Stworzyliśmy sobie świat, w którym coraz częściej nie znajdujemy dla siebie miejsca. Pośpiech, automatyzacja i cyfrowa rzeczywistość zacierają granice człowieczeństwa. Jak odnaleźć w tym sens – i samych siebie?
Kiedy mówimy, że coś jest nieludzkie, na przykład warunki życia, mamy na myśli zjawiska wykraczające poza skalę, niemożliwe do zaakceptowania. A współczesność coraz częściej taka się okazuje – nieludzka. Sami ją urządziliśmy, powierzyliśmy organizacjom i systemom.
Teraz stajemy przed zadaniem odzyskania świata. Dla człowieka – czyli dla kogo?
W wirówce życia
Tyle się w ostatnich dziesięcioleciach zmieniło – i nadal zmienia – że kiedy myślę o człowieczeństwie, nie wiem, do czego się odwoływać. Do starożytnych ideałów? Do biblijnych zapisów o stworzeniu? A może do Powszechnej deklaracji praw człowieka czy manifestów posthumanizmu? Próbuję uchwycić istotę bycia osobą ludzką, ale wciąż mi się to wymyka. Mam poczucie, że żadna definicja nie przystaje już do rzeczywistości. Jako człowiek tracę ustalony kształt, zacierają się moja rola i znaczenie – wobec innych istot żywych, wobec materii i nowej siły: sztucznej inteligencji.
Przywołuję w pamięci słynny rysunek Leonarda da Vinci Człowiek witruwiański z końca XV stulecia. Sylwetka mężczyzny ukazana w dwóch płaszczyznach to ilustracja idealnych proporcji ludzkiego ciała. Wiek XXI włożył tę figurę w wirówkę, obraca nią we wszystkich kierunkach, poddaje błyskawicznym zmianom, przeciążeniom, a do tego