Chrząszcz brzmi czyli o dźwięczności słów Chrząszcz brzmi czyli o dźwięczności słów

Chrząszcz brzmi czyli o dźwięczności słów

Z archiwum „Przekroju”
Julian Przyboś
Czyta się 3 minuty

Słowo rzadko tylko naśladuje głosem swój sens, jak szelest, kukułka czy turkot. Zazwyczaj podaje swój sens brzmieniem przypadkowym, jak stół, ściana czy cielęcina. O, właśnie! Ta „cielęcina” może być przykładem opaczności i sensu słowa. Pewien Francuz, słysząc w restauracji to ostatnie słowo, zachwycony jego dźwięcznością, zapytał:

„Cielęcina – est-ce l’amour?” („czy to znaczy miłość?”). Takie zabawne nieporozumienia zdarzają się, gdy chcemy wnioskować z dźwięku obcych słów o ich znaczeniu. Inny uczony Francuz, zastanawiając się nad stosunkiem słowa do pojęcia, wspomina, że słowo niemieckie eke­lig (wstrętnie) wydawało mu się zabawnie wesołe… Dla nas „szczęście” brzmi słodko, dla Włocha, którego felicità znaczy to samo, nasze szczęście szczęka nieszczęśliwie i szuści spółgłoskami. Bo gdy słów nie słuchamy, lecz tylko przyjmujemy je do wiadomości, decyduje o wrażeniu, jakie robią, nie ich brzmienie, lecz ich sens pojęciowy. Z tego wniosek, że to, co nazywamy „dźwięcznością” języka, jest w każdym języku inne; że dźwięczność należy mierzyć w każdym języku innymi miarami. Dźwięczność języka włoskiego czy rosyjskiego może uchu polskiemu wydać się dziecięcą szczebiot­liwością czy ptasim świergotaniem, dla Włocha nasz język brzmi jak trzask łamanych gałęzi i ustawiczny szum.

Mówiąc, nie słuchamy słów, tylko chwytamy ich sens, prawie zupełnie tak, jakbyśmy je czytali niewymawiane przez nikogo.

Można przeżyć życie i nie usłyszeć nigdy własnego języka, jeśli… jest się niewrażliwym na poezję. Tylko poezja chroni od głuchoty na głosową istotę słów. Była kiedyś śpiewem, a przestawszy nim być, nigdy nie przestała uwyraźniać słów jako głosów, nigdy nie przestała być mową przeznaczoną do mówienia, a nie tylko do czytania. Oczywiście, tylko dobra, najlepsza, prawdziwa – słowem: poezja, a nie wiersze, w których często poezji brak, a więc i brak właściwego jej uwyraźnienia słów jako głosów.

Tę właściwość poezji utożsamiali niektórzy poeci i teoretycy z samą jej istotą, twierdząc, że poezja to spokrewnianie brzmienia słowa z sensem słowa, z pojęciem. Dążyli do tego, żeby zdanie samym zestrojem dźwięków poddawało swoje znaczenie. Jedni z nich czynili to w sposób naiwny, posługując się takim prymitywnym środkiem jak onomatopeja, inni szukali odległych skojarzeń dźwięku z sensem, niejako napomykając brzmieniem dobranych słów o ich znaczeniu.

I jedni, i drudzy nie mieli racji, sądząc, że poezja to tylko uzgodnienie dźwięku słowa z jego sensem. Bo poezja, będąc esencją języka, jego najwyższą sprawnością, jest też jeszcze o wiele czymś więcej.

Fragment tekstu z nr. 478/1954, s. 5. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.

Czytaj również:

81. urodziny „Przekroju” 81. urodziny „Przekroju”
i
rysunek: Marek Raczkowski
Doznania

81. urodziny „Przekroju”

Marcin Orliński

Czemu mamy hecne miny?
„Przekrój” ma dziś urodziny!

Jaki wynik? Osiem jeden.
Spoglądamy więc za siebie.

Czytaj dalej