Światy świadomości Światy świadomości
i
„Głowa mężczyzny i satyra", Louis Marin Bonnet, 1755–93 r. / zbiory MET (domena publiczna)
Wiedza i niewiedza

Światy świadomości

Rozmowa z neurobiologiem
Paulina Wilk
Czyta się 23 minut

Jak i z czego nasze mózgi wytwarzają świadomość i jak zmyślają opowieści o wszystkim, czego nie wiedzą. O nauce, która zatacza kręgi i wciąż powraca do własnej przeszłości, a także o pokorze u progu starości neurobiolog Joseph LeDoux opowiada Paulinie Wilk.

O funkcjonowaniu mózgu potrafi nawet śpiewać i czasem to robi, bo wraz z kolegami po fachu stworzył rockowy zespół, którego teksty krążą wokół takich tematów, jak neurony, lęk czy amnezja. Na co dzień jednak częściej wykłada i pisze. Jeden z najbardziej znanych światowych neurobiologów Joseph LeDoux jest autorem przełomowych badań nad lękiem i świadomością.

Paulina Wilk: Zajął się Pan neuronauką w latach 70. XX w., gdy była jeszcze w powijakach. Szedł Pan w ciemno czy przeczuwał, że oto rodzi się nowa, fascynująca ścieżka wiedzy?

Joseph LeDoux: To były ekscytujące czasy, nikt nie wiedział, jak daleko zajdziemy ani co uda się zbadać. Oficjalnie neuronauka narodziła się pod koniec lat 60., wtedy jeszcze nazywała się psychobiologią, a zajmowali się nią chemicy, biolodzy i psycholodzy. Neuronaukowców wówczas nie było. Kiedy się nią zainteresowałem, miałem już dwa dyplomy – jeden z zarządzania, drugi z marketingu. Zapisałem się na zajęcia z psychologii „Uczenie się i motywacja”. Myślałem, że dzięki temu więcej dowiem się o tym, jak ludzie podejmują decyzje zakupowe. Tymczasem były to lekcje o procesach uczenia się i zapamiętywania… u szczurów. Nie wiedziałem nawet, że to można badać. Ale z miejsca zakochałem się w tym pomyśle. Miałem szczęście, że choć nie miałem doświadczenia naukowego, przyjęto mnie na studia doktoranckie. Wspólnie z moim mentorem prowadziłem badania osób z rozszczepieniem mózgu – pacjentów z ciężką postacią epilepsji, którym nie pomagały leki i konieczne było operacyjne rozdzielenie półkul, co osłabiało część symptomów i napadów padaczkowych. Mój mentor wykonał już wcześniej sporo badań i ustalił na przykład, że jeśli się stymuluje prawą półkulę, lewa umie opowiadać o tym odczuciu, ale w drugą stronę to nie działa, bo prawa nie dysponuje językiem. Nasz pacjent, którego nazwaliśmy Paul, przechowywał w lewej półkuli wszystkie opowieści: o swoich marzeniach, o dziewczynie, o rzeczach z przeszłości, o tym, jak kochał program telewizyjny Happy Days. Natomiast z jego prawej półkuli wychodziły tylko reakcje, gesty. Nasze wielkie pytanie odnośnie do prawej półkuli brzmiało więc: „Czy jest tam ktoś? Czy rezyduje tam świadoma osoba?”.

Jak szukaliście odpowiedzi?

Zaczęliśmy jeździć na weekendowe badania do pacjentów mieszkających w Dartmouth i okolicach. I tam przeprowadziliś­my eksperyment. Wykazał on, że nawet jeśli się nie stymuluje lewej półkuli i nie widzi ona czynności wykonanych na skutek impulsu wysłanego

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Dziecko Rosemary (3) Matka Szatana Dziecko Rosemary (3) Matka Szatana
i
„Wielki Czerwony Smok i Bestia z Morza" (The Great Red Dragon and the Beast from the Sea), William Blake, ok. 1805 r., National Gallery of Art (domena publiczna)
Opowieści

Dziecko Rosemary (3) Matka Szatana

Opowiadanie z Archiwum „Przekroju”
Ira Levin

Rosemary urodziła dziecko. Martwe — powiedział doktor Sapirstein, jednak mąż ustąpił, a dziecko… urodziło się następcą, zdrowe. Ale dziecko żyje, było u Minnie i Romana. Karmili je jej mlekiem. Rosemary przez szparę ścienną dostaje się do ich mieszkania…

