Mudita Mudita
i
ilustracja: Karyna Piwowarska
Pogoda ducha

Mudita

Daisy Hernández
Czyta się 9 minut

Dlaczego radowanie się szczęściem innych jest tak istotne?

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o mudicie, byłam sceptyczna. Miałam dwadzieścia parę lat, mieszkałam w Nowym Jorku i siedziałam na kolorowej poduszce do medytacji zachwycona minimalistycznym wystrojem sali. Chciałam, żeby wszystko potoczyło się błyskawicznie (pogadanka o oddechu – raz!, moje oświecenie – dwa!), ale buddyjski nauczyciel utknął w swojej przemowie. A przynajmniej ja to tak odebrałam. Obszernie wyjaśniał, że mudita to jedna z czterech brahmavihar – „boskich siedzib” – obok miłującej dobroci, współczucia i bezstronności. Razem te cztery praktyki zmiękczają ludzkie serca. Wszystko to brzmiało całkiem sensownie, dopóki nie przetłumaczył terminu mudita jako „radowanie się szczęściem innych”.

Bardzo prawdopodobne, że spiorunowałam go wzrokiem. Dorastałam w hiszpańskojęzycznym domu i chodziłam do anglojęzycznej szkoły, cenię bezpośrednie i błyskotliwe tłumaczenia, do których nie należy przydługa i niezgrabna fraza: „radowanie się szczęściem innych”.

Podejrzane słowo

Później poznałam także inne tłumaczenia słowa mudita, takie jak „altruistyczna radość” czy „życzliwa radość”. To jednak tylko spotęgowało moją nieufność. Co sądzić o wyrazie, który da się przekazać w angielszczyźnie wyłącznie przez niezręczne podczepianie przymiotników?

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Sztuka spokoju Sztuka spokoju
i
zdjęcie: Janusz Szopa; opracowanie graficzne „Przekrój”
Promienne zdrowie

Sztuka spokoju

Rozmowa z prof. Januszem Szopą
Agnieszka Rostkowska

Współczesna nauka potwierdza to, co znano od starożytności: spokój można ćwiczyć. Najpierw ciało, potem emocje, na końcu umysł – tak wygląda fizjologiczna ścieżka relaksu. Prosty schemat, a zmienia jakość życia.

Rozumienie stresu i jego przyczyn znacznie zmieniło się na przestrzeni lat. Dziś już wiadomo, że kluczową rolę odgrywa nie sam bodziec, czyli zdarzenie, lecz subiektywne przekonanie o zdolności poradzenia sobie z nim. Metody niwelowania napięć pozostają jednak zaskakująco niezmienne. To, co współcześnie określamy „zarządzaniem stresem”, praktykowane było już ponad 4 tys. lat temu pod nazwą „joga”. Profesor Janusz Szopa, twórca jogi akademickiej, czyli współczesnej praktyki opartej na naukowych dowodach, objaśnia, jakie techniki relaksacyjne są najskuteczniejsze.

Czytaj dalej