Kandyd, czyli optymizm

Z archiwum „Przekroju”
Tadeusz „Boy” Żeleński, Wolter
Czyta się 2 minuty

„Kandyd” jest satyrą na optymistyczną filozofię Leibniza będącą wówczas w modzie. Filozof Pangloss, który wobec walących się dookoła nieszczęść, utrzymuje wciąż, że „wszystko jest najlepsze na najlepszym ze światów”, stał się przysłowiową postacią. Ostrze satyry niemniej zwraca się przeciw tym, którzy, prawiąc o nieskończonej dobroci Opatrzności, nie tylko głusi są na biedotę ludzi, ale jeszcze ich, w imię dobrotliwych niebiosów, przymnażają. Powiastek napisał Wolter kilkanaście; niektóre kreśli jako starzec z górą osiemdziesięcioletni. „Kandyd” pozostał dotąd najautentyczniejszym arcydziełem.

Boy

W Westfalii, w zamku barona de Thunder-ten-tronckh, żył młody chłopiec, którego natura obdarzyła charakterem najłagodniejszym w świecie. Fizjognomia odzwierciedlała jego duszę. Posiadał dość zdrowy sąd o rzeczach, przy dowcipie niezmiernie prostym; mniemam, iż z tej przyczyny dano mu imię KANDYDA. Starzy słudzy podejrzewali, że jest synem siostry barona oraz pewnego zacnego i godnego szlachcica z sąsiedztwa, którego ta panna uparcie wzbraniała się zaślubić, ponieważ mógł się wywieść ledwie z siedemdziesięciu jeden pokoleń, reszta zaś drzewa genealogicznego gubiła się gdzieś w odmęcie czasów.

Pani baronowa, która ważyła około trzystu pięćdziesięciu funtów, zażywała z tej przyczyny wielkiego poważania; czyniła honory domu z godnością jednającą jej tym większy szacunek. Córka, Kunegunda, licząca siedemnaście wiosen, była rumiana, świeża, pulchna i apetyczna. Syn okazywał się we wszystkim godny ojca. Preceptor Pangloss był wyrocznią domu, a mały Kandyd słuchał jego nauk z ufnością właściwą jego wiekowi i naturze.

Pangloss wykładał tajniki metafizyko-teologo-kosmolo-nigologii. Dowodził wprost cudownie, że nie ma skutku bez przyczyny i że na tym najlepszym z możliwych światów zamek JW. Pana barona jest najpiękniejszym z zamków, pani baronowa zaś najlepszą z możliwych kasztelanek.

– Dowiedzione jest – powiadał – że nic nie może być inaczej; ponieważ wszystko istnieje dla jakiegoś celu, wszystko, z konieczności, musi istnieć dla najlepszego celu.

Zważcie dobrze, iż nosy są stworzone do okularów: dlatego mamy okulary. Nogi są wyraźnie stworzone po to, aby były obute, dlatego mamy obuwie. Kamienie są na to, aby je ciosano i budowano z nich zamki; dlatego Jego Dostojność pan baron ma bardzo piękny zamek: największy baron w okolicy musi mieć najlepsze mieszkanie. Świnie są na to, aby je zjadać; dlatego mamy wieprzowinę przez cały rok. Z tego wynika, iż ci, którzy twierdzili, że wszystko jest dobre, powiedzieli głupstwo; trzeba było rzec, że wszystko jest najlepsze.

Fragment tekstu z nr. 53-54/1946, s. 21 Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.

Czytaj również:

Demokratyczny savoir-vivre 1976

Z archiwum „Przekroju”
Jan Kamyczek

ZMARTWIONA KASIA: „Po jego powrocie z ferii powiedziałam mu, że był u mnie kolega z Warszawy. Od tego czasu wszystko zaczęło się psuć między nami, zaczęliśmy spotykać się rzadziej, wreszcie wcale, prócz na terenie wspólnych zainteresowań, gdzie rozmawiamy ze sobą bardzo mało. Co zrobić, żeby sprawa wyjaśniła się? Czyżby był taki zazdrosny? Rozumie przecież, że mogę mieć kolegów”. – Na feriach poznał dziewczynę, to najprostsze wyjaśnienie. Domysł ten jednak zatrzymaj dla siebie, nie trzeba ułatwiać mu deklaracji zerwania, która w przeciwnym razie może wcale nie nastąpić, bo naprawdę nie będzie miał odwagi, a potem o dziewczynie z ferii przestanie myśleć (nieobecne mają słabe szanse).

BOGNA: – Owszem, możesz mu dać na Gwiazdkę swoją fotografię z dedykacją. W formułce: Od wiernej na zawsze… opuś­ciłbym to na zawsze, bo kto wie.

Czytaj dalej