Druga płeć Druga płeć

Druga płeć

Z archiwum „Przekroju”
Simone de Beauvoir
Czyta się 17 minut

„Kobieta o kobietach – pełnym głosem i bez niedomówień” – tak można krótko scharakteryzować Drugą płeć, słynne dzieło Simone de Beau­voir – powieściopisarki, filozofki, towarzyszki życia J.P. Sartre’a.

Ostatnio nazwisko Simone de Beauvoir powróciło na łamy gazet. Stawała ona jako świadek na procesie, który poruszył francuską opinię publiczną. Sądzono na nim 16-letnią Marie-­Claire Chevalier oraz jej matkę za przeprowadzenie zakazanego prawem zabiegu przerwania ciąży.

Opinie na temat tego problemu, a także przestarzałego ustawodawstwa (z 1920 r.), które doprowadziło do konfrontacji postaw, wiele francuskich osobistości wygłosiło już nie w prasie, lecz na sali rozpraw, również Simone de Beau­voir. Tak więc w przeszło dwadzieścia lat po ogłoszeniu fundamentalnego dzieła zamanifestowała raz jeszcze swój udział w walce o wszechstronne wyzwolenie kobiety.

MĘŻCZYZNA – to człowiek plus płeć; kobieta jest pełną jednostką i kimś równym mężczyźnie tylko wtedy, gdy też jest człowiekiem i płcią. Zrezygnować z kobiecości to zrezygnować z części człowieczeństwa. Mizoginicy niejednokrotnie zarzucali intelektualistkom, że się „zaniedbują”, lecz jednocześnie radzili im, by – jeżeli chcą dorównać mężczyznom – przestały się malować i lakierować paznokcie.

Ta ostatnia rada jest zupełnym nonsensem. Właśnie dlatego, że idea kobiecości jest sztucznie określona przez obyczaje i modę, narzuca się każdej kobiecie od zewnątrz; może ulegać ewolucji, zbliżać swe kanony do kanonów męskiej mody, nie zmienia to jednak w niczym istoty zagadnienia; jednostka nie może ukształtować tej idei na swoją modłę. Kobieta, która nie chce być „kobieca”, dewaluuje się seksualnie i, co za tym idzie, społecznie, ponieważ społeczeństwo wchłonęło również wartości seksualne. Odrzucając atrybuty kobiece, nie zdobywa przez to atrybutów męskich; nawet kobieta przebrana za mężczyznę nie zdoła stać się mężczyzną: pozostanie przebraną kobietą.

Mężczyzna nie musi troszczyć się o ubiór; jego odzież jest wygodna, dostosowana do czynnego życia, nie musi być wyszukana, jest zaledwie częścią jego osobowości. Kobieta, przeciwnie, wie, że ludzie nie odróżniają jej samej od jej wyglądu; jest oceniana, szanowana, pożądana poprzez swój strój.

Żeby być kompletnym człowiekiem, równym mężczyźnie, kobieta musi mieć dostęp do świata męskiego, jak mężczyzna do świata kobiecego, musi mieć dostęp do tego, co inne; ale wymagania innego w obu przypadkach nie są identyczne. Jeśli zdobyła już majątek czy sławę, mogą one, wyglądając na immanentne wartości, spotęgować atrakcyjność seksualną kobiety. Ale już to, że jest samodzielną, a więc czynną jednostką, zaprzecza kobiecości – wszyscy to wiedzą.

Kobieta niezależna – a zwłaszcza świadoma swojej sytuacji intelektualistka – cierpi zwykle na erotyczny kompleks niższości. Nie może poświęcić swej urodzie tyle czasu i starań, co kobieta zalotna, której jedyną troską jest podobanie się. Nawet jeżeli korzysta z rad specjalistów, na terenie elegancji jest tylko amatorką. Urok kobiety wielu mężczyzn rozumie jako upadek transcendencji w immanencję; mężczyźni chcą widzieć tylko subtelne, poddane ciało.

Gdyby się zgodzili kochać zamiast niewolnic równe sobie istoty, jak czynią ci, którzy nie mają w sobie pychy ani kompleksu niższości, kobiety mniej obsesyjnie dążyłyby do kobiecości, zyskałyby na naturalności i prostocie, pozostając w efekcie kobietami bez nadmiernego trudu, skoro koniec końców i tak nimi są.

Fragment tekstu z nr. 1444/1972, s. 15. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.

Czytaj również:

81. urodziny „Przekroju” 81. urodziny „Przekroju”
i
rysunek: Marek Raczkowski
Doznania

81. urodziny „Przekroju”

Marcin Orliński

Czemu mamy hecne miny?
„Przekrój” ma dziś urodziny!

Jaki wynik? Osiem jeden.
Spoglądamy więc za siebie.

Czytaj dalej