Hitler chciał zatytułować swoją książkę „Cztery i pół roku walki z kłamstwem, głupotą i tchórzostwem”, ale Max Amann, dyrektor nazistowskiego wydawnictwa, człowiek o umyśle praktycznym, zaoponował przeciwko tak mało komercjalnemu tytułowi. Zaproponował tytuł Mein Kampf (Moja walka). Przeczytawszy rękopis, Amann bardzo się rozczarował, bo liczył na żywy i osobisty opis, w którym Hitler opowiedziałby, jak z „biednego, nieznanego robotnika” wiedeńskiego został sławnym przywódcą. Praca miała jednak mało akcentów biograficznych. […]
Pierwszy tom wydano w 1925 roku. Miał 400 stron i kosztował 12 marek, czyli mniej więcej dwa razy więcej niż przeciętna książka. Nie stał się wcale bestsellerem.
Dzięki dokumentom odnalezionym w 1945 r. przez aliantów znane są obecnie dokładne dane. W 1925 r. sprzedano 9473 egz., w 1926 – 6913, 1927 – 5607. [S]przedaż podniosła się wraz z sukcesami partii nazistowskiej w 1930 (w tym roku ukazała się tania edycja za 8 marek) do 54 086 i wzrosła do 90 351 w 1932.
Honoraria autorskie, główne źródło dochodów Hitlera, począwszy od 1925 r., były znaczne, jeśli uwzględnić średnią z pierwszych siedmiu lat, ale niewielkie w porównaniu z honorariami z okresu, gdy został kanclerzem. W ciągu roku 1933 sprzedano milion egzemplarzy Mein Kampf, a honoraria Hitlera przekroczyły milion marek, czyniąc z niego „najlepiej zarabiającego pisarza” w Niemczech i pierwszy raz w życiu milionera.
Niestety, nie każdy egzemplarz był przeczytany. Słyszałem wielu nazistów, którzy skarżyli się, że była to książka trudna i że nigdy nie udało im się przebrnąć przez wszystkie 782 mgliste strony.
Gdyby przeciwnicy Hitlera przeczytali Mein Kampf przed rokiem 1933, a politycy całego świata przeanalizowali z większą uwagą, świat mógłby uniknąć katastrofy. Plany Hitlera były tam wyraźnie wyłożone, z całym cynizmem i szczegółami, i książka nie ukrywała niczego.
Fragment tekstu z nr. 877/1962, s. 15. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.