Szczęście po berlińsku Szczęście po berlińsku
i
fot. Alessandro Bellone / Unsplash
Przemyślenia

Szczęście po berlińsku

Stach Szabłowski
Czyta się 11 minut

Bracia Fujiwarowie upierają się, że twarde dane nie kłamią, a wynika z nich, że berlińczycy nigdy nie byli szczęśliwsi.

Czy mieliście okazję zajrzeć do Muzeum Szczęścia, zanim opuściło Polskę wraz z końcem lata? Mam nadzieję, że tak, i to nie tylko dlatego, że wraz z nadejściem jesieni łatwiej od szczęścia znaleźć grzyba albo melancholię. Chodzi raczej o to, że nawet jeżeli jesienią szczęście pozostaje niewykluczone, to w sztuce praktycznie się nie zdarza i pora roku nie ma tu nic do rzeczy. Współczesna sztuka podejmuje problemy, demaskuje, krytykuje, oskarża. Przedstawianiem współczesnego szczęścia jednak

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Dar widzenia więcej Dar widzenia więcej
i
„Kompozycja VII”, Wassily Kandinsky, 1913 r. (domena publiczna)
Wiedza i niewiedza

Dar widzenia więcej

Mateusz Demski

Dla naukowców to anomalia w połączeniach mózgu, dla artystów – źródło inspiracji. Synestezja pozwala widzieć to, co dla innych niewidoczne: kolory słów, smaki dźwięków, emocje ukryte w kształtach.

Na pytanie: „Jakim kolorem jesteś?” odpowiadają podobnie.– Jestem żółto-czerwony; swoje imię widzę na żółto, a nazwisko na czerwono – tłumaczy jeden z nich. – Używam formy Kuba. Nie lubię, jak się mówi na mnie Jakub, bo wtedy zamiast żółty jestem fioletowy. Zestawienie fioletowego z czerwonym jakoś do mnie nie przemawia. Jest w nim coś rytualnego, ale jest też w pewnym sensie chłodne. Fiolet pożera czerwień z nazwiska, a żółto-czerwony ma fajną energię.– Jak warszawskie autobusy – zauważam.

Czytaj dalej