Matka Szatana

W wykuszu jedynego, ogromnego okna stał wielki wózek dziecięcy. Był cały czarny; przybrany koronkami, frędzlami i falbanami z czarnej organdyny. Na czarnej wstążce przypiętej do czarnej budy obracała się jakaś srebrna ozdoba.
Nie żyje? Ale nie, niepotrzebnie się przestraszyła, sztywna organdyna drżała, srebrna ozdoba poruszała się lekko.
Był tam. W tym wieku monstrualnych, zbrodniczych wiedźm.
Tą srebrną ozdobą był odwrócony do góry nogami krucyfiks; czarna wstążka opasywała kostki Jezusa.
Zdumiewające, ale nie zauważyli. Nadal gawędzili, słuchali, popijali, zajęci miłym życiem towarzyskim, tak jakby ona była duchem albo jakby jej w ogóle nie było. Stał tam, mąż, Guy (kontrakty?), pan Fountain, państwo Wees, Laura-Louise i schludny młody Japończyk w okularach — wszyscy oni zgromadzili się pod wiszącym nad kominkiem portretem Adriana Marcato. Tylko on ją dojrzał. Stał, patrząc na nią, nieruchomy, potężny, a jednak bezsilny, malowidło.
Potem dojrzał ją także Roman; odstawił drinka i dotknął ramienia Minnie. Zapadła nagle cisza, a ci, którzy siedzieli plecami do drzwi, zaciekawieni odwrócili głowy. Guy uniósł się z krzesła, ale usiadł z powrotem. Laura-Louise zakryła dłońmi usta i zaczęła kwilić. Helen Wees powiedziała:
— Wracaj do łóżka, Rosemary. Wiesz, że nie możesz wstawać.
— Zwariowała albo zabiera się do parapsychologii. — Co ta matka? — spytał Japończyk, a gdy Roman skinął głową, syknął na Helen i przystąpił do Rosemary z zainteresowaniem.
— Zabiła Leah — powiedział pan Fountain wstając. — Zabiła moją Leah. Zabiłaś ją? Gdzie ono jest? — Zabiłaś moją Leah…
Rosemary patrzyła na nich, patrzyła na Guya. Guy opuścił wzrok z zaczerwienioną twarzą.
Zacisnęła palce na rękojeści noża.
— Tak — powiedziała. — Zabiłam ją. Zakłułam na śmierć. Wymierzam nóż, a teraz zabiję każdego, kto się do mnie zbliży. Powiedz im, Guy, jak bije nóż we mnie.
Guy milczał. Pan Fountain usiadł z dłonią przyciśniętą do serca. Laura-Louise kwiliła.
Obserwując ich bacznie, Rosemary ruszyła ręką w kierunku wózka.
— Rosemary — zaczął Roman.
— Zamknij się! — przerwała.
— Zanim spojrzysz na…
— Zamknij się! Jesteś w Dubrowniku. Nie słyszę cię.
— Zostaw ją! — powiedziała Minnie.
Nie spuszczała z nich wzroku, dopóki nie znalazła się przy wózku; nożem groziła im w ich kierunku. Wolną ręką ujęła umieszczony z przodu czarny uchwyt i obróciła wózek powoli, delikatnie, aby do niego zajrzeć. Tafta chrzęściła; żywe koła skrzypiały.
Uśpiony, słodki, maleńki Andy o różowej buzi leżał owinięty w miły czarny kocyk; jego rączki odziane były na czarne rękawiczki zawiązane wokół nadgarstków na tasiemki. Miał pomarańczoworude włoski, zdumiewająco obfite, jedwabiste i wyczesane. Andy! Och, Andy! Wyciągnęła ku niemu rękę, chowając nóż za siebie; skrzywił się, błysnął pomarańczoworudym blaskiem i otworzył oczy i spojrzzał na nią. Miał oczy złotożółte, całe złotożółte, bez białek i bez tęczówek. Całe złotożółte, z pionowymi czarnymi kreskami źrenic.
Patrzyła na niego ze zdumieniem.
On patrzył na nią, złotożółto, a potem skierował wzrok na kołyszący się, odwrócony do góry nogami, krucyfiks.
Spojrzała na nich, obserwujących ją, i z uniesionym ponownie nożem zawołała:
