Ludowa piosenka jest o życiu Ludowa piosenka jest o życiu
i
Maniucha gra z kapelą Tęgie Chłopy podczas potańcówki w czasie festiwalu KODY w Lublinie
Przemyślenia

Ludowa piosenka jest o życiu

Agata Trzebuchowska
Czyta się 14 minut

Agata Trzebuchowska: Twoje pierwsze zetknięcie z muzyką tradycyjną?

Maniucha Bikont: Byłam dzieckiem. Odwiedzili nas znajomi taty z czasów jego współpracy z Grotowskim. Z wypiekami na twarzy słuchałam ich potężnych głosów. Marzyłam, by nauczyć się śpiewać jak oni. Potem z roku na rok muzyka była dla mnie coraz ważniejsza. Wydarzeniem przełomowym był wyjazd na Ukrainę. Nigdy nie zapomnę kilkunastogodzinnej podróży po wyludnionych polnych drogach prowadzących przez lasy i wąskie groble, ciągnących się w nieskończoność kolein, dziur i tej pustki po horyzont. Gospodarze wyszli z domu, żeby nas powitać, byli tak wątli i kruchutcy, że aż strach było ich przytulić. Jednak gdy zaczęli śpiewać, wstąpiła w nich energia, której pozazdrościłby niejeden imprezowicz. Pieśni, które wydawały mi się tak trudne i abstrakcyjne, z tych ludzi płynęły organicznie i bezwysiłkowo. Absolutnie mnie to zachwyciło!

Wróciłaś odmieniona.

Nie chciałam już robić nic innego. Przez lata jeździłam za wschodnią granicę i zbierałam pieśni. Po powrocie do domu non stop odsłuchiwałam nagrania, nuciłam melodie, uczyłam się tekstów i ukraińskiego. W całym mieszkaniu porozwieszałam słowa. Wiedziałam, że droga z Centrum na plac Wilsona trwa dokładnie tyle co dwa utwory. Albo że dany wyciąg narciarski starcza na odśpiewanie najdłuższej piosenki. Z każdej kieszeni, z każdej rękawiczki wypadały mi pomięte kartki z tekstami.

Przez pierwsze lata wyjazdów terenowych nagrywałam same pieśni. Włączałam dyktafon, gdy pani zaczynała śpiewać, wyłączałam, gdy kończyła. Z czasem zaczęło mnie ciekawić, jak śpiewaczki komentują utwory i co je poprzedza, a potem interesowało mnie wszystko i wszystko próbowałam zarejestrować. Dodatkowo motywowało mnie to, że te pieśni nie są nigdzie spisywane. Kolejne pokolenia przekazują je sobie ustnie.

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Blues Blues
i
Muzycy uliczni w West Memphis, Arkansas, zdjęcie: Ben Shahn, październik 1935 r., The New York Public Library (domena publiczna)
Doznania

Blues

Z Archiwum „Przekroju”
Jan Poprawa

Jest głosem samotnego robotnika na polu, matki i dziecka, skargi niewolnika, szlochem kochanka bez dziewczyny i dziewczyny bez miłości, chórem głosów wnoszących się nad polem wraz z szarpnięciem struny gitary, smutną pieśnią dobiegającą z szuwaru przy samotnym szlaku żelaznej drogi.
(Ramsey Jr)

Oto jeden z najprzedziwniejszych i najżywotniejszych gatunków artystycznych naszych czasów. I jedna z największych zagadek. Blues.
Zaintrygował badaczy, zapłodnił poetów. Nade wszystko jednak zdobył własne audytorium. Słuchaczy-wyznawców, którzy śmiało mogą powtórzyć za czarnoskórym śpiewakiem: Jest we mnie blues.

Czytaj dalej