Demokratyczny savoir-vivre 1947

Z archiwum „Przekroju”
Jan Kamyczek
Czyta się 3 minuty

W związku z licznymi zapytaniami naszych Czytelników na temat obowiązujących obecnie przepisów dobrego tonu otwieramy nową rubrykę, w której chcemy dawać praktyczne wskazówki w tej dziedzinie z uwzględnieniem wszelkich zmian, jakim uległ przedwojenny bon ton wobec obecnej rzeczywistości. Będziemy tu również odpowiadać na szczególne wątpliwości naszych korespondentów, przesyłane nam w listach z nagłówkiem „Demokratyczny Savoir-Vivre”.

Odcinek 1

O jedzeniu, piciu i zachowaniu się przy stole, a także o rozmowach w tej okoliczności stosownych.

Wstęp, czyli zasady ogólne

Ze wszystkich funkcji fizjologicznych tylko jedzenie jest czynnością towarzyską i to jest zasada, która bez względu na wszelkie polityczno-społeczne przemiany tego świata nie pozwala nam ­a) uprawiać innych funkcji fizjologicznych w salonie, b) uprawiać życia towarzyskiego bez jedzenia. Dawne savoir-viv­re’y mówią:

„Pożywanie jest jedną z czynności najbardziej zmysłowych i zbliżających nas do zwierząt, dlatego musisz na tyle się zdobyć wysiłku, by i tę czynność podnieść o ile możności najwyżej i uduchowić ją wykwintnym zachowaniem… Nie  jest jednak wykluczona i pewna przyjemność w jedzeniu, owszem, dopiero przy niej następuje istotna wymiana myś­li i uczuć, co znowu jest celem wielu uczt i bankietów” (Zasady życia ­towarzyskiego, Lublin 1817).

Wobec tak odwiecznych praw wszelkie tendencje rewolucyjne w tej dziedzinie (jak przyjmowanie gości suchą herbatą) nie mają szans powodzenia.

Aby zaś, jak mówili praojcowie, „podnieść tę czynność możliwie najwyżej”, zważmy na następujące

Przepisy szczegółowe

Zupę jedz do końca, lecz pamiętaj, by „nie wylewać reszty zupy na łyżkę, tym bardziej nie wylizywać z talerza językiem” (Przepisy dobrego tonu, Warszawa 1897). Należy wyczerpać resztę zupy, przechylając talerz od siebie, gdyż lepiej jest splamić cudzy obrus niż własne spodnie.

Nie wyjadaj sosu chlebem, mimo że jest to najsmakowitsze zakończenie mięsnej potrawy. Ostatnio wprawdzie pewien młodzieniec uczynił to na przyjęciu u pp. Rylskich, przy czym przebaczono mu ze względu na zasługi bojowe w czasie okupacji, ale trzeba przyznać, że chleba nie trzymał w palcach, tylko na widelcu. A więc jeśli już, to musisz chleb nabić na widelec. Nigdy palcami bezpośrednio!

Palcami można było jeść za dawnych czasów „karczochy, raki, ostrygi, suche pierożki lub wafle do lodu oraz, w niektórych kołach towarzyskich, szparagi”. Ponieważ obecnie potrawy te przeważnie wyszły z mody, należy ograniczyć użycie palców do potraw tak twardych, że przekrojenie ich widelcem łupie talerz na kilka części. Dotyczy: kukurydzy w kaczanach, szarlotki z zakalcem itp. 

Fragment tekstu z nr. 100/1947, s. 8. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.

Czytaj również:

Demokratyczny savoir-vivre 1976

Z archiwum „Przekroju”
Jan Kamyczek

ZMARTWIONA KASIA: „Po jego powrocie z ferii powiedziałam mu, że był u mnie kolega z Warszawy. Od tego czasu wszystko zaczęło się psuć między nami, zaczęliśmy spotykać się rzadziej, wreszcie wcale, prócz na terenie wspólnych zainteresowań, gdzie rozmawiamy ze sobą bardzo mało. Co zrobić, żeby sprawa wyjaśniła się? Czyżby był taki zazdrosny? Rozumie przecież, że mogę mieć kolegów”. – Na feriach poznał dziewczynę, to najprostsze wyjaśnienie. Domysł ten jednak zatrzymaj dla siebie, nie trzeba ułatwiać mu deklaracji zerwania, która w przeciwnym razie może wcale nie nastąpić, bo naprawdę nie będzie miał odwagi, a potem o dziewczynie z ferii przestanie myśleć (nieobecne mają słabe szanse).

BOGNA: – Owszem, możesz mu dać na Gwiazdkę swoją fotografię z dedykacją. W formułce: Od wiernej na zawsze… opuś­ciłbym to na zawsze, bo kto wie.

Czytaj dalej