Rozmowa ze Swamim, profesorem hatha jogi Rozmowa ze Swamim, profesorem hatha jogi

Rozmowa ze Swamim, profesorem hatha jogi

Juliusz Kydryński
Czyta się 5 minut

Kilkanaście osób, kobiet i mężczyzn, stoi przede mną rzędem, ale… na głowach. Naprzeciw nich młody, przystojny Hindus. Mija może dziesięć minut. Hindus mówi coś szeptem. Stojące na głowach towarzystwo łagodnym, płynnym ruchem przechodzi z tej bądź co bądź niewygodnej pozycji do pozycji leżącej. Na wznak, z zamkniętymi oczami, z rękami luźno położonymi wzdłuż ciała. Relaks. […]

Hindus ma na sobie tylko spodenki kąpielowe. Mimo to zachowuje się nie jak na plaży, lecz jak na – powiedzmy – katedrze uniwersyteckiej. Jest poważny, skupiony, niemal uroczysty. I nie jest byle kim. To – proszę państwa – sam Swami Vishnudevananda, profesor hatha yogi w specjalnej akademii yogów w Rishikesh w Himalajach, uczeń wielkiego mistrza yogi Swami Sivananda, wędrujący apostoł tej wiedzy, prawie tajemnej. Przeprowadzał swoje ćwiczenia na wielu uniwersytetach europejskich, kanadyjskich, amerykańskich. Teraz siada obok mnie i podczas gdy jego uczniowie odpoczywają, udziela mi błyskawicznych wyjaśnień. W skrócie. Bo o yodze można pisać tomy. Sam Swami napisał o niej grubą książkę. Bestseller.

– Niech mi pan powie, Swami, czy żeby poznać yogę, koniecznie trzeba stać na głowie?

Swami uśmiecha się. Spoza zasłoniętych okien dobiegają stłumione odgłosy wielkiej metropolii. Znajdujemy się w salce na piętnastym piętrze hotelu w samym sercu Manhattanu.

– Cały świat staje dziś na głowie – powiada Swami. – Lepiej stawać na głowie dosłownie niż w przenośni. Ta pozycja, wprowadzając pewne zmiany w krążeniu krwi, działa ożywczo na intelekt, pobudza pamięć, wzmaga zdolności koncentracji. Polecamy ją zwłaszcza naukowcom, pisarzom, politykom. Pod warunkiem, że mają normalne ciśnienie. Przy pod- lub nadciśnieniu nie należy przybierać tej pozycji.

– Czy w ogóle ludzie niezbyt zdrowi mogą uprawiać ćwiczenia yogi?

– Oczywiście. Tylko nie wszystkie. Ale wybór jest duży. Istnieje 840 000 (osiemset czterdzieści tysięcy!) pozycji. Co prawda zasadniczych jest tylko 84. Każdy może wybrać ćwiczenia najbardziej mu odpowiadające. Yoga nie tylko zapobiega chorobom. Yoga leczy. […]

– Czym się to wszystko różni od normal­nych ćwiczeń gimnastycznych i normalnych zabiegów higienicznych?

– Gimnastyka rozwija tylko mięśnie, zwykła higiena służy tylko zdrowiu fizycznemu. Zadaniem yogi jest – poprzez odpowiedni system ćwiczeń fizycznych i zabiegów higienicznych – uzys­kanie kontroli nad umysłem. Kontroli pojętej bardzo szeroko. Na przykład pranayama…

– Na miłość boską, Swami, co znaczy to słowo?

– Oznacza ono po prostu specjalne ćwiczenia oddechowe. Yoga nie liczy życia ludzkiego ilością lat, lecz ilością oddechów. Oddychając, pobieramy pranę. Prana znajduje się we wszystkim, także w powietrzu. Jest ona formą energii, którą czerpiemy wraz z oddechem, a potem zużywamy we wszystkich – świadomych i nieświadomych – przejawach działalności naszego umysłu. Otóż praktyka pranayamy daje możność kontroli systemu nerwowego, a co za tym idzie, zwiększa zdolność koncentracji.

– Dobrze. Więc wszystko to…

– Plus dieta – dodaje Swami.

– Jaka znowu dieta?

– Bezmięsna – najspokojniej oświadcza mistrz. – Adept yogi nie jada mięsa.

– Dlaczego?

– Mięso zatruwa organizm. […] Oczywiś­cie, yoga nie pochwala przesady. Nie idzie o to, żeby nie jeść mięsa w ogóle, choć tak byłoby najlepiej. Ale trzeba jeść jak najwięcej jarzyn. Niech pan zresztą zwróci uwagę, że nawet mięso jadane przez ludzi pochodzi od zwierząt odżywiających się wyłącznie roślinami…

– No dobrze – powiadam – więc wszystko to, te ćwiczenia, ta pra…

– Pranayama.

– Właśnie, a także ta dieta, wszystko to zmierza do zwiększenia zdolności koncentracji. Ale po co właściwie mamy się koncentrować?

– Po to, żeby uzyskać najwyższe wtajemniczenie, to znaczy poznać prawdę i pokonać śmierć – odpowiada Swami bez namysłu i takim tonem, jakby mówił o tym, co będzie dziś jadł na kolację.

– Aha – odpowiadam. – Dziękuję panu, Swami.

***

W małej salce nowojorskiego hotelu ćwiczono jeszcze najrozmaitsze pozycje o interesujących nazwach: pozycja lotosu, kobry, gołębia, skorpiona, orła, lwa… Ćwiczyli ludzie młodzi i bardzo już postarzali. Zwierzali mi się potem:

– Może nie pokonamy śmierci. I nie o to nam chodzi. Filozofia yogi, cała jej mistyka (yoga jest tolerancyjna), to wszystko jest bardzo ciekawe i na pewno także – przynajmniej niektórym – pomaga żyć. Ale sama praktyka ćwiczeń yogistycznych daje znakomite rezultaty. Niech pan spróbuje. To, czego nas uczy Swami, wspaniale uspokaja nerwy, poprawia samopoczucie, wzmaga energię. Niech pan spróbuje. Cała Ameryka zażywa pigułki uspokajające, środki nasenne. Joga doskonale to wszystko potrafi zastąpić. Niech pan spróbuje!

– Niech pan spróbuje! – z uśmiechem powtarza Swami, żegnając się ze mną przy schodkach metra. Podaje mi rękę i po chwili znika w tłumie, staje się znowu jednym z tysięcy zwykłych przechodniów na Broadwayu. On, Swami, wielki wtajemniczony, który pokonał śmierć. I poznał prawdę. I przyjechał tutaj aż spod Himalajów, żeby uszczęśliwić Amerykanów, rzucając im okruchy odwiecznej mądrości indyjskiej.

Fragment tekstu z nr. 850/1961, s. 19. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.


Urodziny to dobry moment, by się podzielić – zapraszamy do bezpłatnej lektury wybranych artykułów z naszego archiwum. 

Czytaj również:

81. urodziny „Przekroju” 81. urodziny „Przekroju”
i
rysunek: Marek Raczkowski
Doznania

81. urodziny „Przekroju”

Marcin Orliński

Czemu mamy hecne miny?
„Przekrój” ma dziś urodziny!

Jaki wynik? Osiem jeden.
Spoglądamy więc za siebie.

Czytaj dalej