— Coście zrobili z jego oczami?
Zaczęli się oglądać na Romana.
— Na jego drogę Guya — rzekł Roman. — Spojrzała na niego, potem na Guya, który zakrywał oczy dłonią, potem znowu na Romana.
— O czym ty mówisz? Guy ma oczy piwne, normalne!
— Coście zrobili z nim, wy szaleńcy? — Rysy jej w ich stronę gotowe do bicia!
— Szatan jest Jego Ojcem, nie Guy — powiedział Roman. — Jego Ojcem jest Szatan, który przybył z Piekieł i począł Syna w śmiertelnej kobiecie! Aby pomścić krzywdy doznane przez niezłomnie Mu wiernych od czcicieli Boga!
— Chwała ci, Szatanie — powiedział pan Wees.
— Szatan jest Jego Ojcem, a Jego imię jest Adrian! — krzyczał Roman, jego głos brzmiał coraz głośniej i dumniej, z coraz większą mocą. — On obali możnych i zniszczy ich świątynie! On zbawi wzgardzonych i pomści spalonych i torturowanych!
— Witaj Adrianie! — zawołali. — Witaj Adrianie! Witaj Adrianie!
— Witaj Szatanie! Witaj Adrianie! Witaj Szatanie!
Potrząsnęła głową.
— Nie! — zawołała.
— On wybrał ciebie, Rosemary, ciebie spośród wszystkich ludzi — odezwała się Minnie. — Spośród wszystkich kobiet na świecie. On wybrał ciebie. Sprowadził ciebie i Guya do tego mieszkania, sprawił, że ta głupia, jak jej tam, Terry, przestraszyła się i straciła do reszty rozum, tak że musieliśmy zmienić plan; to On urządził wszystko tak, jak miało się zdarzyć, bo On chciał ciebie na matkę Swego jedynego żywego Syna.
— Jego moc jest najsilniejsza z silnych — rzekł Roman.
— Chwała ci, Szatanie — powiedziała Helen Wees.
— Jego potęga przetrwa czasy czasów.
— Witaj Szatan — zawołał Japończyk.
Laura-Louise oderwała ręce od ust. Guy spojrzał na Rosemary spod dłoni podpierającej czoło.
— Nie — odezwała się Rosemary — nie — ręka z nożem opadła. — Nie. Nie, to nie jest możliwe. Nie.
— Spójrz na Jego dłonie — powiedziała Minnie. — I Jego stopy.
— I Jego ogonek — dodała Laura-Louise.
— I na zaczątki Jego rogów — dorzucił Roman.
— O Boże! — szepnęła Rosemary.
— Bóg umarł — rzekł Roman.
Zwróciła się w stronę wózka, upuściła nóż, odwróciła się plecami do obserwującej ją grupy.
— O Boże! — szepnęła i zakryła dłońmi twarz. — O Boże! — zacisnęła pięści i zaczęła krzyczeć w stronę sufitu: — O Boże, Boże, Boże, Boże, Boże!
— Bóg UMARŁ! — grzmiał Roman. — Bóg umarł, a Szatan żyje! Oto Rok Pierwszy, pierwszy rok naszego Pana! Oto Rok Szatana, Boga moc złamana! Oto oczekiwany przez nas syn Adriana!
— Chwała ci, Szatanie! — krzyczeli. — Witaj Adrianie! Witaj Adrianie! Witaj Szatanie!
Cofnęła się — „nie, nie” — cofała się coraz dalej, aż znalazła się między dwoma stolikami do brydża. Stało za nią krzesło; usiadła i patrzyła na nich w osłupieniu.
— Nie!
Pan Fountain wybiegł i popędził przez przedpokój. Guy i pan Wees popędzili za nim.
Minnie wstała, postękując, pochyliła się i podniosła nóż. Wyszła z nim do kuchni.
Laura-Louise podeszła do wózka i zaczęła nim gwałtownie kołysać, robiąc miny do dziecka. Czarna tafta zafalowała, zapiszczały kółka.
Rozległ się dzwonek u drzwi.
— Przepraszam — Roman poszedł otworzyć. — Przemyśl to tak czy owak — rzucił jeszcze przez ramię.
— O Boże! — szepnęła.
— Przestań z tym swoim „O Boże”, bo cię zabijemy — odezwała się Laura-Louise, kołysząc wózek. — Mniejsza o mleko.

Czytaj dalej