”. Nikt więc się nie poddaje, pod petycją przybywa podpisów. „Maorysi czekali ponad sto lat, zanim rzeka Whanganui została uznana za osobę” – pocieszają aktywiści. Pozostaje mieć nadzieję, że Odra tak długo czekać nie będzie.

Czytaj również:

Sztuka zauważania Sztuka zauważania
i
ilustracja: Natka Bimer
Marzenia o lepszym świecie

Sztuka zauważania

Anna Tsing

W epoce antropocenu prawdziwa nadzieja może tkwić nie w wielkich narracjach, lecz w nieoczywistych, wielogatunkowych formach współistnienia. Prezentujemy fragment eseju Grzyb u kresu świata wybitnej antropolożki.

W 1908 i 1909 roku dwóch przedsiębiorców z branży kolejowej rozpoczęło wyścig w układaniu torów wzdłuż rzeki Deschutes w Orego­nie. Każdy z nich chciał jako pierwszy stworzyć połączenie kolejowe między strzelistymi sosnami żółtymi górującymi nad krajobrazem wschodniej części Gór Kaskadowych a składem drewna w Portland. W 191o roku dreszczyk rywalizacji ustąpił miejsca umowie o współpracy. Kłody sosen z regionu zalewały dalekie rynki. Tartaki przyciągały nowych osadników. Miasta wyrastały jak grzyby po deszczu wraz z napływem pracowników tartaków. Do 193o roku Oregon stał się największym krajowym producentem drewna.

Czytaj dalej