Język polski dla cudzoziemców Język polski dla cudzoziemców

Język polski dla cudzoziemców

Jerzy Urban
Czyta się 3 minuty

Wzory rozmów

Z rzemieślnikiem

Majster: – Skąd ja z góry mogę wiedzieć, wiele to wyniesie? Zrobi się i na pewno potem nie będziem się kłócić.

Klient

(źle): – Skoro pan nie wie, ile to czasu i trudu wymaga, wnioskuję, że pan czegoś takiego w ogóle jeszcze nie robił.

(dobrze): – W PORZĄDKU, ale ile tak mniej więcej.

Majster: – Daj pan trzy kafle na materiał, a potem się rozliczymy.

Klient

(źle): – Proszę uprzejmie, oto trzy tysiące. Kiedy pan ewentualnie przystąpi do pracy?

(dobrze): – Nie trafił pan na frajera. Zrobi mi to pan w trzy dni, i to tak, że MUCHA NIE SIADA, odbiorę robotę i myślę, że w dwóch kaflach ZAMKNIE SIĘ całość.

Majster: – Przepraszam, CO ZŁEGO TO NIE JA, szanowanie panu, nie odpowiada mi taka robota.

Klient

(źle): – Nie chciałem pana urazić. Bardzo mi, widzi pan, zależy. Od miesięcy szukam fachowca.

(dobrze): – Dobra, jak pan zrobi, dam trzy patyki, jeśli za dwa dni będzie skończone, i to na czysto. Jeszcze chciałem powiedzieć, że po skończeniu zrobimy pół litra.

Majster: – To będzie z moją stratą, ale niech tam. Dla mnie najważniejsze, kiedy widzę klienta, któren się zna na rzeczy.


Z milicjantem

Milicjant: – Prawko poproszę, dowód rejestracyjny i osobisty.

Kierowca

(źle): – Ale o co chodzi? Było żółte i musiałem przelecieć, żeby się nie ROZKRACZYĆ w poprzek. Jestem absolutnie w porządku.

(dobrze): – Ma pan słuszność. Przeleciałem całkiem na chama. Sam bym z takich jak ja pasy darł.

Milicjant: – No właśnie. Ruszyliby ci z lewej i co by to było? Wypadek, klepanie, dla pana koszty, dla mnie korek. Jak tak można, panie kierowco! Trzeba przecież mieć jakieś UWAŻANIE na innych. Miasto jest miasto. Gdyby tak każdy…

Kierowca

(źle): – Sto razy jeszcze bym przeleciał. Żółte światło wyskoczyło, jak byłem już za pasami.

(dobrze): – Ma pan stokrotną rację. Na pana miejscu DOSOLIŁBYM sobie tysiąc złotych i absolutnie nie mniej. O, proszę, tysiąc, już płacę.

Milicjant: – Nie, nie, tym razem już panu daruję, ale na przyszłość naprawdę niech pan uważa.


Z urzędnikiem

Urzędnik: – Niech pan przychodzi i dowiaduje się, tylko w godzinach przyjęć. Inspektor Stańczyk wróci z chorobowego, to przyjmie od pana podanie.

Petent

(źle): – Piąty raz tu przyłażę. Co mnie obchodzi czyjeś chorobowe? Urząd przecież pracuje. Ja nie mam czasu tak chodzić. Co za traktowanie! Pan, zdaje mi się, nie wyczuwa moich możliwości. Ja jeszcze potrafię spowodować, że kto trzeba, zrobi tu taki porządek, że… Chcę się widzieć z naczelnikiem!

(dobrze): – Zgadzam się z panem w zupełności, owszem, będę wpadał. Czy pan miał może brata, który chodził do Żeromskiego? Nie? Dziwne. Miałem dobrego kolegę, to samo nazwisko i kropka w kropkę do pana podobny. Był najinteligentniejszy w całej szkole.

Urzędnik: – Albo niech pan położy mi to podanie. Odpowiedź pchnie się poleconym.

Fragment tekstu z nr. 1643/1976, s. 16. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.

 

Czytaj również:

81. urodziny „Przekroju” 81. urodziny „Przekroju”
i
rysunek: Marek Raczkowski
Doznania

81. urodziny „Przekroju”

Marcin Orliński

Czemu mamy hecne miny?
„Przekrój” ma dziś urodziny!

Jaki wynik? Osiem jeden.
Spoglądamy więc za siebie.

Czytaj dalej