Kraina realnych marzeń
i
Adrian Grycuk, Domki fińskie na osiedlu Jazdów w Warszawie, 6.04.2027, domena publiczna (Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Poland)
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Kraina realnych marzeń

Berenika Steinberg
Czyta się 11 minut

Utopia jest możliwa. Wiem, bo się w niej wychowałem – twierdzi Andrzej Górz, współtwórca Otwartego Jazdowa. Opuścił miejski tygiel, by na Dolnym Śląsku stworzyć wiejską idyllę dla przyszłości. Czyli miejsce, w którym my jest ważniejsze niż ja.

Berenika Steinberg: Urodziłeś się i wychowałeś na Jazdowie, w samym centrum Warszawy. To osiedle drewnianych domków fińskich, które powstało w 1945 r. dla pracowników Biura Odbudowy Stolicy. Jak spędzałeś tam dzieciństwo?

Andrzej Górz: Mam wspomnienia z wiejskiej enklawy, gdzie wszyscy się znali. Tuż po wojnie pracownicy BOS-u razem ten Jazdów budowali, odgruzowywali teren, potem sadzili drzewa, krzewy, warzywa, opiekowali się zielenią. Rozbudowywali domki, pomagali sobie. Więzi kształtowały się więc przez lata. Ludzie wspólnie wychowywali dzieci, organizowali święta, imieniny. Razem z innymi dzieciakami ganialiśmy między domkami, wspinaliśmy się na drzewa, zrywaliśmy jabłka i korzystaliśmy z dobrodziejstw przyrody. To było życie jak w wiejskiej wspólnocie, gdzie razem spędza się czas, dzieli trudności i pożycza nawzajem pieniądze, jak brakuje do pierwszego.

To brzmi zbyt idealnie! Nie było żadnych sąsiedzkich animozji?

Jakieś na pewno były. Ale wiesz, to miejsce funkcjonowało jak wspólnota. Mieszkańcy dzielili się dobrami. Narzędzia ogrodnicze były czymś w rodzaju wspólnej własności, więc kiedy ktoś przycinał żywopłot i miał już wyciągniętą maszynę, to przy okazji obcinał też żywopłot sąsiadowi. Jak odśnieżałem alejkę, odśnieżałem też część należącą do sąsiadów, którzy potem mogli odwdzięczyć się w inny sposób. Sąsiadka miała dobre jabłka, ale sama nie była w stanie ich zebrać, więc się jej pomagało i część była dla niej, część dla nas. W naszym ogródku rosły drzewa owocowe, agrest, maliny. A u sąsiadki były pyszne porzeczki.

Kim chciałeś zostać, będąc dzieckiem?

W domu wcześnie pojawił się komputer.

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Kooperujmy
i
Zdjęcie: Peter Wendt/Unsplash
Dobra strawa, Duch + Ciało

Kooperujmy

Monika Kucia

Wyobraź sobie, że zamiast kupować przetworzone jedzenie w hipermarkecie, idziesz do ogrodu i samodzielnie wybierasz pomidory, a przy okazji poznajesz ludzi, którzy częstują cię ciastem rabarbarowym. Tak ­wyglądają zakupy w nie­których kooperatywach spożywczych. Tak mógłby wyglądać świat…

Dostęp do zdrowej, świeżej żywności, maksymalnie skrócony łańcuch pośredników, kontakt z rolnikiem, budowanie wspólnoty i nauka kompromisów to główne zalety kooperatyw spożywczych. Opierają się one na zaufaniu, osobistym zaangażowaniu, wspólnej pracy i wierze w to, że wspierając wytwórców, tworzymy lepszy świat. Udział w kooperatywie jest też realnym sprzeciwem wobec obecnego systemu żywnościowego. Pokazuje alternatywne sposoby pozyskiwania żywności, które ściśle wiążą się z takimi wartościami, jak szacunek, odpowiedzialność, równowaga czy umiar.

Czytaj dalej